Kolejny pochmurny dzień zagościł w Londynie dając wrażenie mrocznej atmosfery takiej jaka była w moim sercu.Nie mogłam tak już dalej.Ja go kochałam.Tak cholernie go kochałam i nie mogłam z tym walczyć.Już nie miałam siły.To mnie przerastało.Brakowało mi teraz przyjaciółki z,którą mogła bym o tym porozmawiać.
Wyszłam z pokoju i usłyszałam głośną muzykę dopierającą z pokoju Mili.W głębi duszy karciłam się za to co właśnie chce zrobić ale była moją siostrą...
Cholera.
-Mila mogę?-otworzyłam drzwi i wychyliłam się.Brunetka leżała na łóżku ze zwisającą głową i patrzyła się na telefon.
-Nie?-popatrzyła się na mnie złośliwie.-Nie mam czasu na twoje pieprzenie.-machnęła ręką.
-Proszę mam tylko ciebie.-wydukałam.Mila zdziwiła się gdy to usłyszała.Przyciszyła muzykę i głośno westchnęła.
-Mów co chcesz. - warknęła.
-Chce pogadać. O Harrym, tym zadaniu i... Niallu. - westchęłam, widząc wzrok Mili.
-Chcesz mi powiedzieć, że postanowiłaś pokochać Nialla, dać mu się przelecieć i teraz masz zamiar rzucić zadanie.- wyrecytowała.- Muszę ci powiedzieć, że się tego spodziewałam. - wymamrotała i parsknęła śmiechem.
-Mila to nie tak.- zaczęłam.- Ja go naprawdę kocham.
-A jak?Ty chyba już sama nie wiesz czego chcesz.To nudne.Zastanów się lepiej nad planem i nie pieprz mi tu bo to nie moja sprawa.Dla mnie możesz nawet się z nim ożenić.-zastanowiła się.-Chciała bym zobaczyć minę twojego ojca...
-Naszego.-poprawiłam ją na co zrobiła kwaśną minę.
-Nie był,nie jest i nie będzie nim nigdy.-syknęła przez zaciśnięte zęby.-Dobra to skończyliśmy jakże interesującą rozmowę?
-Miałam nadzieję, że mi pomożesz, wiesz?
-Nadzieja jest matką głupich. - zauważyła i wróciła do patrzenia w ekran telefonu.
-Teraz już to wiem... - westchnęłam po czym udałam się do salonu i rzuciłam się na kanapę. Westchnęłam ciężko i sięgnęłam po pilota. Włączyłam pierwszy lepszy kanał i całkowicie oddałam umysł steku bzdur, o którym mówili ludzie w tych głupich telenowelach.
-Nadzieja jest matką głupich. - zauważyła i wróciła do patrzenia w ekran telefonu.
-Teraz już to wiem... - westchnęłam po czym udałam się do salonu i rzuciłam się na kanapę. Westchnęłam ciężko i sięgnęłam po pilota. Włączyłam pierwszy lepszy kanał i całkowicie oddałam umysł steku bzdur, o którym mówili ludzie w tych głupich telenowelach.
Nagle usłyszałam jak z gabinetu woła mnie ojciec.Był zdenerwowany a ton jego głosu świadczył o tym,że nie będzie za długo czekał.
-Co się stało?-zapytałam wchodząc do pokoju.
-Chodzi o to,że Simon Cowell nie może już dłużej czekać a my nadal nie możemy rozwiązać tej sprawy.Nie możemy wystawić ich na światło paparazzi.Zabije ich.-serce podskoczyło mi do gardła.
-My ich obronimy tato.Ja i Mila.
-Mila może i tak ale czy ty?Tego nie jestem pewien.Nie chce cię stracić.
-Ja też chce umrzeć,-wtrąciła Mila wchodząc do pokoju z butelką od coca-coli.-Przyszłam po kasę.
-Matko.-załamałam się.-Na prawdę robisz to tylko dla pieniędzy?
-Nie.-uśmiechnęła się biorąc kopertę z biurka.-Przy okazji mogę też dobrze się zabawić.
-Wiesz co masz robić?-spytał ojciec.
-Tak.Udawać grzeczną i spojoną damę.Wiem,wiem ale kiecki nie założę.
-Chyba będziesz musiała.-mój ojciec otworzył zaproszenie na jakieś rozdanie nagród.-"Obowiązuje strój wieczorowy".
-Kurwa.-mruknęła brunetka.-Przejebane.
-Wow. Pierwszy raz będziesz wyglądała jak 100% dziewczyna. - mruknęłam i lekko się uśmiechnęłam.
-Wiesz. Ja mogę zawsze się przebierać, ale ty swoją twarz będziesz miała już zawsze. - warknęła, a ja poczułam jakby ktoś strzelił mi w głowę.
- Wolę mieć taką twarz niż puszczać się z każdym facetem i być dziwką. - wrzasnęłam.
-Taka jesteś święta?! Opowiedz tatusiowi jak się puściłaś z Niallem! - wrzasnęła i uderzyła ręką o biurko.
-CO?! SAMANTA! - ryknął mój ojciec.
-Gówno. Nie robię tego - źle. Robię - jeszcze gorzej. Co ja tu mam kurwa robić?! - krzyknęłam i wyszłam z Gabinetu.
-Wiesz. Ja mogę zawsze się przebierać, ale ty swoją twarz będziesz miała już zawsze. - warknęła, a ja poczułam jakby ktoś strzelił mi w głowę.
- Wolę mieć taką twarz niż puszczać się z każdym facetem i być dziwką. - wrzasnęłam.
-Taka jesteś święta?! Opowiedz tatusiowi jak się puściłaś z Niallem! - wrzasnęła i uderzyła ręką o biurko.
-CO?! SAMANTA! - ryknął mój ojciec.
-Gówno. Nie robię tego - źle. Robię - jeszcze gorzej. Co ja tu mam kurwa robić?! - krzyknęłam i wyszłam z Gabinetu.
Łzy mimowolnie spływały mi po policzkach.Jak można być takim potworem?Jak?!Ile ona musi mieć w sobie nienawiści?!Chyba już więcej się nie da?
Postanowiłam zadzwonić do Cary.Może z nią da się jakoś normalnie porozmawiać.
-Hej kicia co tam?-usłyszałam jej radosny głos od którego zrobiło mi się cieplej na duszy.
-Nic.Chciałam się po prostu zapytać czy...nie to głupie.-załamałam się.
-Pytaj kicia.
Opowiedziałam jej o wszystkim.O tym pieprzonym planie i wszystkim co się zdarzyła.Ona skomentowała tylko słowami.
-Skoro go kochasz to chroń go jak tylko możesz.To jest najlepsze.
-Hej kicia co tam?-usłyszałam jej radosny głos od którego zrobiło mi się cieplej na duszy.
-Nic.Chciałam się po prostu zapytać czy...nie to głupie.-załamałam się.
-Pytaj kicia.
Opowiedziałam jej o wszystkim.O tym pieprzonym planie i wszystkim co się zdarzyła.Ona skomentowała tylko słowami.
-Skoro go kochasz to chroń go jak tylko możesz.To jest najlepsze.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz