sobota, 22 lutego 2014

15.Sen to najlepszy środek przeciwbólowy.

Mila...

 Otworzyłam oczy i pierwsze co zobaczyłam to z cztery butelki po wódce.I do cholery gdzie ja byłym?!
 Pokój bym nie duży pokryty beżowymi ścianami.Leżałam na materacu,przykryta jakimś cienkim kocem.Głowa bolała jak nie wiem.
 Odrzuciłam włosy na bok i po chwili zauważyłam rzeczy Tristiana.
 -O kurwa...-mruknęłam próbując powstrzymać łzy.Ja z nim...O mój Boże.
 -Widzę,że już wstałaś.-usłyszałam jego głos.Stał opart o framugę drzwi.Patrzył na mnie chłodno tak jak zazwyczaj.-Wychlałaś mi pół barku.
 -Mam jedno zasadnicze pytanie.-przerwałam jego jakże inspirującą wypowiedz.-Spaliśmy ze sobą?-kącik jego ust wygiął się.Zaczął iść do mnie jak tygrys skradający się do swojej ofiary.
 -A co jeśli powiem,że tak?-opał się na łokciu i patrzył na mnie z rozbawieniem.
 -Kłamiesz.
 -Skąd możesz to wiedzieć?Byłaś schlana w trzy dupy.Jeszcze nie widziałem żebyś tyle piła.No tak.W końcu Samanta się dowiedziała.
 -Skąd ty to...Z resztą nie ważne.-schowałam twarz w dłoniach.-To spaliśmy ze sobą czy nie?
 -Przecież ci mówiłem?Mam ci pokazać szminkę na swoim penisie?-przewróciłam oczami,załamując się jeszcze bardziej.
 -Lepiej nie bo się zrzygam.
 -W nocy jakoś nie narzekałaś.-przysunął swoją twarz do mojej
 -Nie wiem po co w ogóle tu przyjeżdżałam.
 -Nie masz nikogo a chciałaś z kimś pogadać.Proste.Teraz masz wobec mnie dług.
 -Czego chcesz?-nie chciał odpowiedzieć.Pocałował mnie lecz od razu go odepchnęłam.Nie miałam najmniejszej ochoty czuć go na sobie jak i w sobie.
Miałam po dziurki w nosie tego gościa i dobrze o tym wiedział.
 -Spadaj.-wstałam i zachwiałam się lekko.-Odwieź mnie do domu.
 -Ty nie masz domu,skarbie.-zaśmiał się.
 Wzięłam swoje rzeczy z podłogi i poszłam do miejsca zwanego"prowizoryczną" łazienką.Wyglądałam tak jak się czułam-okropnie.
 -Harry.-mruknęłam do telefonu zrezygnowana.
 -Mila!Gdzie jesteś do cholery?Sam się martwi!
 -Przyjedz po mnie.-podałam mu adres i po jeszcze 20 sekundach opierdalania mnie rozłączyłam się.
 Tristian leżał na materacu mając zamknięte oczy.
 -Ciekawi mnie dlaczego nie zemściłeś się na mnie za to co ci zrobiłam poprzednio.-przekręciłam głowę na bok.
 -Mogę to zrobić teraz jeśli tego chcesz?Ale uprzedzam,że znajdą twoje zwłoki dopiero za 20 lat.
 -Kocham twoje groźby.Są takie pociągające.-uśmiechnęłam się.-Szkoda tylko,że mam ciekawsze rzeczy niż pieprzenie się z tobą aż w końcu mnie zarżniesz na śmierć.
 -Nie było aż tak źle.-rozłożył ręce.
 -Oszukuj się dalej.-rzuciłam przez ramię i wyszłam z jego domu.
 W samochodzie czekał na mnie Harry pukając w kierownicę.Był zdenerwowany i to bardzo.
 -Zawieź mnie do domu.-warknęłam wkurzona.
 -Też się ciesz,że cię widzę,słońce.-odparł sarkastycznie. 
 -Dobra...Zawieź mnie do domu i nie pieprz. 
 -Może grzeczniej? 
 -Nie mam zamiaru.-popatrzył na mnie.
 -Na drugi raz zadzwonię do Natha.-mruknęłam zrezygnowana.
 -Na drugi raz to przyczepie ci obroże z nadajnikiem.
 -Czyżby groźby Panie Styles?-podniosłam brew rozbawiona jego władczym tonem.
 -Musze to sobie zapisać.Chwila.-zaczęłam wyciągać telefon.
  Harry z westchnieniem ruszył.Dobrze wiedział,że tego sarkastycznego starcia nie wygra.Widziałam jak Tristian patrzy przez okno.Przeklęty sukinsyn.
  Dojechaliśmy pod dom Howardów po 20 minutach.Musiałam się spytać.
 -Może wejdziesz?-przewróciłam oczami.
 -Ależ oczywiście.-uśmiechnął się sztucznie.
 Weszliśmy do domu i to co zobaczyliśmy...O matko!
 -No nareszcie mogę to zobaczyć.-zaśmiałam się choć nie chciałam tego widzieć.-Niall Horan i Samanta Howards nadzy...Na kanapie... 
 -Spadaj.-okryła się kocem Sam.-Gdzie byłaś? 
 -U Tristiana.Było nawet miło.Tylko pod koniec czułam,że chce mnie zabić.-wzruszyłam ramionami.-Nie przeszkadzajcie sobie.-podeszłam do stolika i nachyliłam się tak,że widziałam prawie penisa Nialla.
 -Mila.-warknęła Sam.Wzięłam czipsy i puściłam do nich oczko.
 -Spokojnie mam już swojego na stale.-pociągnęłam Harrego za rękę do pokoju.
 -To teraz seks czy najpierw mnie opierdolisz?-zapytałam siadając na łóżku.
 -Nie będzie żadnego seksu. 
 -Okey czyli od dzisiaj ruchasz sobie poduszkę.-popatrzyłam na paznokcie.
 -Dobra wróć.-odparł szybko Harry.-Najpierw awantura.Później ewentualnie seks.
 -To zaczynaj.
 -Daj nóż.-wyciągnął do mnie rękę.
 -Nie mam go przy sobie.-popatrzył na mnie błagalnie.-Chcesz pomacać?
 Podszedł do mnie z lodową miną i zaczął dotykać od nóg coraz wyżej.
 -Jesteś czysta.-stwierdził.
 -Dzięki za informacje.
 -Jesteś nieodpowiedzialną suką!Jak mogłaś nie powiedzieć Sam o tym że jesteś jej siostrą!Powinna wiedzieć!Nie wiesz jak ona się czuje!
 -A ty wiesz jak się czułam widząc jak rżną moją matkę?!-wczułam się w role.-Nic nie wiesz Styles.Ani ten twój kolega.Bóg dał tobie tyle krwi by zasilić jedno.
 -Przynajmniej to dobrze działa.-pchnął mnie na łóżko.






Brak komentarzy:

Prześlij komentarz