niedziela, 19 stycznia 2014

11.Krewnych daje nam los. Przyjaciół wybieramy sami.

Sam...

-Czy wypad na imprezę w takie miejsce,zawsze się tak kończy?-spytałam rozdrażniona,tym że siedzieliśmy w piwnicy przywiązani do jakieś kraty.Kiedy tylko słyszałam jakieś kroki od razu zamierałam.
 -Mniej więcej.-przyznał Nat kręcąc głową.
 -A pamiętasz jak poszliśmy do klubu jakieś 3 miesiące temu?-odezwała się Mila nie okazując ani trochę przerażenia.
 -Fakt.-mruknął chłopak.
 -Co się wtedy stało?-dopytywałam się,lecz widząc wzrok Mili dodałam-Albo nie chce wiedzieć.
 -Tym lepiej dla ciebie.-zaśmiała się cicho.
 Spojrzałam na Nialla.Jego twarz nie wyrażała żadnych emocji.Czasami chciałam wiedzieć co myśli.W jednej chwili potrafił być zabawny i beztroski a w drugiej smutny i nieobliczalny.Za to go kochałam...Troszczył się o mnie,nawet wtedy gdy to ja powinnam go chronić.
 Nagle usłyszeliśmy kroki na drzwiami.Gdy się otworzyły stanął w nich Tristian w <KLIK>.Wszyscy patrzyli się na niego uważnie.
 Wyciągnął zza spodni broń <KLIK> i położył ją na stoliku.Uśmiechał się po nosem.Przełknęłam głośno ślinę,bojąc się że ktoś nie wyjdzie z tego cało.
 -Jesteście niegrzeczni.-mruknął pod nosem.-Nie jestem z tego powodu zadowolony.-nikt nic nie mówił.Każdy miał grobową minę.Nie licząc Mili.Ta uśmiechała się od ucha do ucha.Co ta idiotka znowu kombinowała?!
 -Nie jesteście zbyt rozmowni widzę.-podszedł do nas.-A szkoda.-wyjął nóż.Gdzie oni to wszystko mieszczą?!Podszedł do mnie i złapał za włosy.
 -Ałć.-syknęłam gdy odchylał mi głowę.Przez moje ciało przeszedł dreszcz.Powili zbliżał ostrze noża <KLIK>.Szarpałam się lecz na próżno.Czułam ból.
 -A tylko spróbuj jej coś zrobić.-zaśmiała się brunetka.-A tak na marginesie czy to nie mój nóż?
 -Trafna uwaga Panno Tenye.-puścił moje włosy. 
 -Sam wszystko w porządku?-szepnął Niall.
 Kiwnęłam głową patrząc na jego zatroskaną twarz.Mówiła tylko Przepraszam że cię w to wciągnąłem.Czasami chciałam mu powiedzieć dlaczego się spotkaliśmy,dlaczego mu pomagam...a raczej się staram.
 -Kocham twój cięty język.-pogłaskał Milę po włosach.Harry drgnął.
 -Zabieraj łapę albo ją tobie utnę.-warknęła.
 -No tak nie lubisz tego.-cofnął rękę.-To takie smutne.-zaczął ją rozwiązywać.-Chodź.Zobaczymy co potrafisz.Na początku Mila zachowywała się normalnie.Dopiero gdy sznur zsunął się z jej nadgarstka zauważyłam blizny.Masę blizn.Nie widziałam ich nigdy wcześniej.Nigdy wcześniej nie nosiła krótkiego rękawka.
 Nagle dziewczyna rzuciła się na niego.Przetoczyli się po podłodze.Chłopak trzymał w dłoni nóż lecz Mila kopnęła go a ten wylądował po moimi stopami.Niewiele brakowało. 
 -Ty sukinsynu.Jak mogłeś porwać dziecko!-wrzeszczała dusząc go.-odepchnął ją mocno na bok po czym siedział na niej okrakiem unieruchamiając nadgarstki. 
 -Sukinsynu?-warknął wkurzony.Dał jej w twarz.Raz,drugi...
 -Dość!-wrzeszczałam widząc jak cierpi.-Zostaw ją-szarpałam się chcąc jej pomóc.Sznur ranił moje ręce.
 -Spierdalaj!-kopnęła go po czym sięgnęła po broń na stolik.Cholera robiło się niebezpiecznie.
 Tristian pociągnął ją za nogę po czym oberwał butem w twarz.Z nosa polała się jego krew.
 -Nawet się nie waż suko!-unieruchomił ją.-Wiem że lubisz niegrzeczne zabawy ale nie tutaj.
 W to co zrobiła nie mogłam uwierzyć.Przeskoczyła nas nim i po chwili pchnęła go na zimną podłogę.Nie zdążył nic zrobić,ta już siedziała mu na plecach,wykręcając ręce.
 -Nawet nie waż się ruszyć Carbort.-warknęła sięgając po broń.Celowała cały czas w niego gdy wzięła ode mnie nóż i przecięła sznur.Trochę jej to zajęło gdyż był on dość gruby.Teraz przypatrzyłam się jej nadgarstkom dokładniej.
Wiedziałam że rany były bardzo głębokie i długo się goiły.
 -Masz.-podała mi broń.-Celuj w niego.Jak coś zrobi naciśnij spust.Nie ważne gdzie trafisz.Ten sukinsyn nie zasługuje na nic.
 -Tak jak ty.-zaśmiał się brunet.-Ciekawe co robisz w wolnym czasie.Kochasz się z przypadkowymi na imprezach?
 -Nie.Pieprzy się ze mną.-odezwał się wkurzony Harry.
 Moje usta wygięły się w uśmiech.
 -A teraz mów.Gdzie oni są?!-zajął się nim Nat.
 -Zabijcie mnie.Nic wam nie powiem.-zaśmiał się.
 -Doprawdy?-zapytała Mila.Podeszła do niego i pociągnęła za włosy.Chłopak cicho jęknął.Dziewczyna wzięła nóż i rozcięła jego rękę.-Gadaj!Wiesz że jestem zdolna cię zabić i nawet się nie zawaham.
 -Mila nie.-poprosił Harry.-Nie rób mu krzywdy.
 -Dobra jak nie chcesz gadać zrobię to inaczej.-kopnęła go z całej siły w nos.Ten uderzył o podłogę i stracił przytomność.-Zawsze chciałam to zrobić.-przybiła z Nat'em żółwika.
 -To nie było miłe.-stwierdziła idąc za Niallem.
 -Takie miało być.-otworzyła drzwi z kopa.Na zewnątrz stał <KLIK>.Kurwa!To był jeden z najbardziej pociągających facetów jakich widziałam w życiu!Mila opuściła broń.Mężczyzna podszedł do niej i mocno ją przytulił.Gładził ją po plecach.
 -Skąd się tu wzięłaś do diaska.-oderwał jej twarz od swojej koszuli.
 -Potrzebuje twojej pomocy.Porwali członków ich rodzin.-wskazała za Nialla i Harrego.-Wiem że to jakiś Drake.
 -Dziecko on nie żyje.Chodźcie.-wskazał ręką na hol.
 Patrzyłam na muskularnego mężczyznę oczarowana.
 Zaprowadził nas do salonu<KLIK>.Czułam się nieco onieśmielona jednak Niall trzymał moją rękę,delikatnie masując knykcie.
 -Zaraz wrócę.-powiedział.Opuścił pomieszczenie i dopiero wtedy zapytałam:
 -Kto to?
 -Christian Carbort,ojciec Tristiana.Wychowywał mnie przez 6 lat.-mruknęła siadając obok Harrego.Złapała go mocno za rękę i uśmiechnęła się.
 -Więc mówicie że kogoś porwano?-dobiegł nas głos Christiana.Trzymał na ręcę THEO!Niall szybko do niego podbiegł i wziął go na ręce.-Znalazłem go w bagażniku.Nie wiem skąd się tam wziął.
 -Widziałeś też dziewczynę?Brunetka?-dopytywał się Harry.
 -Raczej nie.-pokręcił głową.-Chociaż chyba wiem kto ich porwał.Dostałem dzisiaj  telefon z pogróżkami.Namierzyłem go.
 -Kto to?
 -Ktoś z policji.
 Otworzyłam szeroko oczy.Ktoś z policji macza palce w porwaniu?!Cholera jest gorzej niż myślałam.Tata się wkurzy.
 -Dziękuję.-uśmiechnęła się Mila.-W piwnicy leży Tristian.Trochę mnie wnerwił...
 -Mnie wkurwia codziennie,mała.Zostaniecie na noc?
 Popatrzyliśmy po sobie po czym mruknęłam:
 -Trochę odpoczynku nam się przyda....

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz