Mila...
Siedzieliśmy całą paczką na kanapie i oglądaliśmy horror.Wszyscy się bali.Sam przytulała się do Nialla,Cara do Zayna,a Louis pisał SMS'y,a Harry trzymał się ode mnie z daleka.Nawet przez ostatnie dwie noce kazał spać mi na kanapie...
Nagle usłyszałam dzwonek do drzwi.Nie miałam siły żeby wstać.Szczerze mówiąc,nawet nie podniosłam wzroku.Cara poszła otworzyć.Chwile później w salonie pojawili się Nat i jego siostra Julie <KLIK>.Zauważyłam że Louis zaczął wpatrywać się w nią jak w obrazek.
-Nawet nie wstaniesz się przywitać?-z zamyśleń wyrwał mnie głos Nata.
-Nie.-odparłam beznamiętnie,nie mając zamiaru ruszyć się z miejsca.Nie tylko dlatego że się z nim całowałam,lecz także dlatego że rwał mnie prawy bok.
-Przyniosłem coś dla ciebie.-rzucił w moją stronę paczuszkę.-Słyszałem że jest to tobie potrzebne.
-Nie będę dziękować.-mruknęłam i z wielkim trudem poszłam do kuchni.Z szafki wyjęłam szklankę.Rozerwałam paczkę i wyjęłam z niej woreczek.Wsypałam biały proszek i zalałam go wodą.Chciałam już wziąć szklankę do ust,gdy usłyszałam głos Sam.
-Wypij to tylko,a to ja wpakuje cię do szatana jako pierwsza.
-To musisz się ustawić w kolejce.-wzięłam łuk i popatrzyłam się na nią z satysfakcją.-To co teraz mi zrobisz?Nóż mam pod łóżkiem.Są też tu ale tamten lepiej zahacza o narządy jak go wbijesz.
Czułam jak ból ustępuje a mnie zaczyna nic nie obchodzić.Sam patrzyła na mnie ze złością w oczach.
-Jesteś kretynką Tenye.Lepiej od razu przedawkuj.
-Wolę umrzeć tak.-dopiłam szklankę i przeszłam obok niej.-Niż umrzeć zostając dziewicą.
-Co ty tak się tego uczepiłaś?!-krzyknęła.
Nie odpowiedziałam tylko usiadłam na kanapie.
-Myślałam że już tu nie wrócisz.-zagadnęła Julie.
Przygryzłam wargę lecz nadal byłam spokojna.Nie obchodziło mnie to zbytnio.
-To miejsce zawsze znajdzie sposób by mnie tu ściągnąć.-odparłam.
-Brałaś?-spytała Cara podchodząc do mnie.-Bo daje to radę.
-Co znowu brała?!-wkurzył się Harry podrywając się z miejsca.
-Uspokój się.-upomniała go blondynka.-Nie robi tego bo chce.
-To niby dlaczego?-dopytywała się Sam.
Podciągnęłam bluzkę i widząc po ich minach zrozumieli.Nie chciałam żeby mi zwymiotowali więc wstałam.
-Czy tylko ja widzę że spodobałaś się Louisowi?-spytałam Juliet.
Oboje zawstydzili się ale uśmiechnęli pod nosem <KLIK>.Nie panując nad sobą usiadłam na kolanach Hazzy.Po patrzył na mnie ze złością.
-Pogadamy wieczorem.-mruknął groźnie.
-Lepiej nie.-zaśmiała się Cara.-Poczytaj sobie o działaniu heroiny.
Nieoczekiwanie Sam zadzwonił telefon.Odebrała szybko.
-Myślałam że już nie oddzwonisz.-powiedziała do telefonu.-Po co?Ale...Dobrze.-podała mi telefon.
-Twój tatuś?-spytałam.Ta potrząsnęła głową.-Tak?-odgarnęłam włosy.
-Mila odejdź od nich.-usłyszałam jego stanowczy głos.Posłusznie wstałam i poszłam do kuchni.Kazałam im zostać widząc że chcą za mną iść.
-Porwano brata Nialla i jego syna Theo.
-Cholera...-mruknęłam.-Jak?
-To jeszcze nie wszystko.-westchnął.-Siostra Harrego też zniknęła.Nie widziano jej od 3 dni.Myślimy że zrobił to ktoś od ludzi z twojego otoczenia.
Poczułam jak wzbiera we mnie złość a prochy przestają działaś choć chciałam inaczej.
-Jak wy ich do cholery pilnowaliście?!-uderzyłam dłonią w blat.
-Mila nie możemy pilnować każdego z rodziny!To nie wykonalne!
-Nie pierdol mi tutaj!Jesteś beznadziejnym gliną...-rozłączyłam się.W kuchni zjawili się wszyscy.
-Kto?-spytał Liam.
-Porwali Grega,Gemmę i Theo.-schowałam twarz w dłonie.Niall i Harry oniemieli.Nie dziwię im się.Blondyn wybiegł a Sam razem z nim.Loczek stał a w oczach zbierały mu się łzy.Nie mogłam zachować się w takiej chwili jak ostatnia suka.Podeszłam do niego i mocno go przytuliłam.Wiedziałam że rodzina jest dla niego najważniejsza.Nie wybaczył by sobie gdyby jej się coś stało.
-Nat?-zagadnęłam.-Masz ochotę się powłóczyć-dobrze wiedział o co mi chodzi.
-Z tobą zawsze.
-Chcecie imprezować w takiej chwili?!-oburzył się Zayn.
Poszliśmy do mojego i Hazzy pokoju.Spod łóżka wyciągnęłam walizkę.
-Co wy...?-mruknął Liam,lecz gdy zobaczył co wyciągam ucichł.
-Zabawimy się trochę.Jak za dawnych starych lat.-uśmiechnęłam się.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz