środa, 26 lutego 2014

16.Jeśli chcesz być kocha­nym, bądź wart miłości.

Sam...

 Kolejny pochmurny dzień zagościł w Londynie dając wrażenie mrocznej atmosfery takiej jaka była w moim sercu.Nie mogłam tak już dalej.Ja go kochałam.Tak cholernie go kochałam i nie mogłam z tym walczyć.Już nie miałam siły.To mnie przerastało.Brakowało mi teraz przyjaciółki z,którą mogła bym o tym porozmawiać.
 Wyszłam z pokoju i usłyszałam głośną muzykę dopierającą z pokoju Mili.W głębi duszy karciłam się za to co właśnie chce zrobić ale była moją siostrą...
Cholera.
 -Mila mogę?-otworzyłam drzwi i wychyliłam się.Brunetka leżała na łóżku ze zwisającą głową i patrzyła się na telefon.
 -Nie?-popatrzyła się na mnie złośliwie.-Nie mam czasu na twoje pieprzenie.-machnęła ręką.
 -Proszę mam tylko ciebie.-wydukałam.Mila zdziwiła się gdy to usłyszała.Przyciszyła muzykę i głośno westchnęła.
 -Mów co chcesz. - warknęła. 
 -Chce pogadać. O Harrym, tym zadaniu i... Niallu. - westchęłam, widząc wzrok Mili.
 -Chcesz mi powiedzieć, że postanowiłaś pokochać Nialla, dać mu się przelecieć i teraz masz zamiar rzucić zadanie.- wyrecytowała.- Muszę ci powiedzieć, że się tego spodziewałam. - wymamrotała i parsknęła śmiechem.
 -Mila to nie tak.- zaczęłam.- Ja go naprawdę kocham.

 -A jak?Ty chyba już sama nie wiesz czego chcesz.To nudne.Zastanów się lepiej nad planem i nie pieprz mi tu bo to nie moja sprawa.Dla mnie możesz nawet się z nim ożenić.-zastanowiła się.-Chciała bym zobaczyć minę twojego ojca...
 -Naszego.-poprawiłam ją na co zrobiła kwaśną minę.
 -Nie był,nie jest i nie będzie nim nigdy.-syknęła przez zaciśnięte zęby.-Dobra to skończyliśmy jakże interesującą rozmowę? 
-Miałam nadzieję, że mi pomożesz, wiesz?
-Nadzieja jest matką głupich. - zauważyła i wróciła do patrzenia w ekran telefonu.
-Teraz już to wiem... - westchnęłam po czym udałam się do salonu i rzuciłam się na kanapę. Westchnęłam ciężko i sięgnęłam po pilota. Włączyłam pierwszy lepszy kanał i całkowicie oddałam umysł steku bzdur, o którym mówili ludzie w tych głupich telenowelach.
 Nagle usłyszałam jak z gabinetu woła mnie ojciec.Był zdenerwowany a ton jego głosu świadczył o tym,że nie będzie za długo czekał.
 -Co się stało?-zapytałam wchodząc do pokoju.
 -Chodzi o to,że Simon Cowell nie może już dłużej czekać a my nadal nie możemy rozwiązać tej sprawy.Nie możemy wystawić ich na światło paparazzi.Zabije ich.-serce podskoczyło mi do gardła.
 -My ich obronimy tato.Ja i Mila.
 -Mila może i tak ale czy ty?Tego nie jestem pewien.Nie chce cię stracić.
 -Ja też chce umrzeć,-wtrąciła Mila wchodząc do pokoju z butelką od coca-coli.-Przyszłam po kasę.
 -Matko.-załamałam się.-Na prawdę robisz to tylko dla pieniędzy?
 -Nie.-uśmiechnęła się biorąc kopertę z biurka.-Przy okazji mogę też dobrze się zabawić.
 -Wiesz co masz robić?-spytał ojciec.
 -Tak.Udawać grzeczną i spojoną damę.Wiem,wiem ale kiecki nie założę.
 -Chyba będziesz musiała.-mój ojciec otworzył zaproszenie na jakieś rozdanie nagród.-"Obowiązuje strój wieczorowy".
 -Kurwa.-mruknęła brunetka.-Przejebane.
 -Wow. Pierwszy raz będziesz wyglądała jak 100% dziewczyna. - mruknęłam i lekko się uśmiechnęłam.
 -Wiesz. Ja mogę zawsze się przebierać, ale ty swoją twarz będziesz miała już zawsze. - warknęła, a ja poczułam jakby ktoś strzelił mi w głowę.
- Wolę mieć taką twarz niż puszczać się z każdym facetem i być dziwką. - wrzasnęłam.
 -Taka jesteś święta?! Opowiedz tatusiowi jak się puściłaś z Niallem! - wrzasnęła i uderzyła ręką o biurko.
 -CO?! SAMANTA! - ryknął mój ojciec.
-Gówno. Nie robię tego - źle. Robię - jeszcze gorzej. Co ja tu mam kurwa robić?! - krzyknęłam i wyszłam z Gabinetu.
 Łzy mimowolnie spływały mi po policzkach.Jak można być takim potworem?Jak?!Ile ona musi mieć w sobie nienawiści?!Chyba już więcej się nie da?
Postanowiłam zadzwonić do Cary.Może z nią da się jakoś normalnie porozmawiać.
 -Hej kicia co tam?-usłyszałam jej radosny głos od którego zrobiło mi się cieplej na duszy.
 -Nic.Chciałam się po prostu zapytać czy...nie to głupie.-załamałam się.
 -Pytaj kicia.
 Opowiedziałam jej o wszystkim.O tym pieprzonym planie i wszystkim co się zdarzyła.Ona skomentowała tylko słowami.
 -Skoro go kochasz to chroń go jak tylko możesz.To jest najlepsze. 

sobota, 22 lutego 2014

15.Sen to najlepszy środek przeciwbólowy.

Mila...

 Otworzyłam oczy i pierwsze co zobaczyłam to z cztery butelki po wódce.I do cholery gdzie ja byłym?!
 Pokój bym nie duży pokryty beżowymi ścianami.Leżałam na materacu,przykryta jakimś cienkim kocem.Głowa bolała jak nie wiem.
 Odrzuciłam włosy na bok i po chwili zauważyłam rzeczy Tristiana.
 -O kurwa...-mruknęłam próbując powstrzymać łzy.Ja z nim...O mój Boże.
 -Widzę,że już wstałaś.-usłyszałam jego głos.Stał opart o framugę drzwi.Patrzył na mnie chłodno tak jak zazwyczaj.-Wychlałaś mi pół barku.
 -Mam jedno zasadnicze pytanie.-przerwałam jego jakże inspirującą wypowiedz.-Spaliśmy ze sobą?-kącik jego ust wygiął się.Zaczął iść do mnie jak tygrys skradający się do swojej ofiary.
 -A co jeśli powiem,że tak?-opał się na łokciu i patrzył na mnie z rozbawieniem.
 -Kłamiesz.
 -Skąd możesz to wiedzieć?Byłaś schlana w trzy dupy.Jeszcze nie widziałem żebyś tyle piła.No tak.W końcu Samanta się dowiedziała.
 -Skąd ty to...Z resztą nie ważne.-schowałam twarz w dłoniach.-To spaliśmy ze sobą czy nie?
 -Przecież ci mówiłem?Mam ci pokazać szminkę na swoim penisie?-przewróciłam oczami,załamując się jeszcze bardziej.
 -Lepiej nie bo się zrzygam.
 -W nocy jakoś nie narzekałaś.-przysunął swoją twarz do mojej
 -Nie wiem po co w ogóle tu przyjeżdżałam.
 -Nie masz nikogo a chciałaś z kimś pogadać.Proste.Teraz masz wobec mnie dług.
 -Czego chcesz?-nie chciał odpowiedzieć.Pocałował mnie lecz od razu go odepchnęłam.Nie miałam najmniejszej ochoty czuć go na sobie jak i w sobie.
Miałam po dziurki w nosie tego gościa i dobrze o tym wiedział.
 -Spadaj.-wstałam i zachwiałam się lekko.-Odwieź mnie do domu.
 -Ty nie masz domu,skarbie.-zaśmiał się.
 Wzięłam swoje rzeczy z podłogi i poszłam do miejsca zwanego"prowizoryczną" łazienką.Wyglądałam tak jak się czułam-okropnie.
 -Harry.-mruknęłam do telefonu zrezygnowana.
 -Mila!Gdzie jesteś do cholery?Sam się martwi!
 -Przyjedz po mnie.-podałam mu adres i po jeszcze 20 sekundach opierdalania mnie rozłączyłam się.
 Tristian leżał na materacu mając zamknięte oczy.
 -Ciekawi mnie dlaczego nie zemściłeś się na mnie za to co ci zrobiłam poprzednio.-przekręciłam głowę na bok.
 -Mogę to zrobić teraz jeśli tego chcesz?Ale uprzedzam,że znajdą twoje zwłoki dopiero za 20 lat.
 -Kocham twoje groźby.Są takie pociągające.-uśmiechnęłam się.-Szkoda tylko,że mam ciekawsze rzeczy niż pieprzenie się z tobą aż w końcu mnie zarżniesz na śmierć.
 -Nie było aż tak źle.-rozłożył ręce.
 -Oszukuj się dalej.-rzuciłam przez ramię i wyszłam z jego domu.
 W samochodzie czekał na mnie Harry pukając w kierownicę.Był zdenerwowany i to bardzo.
 -Zawieź mnie do domu.-warknęłam wkurzona.
 -Też się ciesz,że cię widzę,słońce.-odparł sarkastycznie. 
 -Dobra...Zawieź mnie do domu i nie pieprz. 
 -Może grzeczniej? 
 -Nie mam zamiaru.-popatrzył na mnie.
 -Na drugi raz zadzwonię do Natha.-mruknęłam zrezygnowana.
 -Na drugi raz to przyczepie ci obroże z nadajnikiem.
 -Czyżby groźby Panie Styles?-podniosłam brew rozbawiona jego władczym tonem.
 -Musze to sobie zapisać.Chwila.-zaczęłam wyciągać telefon.
  Harry z westchnieniem ruszył.Dobrze wiedział,że tego sarkastycznego starcia nie wygra.Widziałam jak Tristian patrzy przez okno.Przeklęty sukinsyn.
  Dojechaliśmy pod dom Howardów po 20 minutach.Musiałam się spytać.
 -Może wejdziesz?-przewróciłam oczami.
 -Ależ oczywiście.-uśmiechnął się sztucznie.
 Weszliśmy do domu i to co zobaczyliśmy...O matko!
 -No nareszcie mogę to zobaczyć.-zaśmiałam się choć nie chciałam tego widzieć.-Niall Horan i Samanta Howards nadzy...Na kanapie... 
 -Spadaj.-okryła się kocem Sam.-Gdzie byłaś? 
 -U Tristiana.Było nawet miło.Tylko pod koniec czułam,że chce mnie zabić.-wzruszyłam ramionami.-Nie przeszkadzajcie sobie.-podeszłam do stolika i nachyliłam się tak,że widziałam prawie penisa Nialla.
 -Mila.-warknęła Sam.Wzięłam czipsy i puściłam do nich oczko.
 -Spokojnie mam już swojego na stale.-pociągnęłam Harrego za rękę do pokoju.
 -To teraz seks czy najpierw mnie opierdolisz?-zapytałam siadając na łóżku.
 -Nie będzie żadnego seksu. 
 -Okey czyli od dzisiaj ruchasz sobie poduszkę.-popatrzyłam na paznokcie.
 -Dobra wróć.-odparł szybko Harry.-Najpierw awantura.Później ewentualnie seks.
 -To zaczynaj.
 -Daj nóż.-wyciągnął do mnie rękę.
 -Nie mam go przy sobie.-popatrzył na mnie błagalnie.-Chcesz pomacać?
 Podszedł do mnie z lodową miną i zaczął dotykać od nóg coraz wyżej.
 -Jesteś czysta.-stwierdził.
 -Dzięki za informacje.
 -Jesteś nieodpowiedzialną suką!Jak mogłaś nie powiedzieć Sam o tym że jesteś jej siostrą!Powinna wiedzieć!Nie wiesz jak ona się czuje!
 -A ty wiesz jak się czułam widząc jak rżną moją matkę?!-wczułam się w role.-Nic nie wiesz Styles.Ani ten twój kolega.Bóg dał tobie tyle krwi by zasilić jedno.
 -Przynajmniej to dobrze działa.-pchnął mnie na łóżko.






sobota, 15 lutego 2014

14.Mówią o mnie, że jestem wariatem, który nienawidzi ludzi i świata, Chcę znaleźć własną drogę życia I znajdę ją właśnie ja - psychopata.

Sam...

 Wszyscy wróciliśmy do domów.Mój ojciec nie był szczęśliwy,że zatrzymaliśmy się u Christiana.Gdy tylko o tym usłyszał wpadł w szał jakiego jeszcze nigdy nie widziałam.
 -Czy wy jesteście nienormalne?!-krzyczał.-Przecież mogło im się coś stać!Christian mógł ich zabić!
 -Tata uspokój się.-poprosiłam łagodnie nie chcąc rozzłościć go jeszcze bardziej.-Nic się nie stało.
 -Swoją drogą dziękuję,że powiedziałeś "im" nie "nam".-wtrąciła Mila najbardziej lodowatym tonem na jaki było ją stać.
 -Właśnie dziękuję za twoją troskę tato.-mruknęłam przyznając racje.
 -Nie zmieniajcie tematu!-ostrzegł mój ojciec.-Miałyście się trzymać planu a ten poszedł w cholerę!
 -Wale ten plan,rozumiesz?!-pierwszy raz podniosłam głos na ojca a Mila uśmiechnęła się pod nosem.-Będę go chroniła ale to jest koniec.
 -Nie możesz gówniaro!-chciał podejść i potrząsnąć mną lecz drogę zagrodziła mu Mila.
 -Myślę,że miałam racje.-odparła beznamiętne.-Wisisz mi kasę.
 -Jesteś chora!Rozumiesz chora!-wybiegłam z pokoju.Kiedy miałam już wejść po schodach usłyszałam jak coś tłucze się w gabinecie.Cholera co oni tam robią?!Gdy tylko wpadłam do pomieszczenia mój ojciec trzymał Mile za gardło i przyciskał do biurka.
 -Mam ochotę ci wjebać,wiesz?!Od 10 lat!Jestem twoim ojcem powinnaś się mnie słuchać!-ryknął.Tak uderzyła go w nos a krew chlusnęła jak z kranu. 
 -Przestańcie natychmiast!-rozdzieliłam ich.-Co to miało znaczyć?! 
 -Nie mów jej! -krzyknęła Mila zrozpaczona.-Nie powinna wiedzieć!
 -Okłamuje ją całe życie!Myślisz że to łatwe dla mnie?!
 -O czym wy mówicie do cholery jasnej?!-zdenerwowałam się.
-O niczym! -krzyknęła łamiącym się głosem Mila
-Ona jest twoją siostrą! -wrzasnął z furią mój ojciec.
-Haha. Żartujecie? -zaśmiałam się cicho mając nadzieję że to żart.
-NIE! -krzyknął i popychając mnie wyszedł z domu.
Popatrzyłam na dziewczynę zszokowana tym co przed chwilą usłyszałam.Ona moją siostrą?!Przecież to niemożliwe!Jak niby?!A może jednak?Przecież ojciec nie przyjął by pod swój dach kogoś takiego jak ona.
 -No powiedz coś!-przerwałam ciszę.Mój krzyk odbił się echem.
-Co mam powiedzieć? -spytała patrząc się na buty.
-Cokolwiek. -mruknęłam zrezygnowana i wyszłam z domu.
 Nie wiedziałam gdzie mam się podziać.Zamówiłam taksówkę i już po dwudziestu minutach byłam po domem Nialla.Zapukałam do drzwi.Po chwili otworzył mi je Zayn.Nam mój widok uśmiechnął się ciepło.
 -Witam Panno Howard.Nie sądzę aby była Pani umówiona z Panem Horanem.-zażartował.-Wydaje mi się że nie mogę Pani wpuścić.Dobra wchodź.-przepuścił mnie w drzwiach.
 W salonie Cara siedziała na kanapie razem z chłopakami i piła herbatę.Gdy mnie zobaczyli poderwali się z miejsca by się ze mną przywitać.
-Co tam Howard? -spytał Liam.
-Nic... -odparłam krzywo się uśmiechając.
-Coś się stało? -spytał Niall odkładając paczkę paluszków i wstając. -Jesteś jakaś smutna. -mruknął obejmując mnie i całując.
-Może nie tutaj co? -rzucił Zayn wchodząc do kuchni.
 Prawdopodobnie zrobiłam się czerwona jak burak. Postanowiłam zmienić temat.
 -Co tu robisz Cara?
 -Siedzę.-uśmiechnęła się.-Chłopaki mnie zaprosili.Właśnie chcieliśmy po was dzwonić.Gdzie Mila?
 -Mieliśmy w domu całkiem miłą rozmowę.-stwierdziłam ironicznie.
 -Nikt nie ucierpiał?-zapytał Harry.
 -Nie.Ale mój ojciec powiedział mi że Mila jest moją siostrą. 
-Co?! -spytał Harry wypluwając colę. 
-Powiedziałam to samo. -zaczęłam, chodząc w kółko. -Jak oni mogli to przede mną ukrywać. Takie rzeczy się mówi. Skoro jest moją siostrą to czemu chciała mnie zabić. I dlaczego nie jest z nami od początku. 
-Sam. Uspokój się. -rzekła Cara. -Musieli mieć ważny powód. Jestem pewna.
-Nie. Nie broń ich! -powiedziałam siadając i chowając twarz w dłoniach.
-Nie bronimy ich, tylko staramy się patrzeć obiektywie. -mruknął Liam, siadając przy mnie i obejmując.
-Ale... -jęknę
łam.

-Pomyśl co byś zrobiła na ich miejscu? -spytał Zayn.
-Powiedziałabym prawdę. -mruknęłam i ponownie schowałam twarz w dłonie.-Cara jak zginęli rodzice Mili?Przyjaźnicie się,nie?

 -Nie waż się nic mówić.-usłyszałam ostrzegawczy ton głosu Mili.Skąd ona się tu wzięła?! 
 -Jak ty...?!-poderwał się z miejsca Liam.
 -To nie ważne.Powiem jedno gdyby zależało to ode mnie nie dowiedziała byś się o tym.-założyła ręce na piesi.
 -Powiedz mi jak to w ogóle możliwe,że jesteśmy siostrami!-naciskałam tracąc cierpliwość. 
 -Jeśli jej nie powiesz ja też coś zrobię.-zagroziła Cara.-Też umiem grozić,skarbie.
 Mila westchnęła ciężko po czym zrobiła krok w naszą stronę.
 -Nasi rodzice byli partnerami.Znali się 2 lata i zakochali się w sobie.Wzięli  potajemnie ślub.Najpierw urodziłam się ja później ty.Jak by to powiedzieć.Twój...Nasz ojciec olał mnie i naszą matkę.Dał nogę do innej razem z tobą.To tyle.-wzruszyła ramionami.
 -To jeszcze nie koniec.-wtrąciła Cara.-Wszystko.
 -Naszą matkę...-przeczesała ręką włosy a ja zauważyłam jak hamuje łzy.-Zerżnięto ją na śmierć a to tylko dlatego że Howard źle obmyślił plan.Gdyby jej nie zostawił jeszcze by żyła.-byłam w szoku.Mila uważnie mi się przyglądała.-Nienawidzę jego i ciebie tak samo i to się nigdy nie zmieni.