poniedziałek, 18 sierpnia 2014

(#2) 35.Nie jestem idealna. Mogę cię wkurzać czy irytować ale zapewniam cię że nigdy nie znajdziesz kogoś, kto pokocha cię bardziej niż ja.

Mila...
Minął ledwie tydzień od kiedy Harry postanowił ze mną zamieszkać, a ja już miałam serdecznie dość jego całodobowego towarzystwa. Jakby tego było mało Niall pozazdrościł Harremu, że może mieć swoją dziewczynę dwadzieścia cztery godziny na dobę i też postanowił się do nas wprowadzić. Więc ciśniemy się w czwórkę w małym domku, a moja przestrzeń osobista spadła do zera. Cała trójka postanowiła się mną niańczyć i teraz każdy mój posiłek jest starannie dobrany pod potrzeby mnie i "mojego małego przyszłego dziecka, które się we mnie rozwija". Cholerny pasożyt. Przez niego co ranek muszę lecieć do łazienki, ponieważ mam poranne mdłości. Sam twierdzi, że to prawidłowe objawy i że moje dziecko prawidłowo się rozwija. Skąd ona wie tak dużo o ciąży do jasnej cholery?! Czasem mam wrażenie, że traktuje mnie jakby to jej dziecko było we... mnie. Cholera, jak to brzmi. 
-Mila zjadłaś dzisiaj śniadanie?-usłyszałam głos mojej siostry,kiedy siedziałam przed telewizorem oglądając "Świat według Rajmunda".Przewróciłam oczami i milczałam nie chcąc odpowiadać na to idiotyczne pytanie zadawane mi pięćdziesiąt razy dziennie.-Słyszałaś co do ciebie powiedziałam?
-Trudno było nie słyszeć.W tym domu słychać tylko jeden głos.
-To odpowiedz jak słyszysz.
-Tak mamusiu jadłam śniadanie jakieś dziesięć razy.-uśmiechnęłam się do niej krzywo po czym pogłośniłam telewizor.
Usłyszałam jak dziewczyna ciężko wzdycha i idzie w stronę łazienki.Po kilku minutach usłyszałam jak dzwoni mój IPhone,którego kupił mi Harry twierdząc,że biały lepiej do mnie pasuje.
-Halo?
-Hej,Mila.
-Cara?Po co dzwonisz?
-Chciałam się z tobą spotkać i pogadać.Wiem,że to co zrobiłam jest niewyobrażalnie złe i niewybaczalne ale proszę,spotkaj się ze mną.-powiedziała niepewnie na co ukradkiem się uśmiechnęłam.Uwielbiałam kiedy ludzie się przede mną płaszczyli.Czułam władze i cholerną satysfakcje.
-Nie jestem na ciebie zła,kochanie.Kiedy i gdzie?
Brakowało mi jej a raczej kogoś kto był taki jak ja i zrozumie przez co teraz przechodzę.Każdej nocy śni mi się Christian.Myślę w którym momencie dał mi znak,że chce ode mnie czegoś więcej.Gdzie ja sama zrobiłam błąd.
Postanowiłam się czym prędzej zebrać i pójść na spotkanie z Carą. Gdy zakładałam buty usłyszałam kroki i przeklnęłąm pod nosem.
-Mogę wiedzieć gdzie się wybierasz? - spytał Niall.
-Na spotkanie. - odparłam pewnie. -Jeśli chcesz być dobrym przyjacielem nic im nie mów.
-Od kiedy jesteśmy przyjaciółmi? - spytał krzyżując ręce na piersi.
-Mam nadzieję, że od dziś. - odparłam łącząc usta w cienką linię, a jego brwi wzniosły się prawie do linii włosów.
-Z kim? - zapytał zupełnie mnie zaskakując.
-Z Carą. - powiedziałam, a on prychnął z niedowierzaniem.
-Czyżby?
-Naprawdę. Poza tym... Kurwa nie mam pięciu lat, żeby ci się tłumaczyć. - powiedziałam chwytając za klamkę.
-Słuchaj. Obiecałem Sam, że będę cię pilnował. - powiedział cicho, a ja ciężko westchnęłam. -Ale jeśli obiecujesz, że nic nie zrobisz sobie albo dziecku, nie będziesz pić, palić lub broń Boże ćpać to będę cię krył. - powiedział uśmiechając się.
-Naprawdę?! - spytałam uradowana.
-Tak, a teraz już idź. - szepnął.
Czym prędzej wyszłam z domu i wsiadłam do swojego auta.Miałam zamiar kupić sobie nowe ale z tym musiałam poczekać na Nata ponieważ tylko z nim jeździłam załatwiać takie rzeczy.
Starbucks znajdował się w centrum Londynu.Cara siedziała przy stoliku ubrana w <KLIK>.
-Cześć.-usiadłam na przeciwko niej.Włosy miała trochę dłuższe i ciemniejsze niż ostatnim razem gdy ją widziałam.Uśmiechnęła się niepewnie w moją stronę po czym westchnęła.
-Serio Mila ja nie chciałam...
-Nie chce tego słuchać.To co się stało to inny rozdział nie warty zapamiętania.
-Naprawdę go zabiłaś?
-Tak.
Naprawdę nienawidziłam Christiana za to co zrobił ale bardziej nienawidziłam tego co mu zrobiłam.Nie powinno się zabijać kogoś kto pokazał tobie kim naprawdę jesteś.Dał ci coś więcej niż dach nad głową.Ale także chęć do życia i naprawdę szczęśliwe chwile.
-Przykro mi.Naprawdę.Wiem ile mu zawdzięczałaś.Nadal nie mogę uwierzyć,że to on.
-Ja też,Cara.
-Coś się stało?Wyglądasz jakoś inaczej?
Powiedziałam jej wszystko od początku.O tym,że jestem w ciąży,chce usunąć to coś,o przeprowadzce Harrego i Nialla.Potrzebowałam komuś się wygadać,bo nawet moja siostra nie umiała mnie zrozumieć.

Niall...

Siedziałem na kanapie oglądając jakąś telenowele i czując się winny za to, że oszukuje Sam i Harrego. Racja, Mila nie jest moją przyjaciółką i nie zapowiada się, żeby nią była, ale nie możemy się nie lubić pod jednym dachem. Spróbuję się z nią zaprzyjaźnić tylko dla Sam. Zależy jej na tym, żeby atmosfera w domu była dobra, zwłaszcza teraz, gdy Mila jest w ciąży. Cholera, cały czas zastanawiam się, jak to mogło się stać.
Przemyślenia przerwała mi Sam, wchodząca do salonu.
-Cześć. - powiedziała śpiewnym głosem.
-Hej kochanie. - odrzekłem.
-Wiesz gdzie jest Mila? - zapytała zmartwiona.
-Nie... - jęknąłem.
-Niall... Kłamiesz. - powiedziała. -Zagryzasz wargę. Zawsze to robisz kiedy kłamiesz.
Cholera jasna, pomyślałem. Dlaczego ona zna mnie tak dobrze?
-Więc gdzie ona jest?-skrzyżowała ręce na piersi.
-Nie wiem no.Powiedziała,że spotyka się z Carą.
-Była z Harrym.Serio wierzysz,że Mila poszła się z nią spotkać?
-Wydawało mi się że mówiła prawdę.-wzruszyłem ramionami jednak widząc jej minę podszedłem do niej.-Kochanie,spokojnie.Trochę zaufania.
-Niall.Ona próbowała usunąć dziecko.Nie zasługuje na zaufanie.Nie teraz.-wzięła kurtkę i poszła w stronę drzwi.
-Sam.Przecież nie pojedziesz jej szukać.
-A uwierz,że pojadę.
Złapałem bluzę z wieszaka i popędziłem za nią no bo... kurwa nie może iść sama. Objęłem jej ramię i oboje pognaliśmy do samochodu. Nie odzywała się do mnie. Była wściekła na mnie, Mile i prawdopodobnie cały pieprzony świat.
-Sam, przepraszam... -jęknęłem, prowadząc auto.
Cisza.
-Sammm... - jęknęłem, zatrzymując się na czerwonym świetle.
-Daj mi spokój. - warknęła.
-Okey. Jednego nie rozumiem... - zacząłem.
-Tak? - spytała cicho, wpatrując się w drogę.
-Dlaczego troszczysz się o to dziecko, jakby było twoje? - spytałem lekko zdenerwowany.
-Bo zależy mi na Mili. - powiedziała, na co prychnąłem. -No co?
-Bardziej zależy ci na tym dziecku. Dlaczego? - spytałem.
-Bo... O patrz może tu są! - krzyknęła wychodząc z auta i kierując się w stronę baru.
-Sam! - krzyknąłem, łapiąc ją za ramię.
-No co? - spytała przerażonym głosem.
-Dlaczego tak zależy ci na tym dziecku?! - powiedziałem trochę zbyt głośno.
-Bo tak! - krzyknęła wyrywając mi się.
-Sam do cholery mów! - krzyknęłem.
-Bo nie mogę mieć swoich pieprzonych dzieci, rozumiesz?!
Okey... Tego się nie spodziewałem. Zatkało mnie.
-Sam... - szepnąłem.
-Zadowolony?! - krzyknęła, a łzy spłynęły po jej policzkach.

-Przepraszam nie chciałem.Nic nie mówiłaś!
-A co miałam mówić,że jestem bezpłodna?!Że nigdy nie będę miała dzieci?!Tak,było się czym chwalić.
-Ale istnieje przecież coś takiego jak adopcja.
-Wiem o tym ale...to i tak nie jest to samo.Zazdroszcze Mili,że może mieć coś tak cudownego w sobie.A ona do cholery tego nie docenia.Chce je zabić a to wina jej i Harrego.
-Kochanie.-przytuliłem ją.-Kocham cię nawet jeśli nie będziemy mogli mieć dzieci.
Sam rozpłakała mi się w moich ramionach.Jak ja nienawidziłem jak moja narzeczona płakała.Wszyscy ale nie ona.
-Już kochanie.Nie płacz.Proszę...-popatrzyłem w jej oczy i pocałowałem w czoło.

sobota, 2 sierpnia 2014

(#2) 34.Wszystko dzieje sie z jakiegoś powodu.

Harry...

Kiedy Sam się rozłączyła chłopaki byli już obok mnie czekając na wieści.Przez kilka minut nic nie mówiłem ponieważ próbowałem przyswoić sobie nowe wiadomości.Mila...jest...w ciąży.Zostaniesz ojcem Styles.
Cholera.
-Kto jest w ciąży?-dopytywał się Louis nie mogąc już wytrzymać.
Przełknąłem ślinę i niewyraźnie powiedziałem.
-Mila.
Wszystkich zatkało.Milczeliśmy jakiś czas po czym Payno podszedł i przytulił mnie.
-Gratulacje stary.
-Dzięki.-jęknąłem nie wiedząc co zrobić.
Zostaniesz ojcem Styles...
-Nie sądziłem,że tak szybko zostanę wujkiem ale...gratulacje Styles.-Niall również mnie przytulił.
-Dzwoniła do ciebie?-spytał Malik.
-Nie...Sam mi powiedziała.
-Sam?-zdziwił się Nialler.
-Czuje,że coś jest nie tak.-mruknąłem.
-To leć do niej dzisiaj po koncercie.Porozmawiacie.Macie o czym.-powiedział Liam z uśmiechem na twarzy.-Ciesz się Harry.To niewyobrażalny dar.
Kiwnąłem głową i złapałem za telefon.


Kurwa.
Lot dłużył mi się niemiłosiernie.Dzwoniłem tyle razy do Mili a ona i tak nie odbierała.Tylko Sam była mi w stanie łaskawie powiedzieć,że moja dziewczyna jest w ciąży a na dodatek zrobiłaby coś niewyobrażalnie głupiego.Dlaczego do cholery do mnie nie zadzwoniła?
Uh...byłem wkurwiony.
Z lotniska przesiadłem się w mój samochód o który poprosiłem przed wyjazdem.Wpakowałem bagaże do bagażnika i odjechałem denerwując się konfrontacją z Milą.
Przed drzwiami stała Sam nerwowo tupiąc nogą.
-Hej.-powitała mnie.
-Cześć.-odparłem próbując być spokojny.-Co się dzieje?
-Mila źle to znosi.Wczoraj chciała...emmm
-Co chciała?-powoli traciłem cierpliwość.
-Pojechała do kliniki by usunąć dziecko.
Mina mi zrzedła.Chciała zabić nasze dziecko?To bezbronne małe dziecko?!Na mózg jej padło?Emocje i gniew wzięły nade mną panowanie kiedy wyminąłem Sam jednak ta złapała mnie za koszulkę i powiedziała
-Bądź delikatny.Ona naprawdę jest załamana.
Kiwnąłem głową i wszedłem do mieszkania.Skierowałem się na schodu i po kilku sekundach byłem już w pokoju Mili.
Siedziała na swoim parapecie patrząc w okno.Kiedy wszedłem nawet nie drgnęła.Myślałem,że wpadnie mi w ramiona,że ucieszy się na mój widok.Niestety myliłem się.
-Nie musiałeś przyjeżdżać.-powiedziała oschle.
-Owszem musiałem.-zamknąłem za sobą drzwi.-Dlaczego nie odbierałaś ode mnie telefonów?Dzwoniłem chyba ze sto razy!
-Nie miałam nic do powiedzenia.-jej obojętność zaczynała mnie powoli wyprowadzać z równowagi.
-Zamierzałaś przemilczeć wszystko?!
-Zamierzałam sama sobie z tym poradzić!-podniosła głos i spojrzała na mnie.Jej policzki było mokre od łez.
-Usuwając nasze dziecko?!Tak chciałaś to zrobić?!
-Żebyś wiedział,że tak!Usunęłabym ten jebany problem!
-Jak możesz tak mówić?!To nasze dziecko!
-To nie jest dziecko!To pasożyt!Cholerny pasożyt!
-Nie mów tak!To nie jego wina.Ono nic nie zrobiło!
-Uważaj bo się popłacze Styles.
-Okłamałaś Sam.Swoją siostrę.
-Gdyby siedziała cicho byłoby już po płaczu.Wszyscy byli by szczęśliwi.-wstała podchodząc do łóżka po telefon.Zaczęła coś na nim pisać.Wtedy coś mnie trafiło.
Podszedłem do niej i wyrwałem jej telefon po czym rzuciłem w ścianę.Upadł z hukiem na podłogę.Złapałem na ramiona Mili a że byłem od niej wyższy o mniej niż głowę zmusiłem,żeby na mnie spojrzała.
-Obudź się dziewczyno do cholery jasnej!Jesteś w ciąży.Wiem,że to dla ciebie szok.Dla mnie też ale cóż stało się i musimy sobie z tym poradzić.Myślałem,że od tej całej akcji z Christianem ufamy sobie jednak widzę,że się myliłem.Nie usuniesz tego dziecka,rozumiesz?Chce go.Nie ważne,że wszystko się skomplikuje.To dziecko jest nasze i pokochamy je.Stworzymy rodzinę i wszyscy będą szczęśliwi.Tylko teraz musisz przez to przejść a ja ci pomogę.Obiecuje kochanie,że pomogę tobie ze wszystkim.
-Urodzisz za mnie?!Będziesz karmił to dziecko?!-wyszarpnęła się.-Kurwa wszyscy będą szczęśliwi tylko nie ja!Tego chcesz?!Żebym była nieszczęśliwa?!
-Mila...
-Nie Harry.Obiecuje tobie,że znajdę sposób,żeby się tego pozbyć.Żeby to z siebie wyjąć.A ty nic na to nie poradzisz!
To nie były słowa mojej dziewczyny.To nie była moja Mila.
-W porządku w takim razie zamieszkamy razem.


(#2) 33.Nigdy się nie zmienię.

Sam...
Wczorajsze odkrycie nie dawało mi spokoju. Nie mogłam uwierzyć, że Mila jest w ciąży. Nie potrafiłam sobie wyobrazić jej w roli matki. Mimo tego, że w ostatnim czasie wydoroślała nie potrafiłam jej do końca zaufać. Nadal wydawała mi się skrajnie nieodpowiedzialna. Od wiadomości o dziecku nie miałam odwagi wypuścić jej z domu, bojąc się, że do głowy wpadnie jej jakiś niedorzeczny pomysł. Jestem pewna, że Harry ucieszy się na wieść o dziecku. Naprawdę kochał Milę, a ona odwzajemniała to uczucie.
Gdy o tym myślałam przypominała mi się jedno. MILA MIAŁA POINFORMOWAĆ HARREGO, ŻE JEST W CIĄŻY. Zgaduje, że do tej pory nie miała wystarczającej odwagi by to zrobić. Rozumiem to. Jest w szoku. Gdyby to na mnie przypadło nie miałabym pojęcia co zrobić. Też bałabym się poinformować o tym Nialla.
Postanowiłam zaczerpnąć informacji od źródła i wprost spytać się jej czy dzwoniła do swojego chłopaka.
-Mila... - zaczęłam poważmy tonem.
-Tak powiedziałam już Harremu. - powiedziała, zgadując, że o to mi chodzi.
-CO?! - krzyknęłam zaskoczona. - Jak zareagował? - spytałam podniecona.
-Stwierdził, że powinnam je usunąć. - odrzekła spokojnie dziewczyna.
-Proszę? - zdziwiłam się, że Harry mógłby powiedzieć coś takiego.
-Powiedział mi, że nie chce tego dziecka i że powinnam je usunąć. Postanowiłam że jeszcze dziś poszukam kliniki. - stwierdziła. 
-Boże...nie...niewierze.
-To uwierz.Wiedziałam,że tak będzie.Nie było sensu mu mówić,Sam.
-Mila nie ważne co powiedział Harry nie możesz usunąć tego malucha.To nieludzkie.
-Malucha?!Raczej pasożyta żerującego na moich siłach a niedługo ciele.Nie pozwolę na to.Z resztą to mój wybór co zrobię z tym czymś.Harry tylko potwierdził mój wybór.
-Nie mów tak!
-Skoro tak bardzo go chcesz to sama je sobie zrób.-odgryzła się i zniknęła w swoim pokoju.
Nie mogłam uwierzyć,że Harry tak powiedział!Palant!Przecież powinni się cieszyć.Połączy ich coś...więcej niż tylko uczucie.Oboje się boją ale...cholera nie można robić takich rzeczy!
Cała zdenerwowana zadzwoniłam do Harrego.Miałam zamiar powiedzieć parę słów,które o nim myślę.A było ich wiele.
-Halo.-usłyszałam zachrypnięty głos Harrego.
-Ty sukinsynu jak mogłeś powiedzieć,że go nie chcesz?!Myślałam,że jesteś odpowiedzialnym mężczyzną ale widać,że się myliłam!Palancie powinieneś ją wesprzeć i nawet o tym nie myśleć!To fakt w tym wieku nie dziwie się,że się boicie.To odpowiedzialność na całe życie.Jesteś idiotą...
-Sam!-krzyknął.-O co ci chodzi bo nie rozumiem?
-O to co powiedziałeś Mili! - krzyczałam do telefonu
-To znaczy? - spytał niecierpliwie. Słyszałam, że traci nerwy.
-O dziecku! Jak mogłeś kazać jej je usunąć! - wybuchłam.
-Jakim dziecku?
-Przecież Mila dzwoniła do ciebie i ci powiedziała. - wytłumaczyłam zdezorientowana.
-Sam. Ona jest w ciąży?! - krzyknął do słuchawki. Usłyszałam w tle krzyki: KTO?! JAK TO?!
-Tak... Jest. Myślałam, że ci powiedziała. Znaczy... Mi wcisnęła taką wersję. - tłumaczyłam się zawstydzona. - Przepraszam, że na ciebie naskoczyłam... Muszę kończyć.
Usłyszałam w słuchawce krótkie: ale..., ale nie miałam czasu. Musiałam ją znaleźć i oczywiście opieprzyć. To stawało się już tradycją. Uświadomiłam sobie, że Mila wyszła z domu. Cholera jasna. Gdzie ta dziewczyna znowu polazła. Z zamyślenia wyrwał mnie dzwonek do drzwi. Ucieszona rzuciłam się w stronę wejścia. Pewnie Mila czegoś zapomiała, myślałam. Otworzyłam drzwi... Ale nie było tam Mili.
-Sam! Jak ty wyrosłaś. - krzyknęła kobieta stojąca na wycieraczce. Była wysoka, szczupła, miała kręcone brązowe włosy i była... cholera jasna. Moją matką.

-Co..co tu robisz?-spytałam zaskoczona.
-Słyszałam o ojcu i postanowiłam wrócić.-uśmiechnęła się.-Cieszysz się?
-Nie było cię 10 lat.
-Ale już jestem.Zaprosisz mnie do środka czy będę tak tu stała?
Zastanowiłam się przez chwile.Chciałam poznać odpowiedzi na pytania gdzie do cholery była przez cały ten czas.Dlaczego wyjechała i zostawiła mnie z ojcem.Ale uh...nie mogłam pozwolić żeby Mila zrobiła coś niewyobrażalnie głupiego.Musiałam ją znaleźć.Wiem,że będzie żałowała swojego wyboru.
-Śpieszę się gdzieś.Może wpadniesz jutro popołudniu?-zapytałam ściskając mocniej klamkę.
-Oh...jasne.-mruknęła moja mama.-Masz ważniejsze sprawy na głowie niż twoja matka.
-Jeżeli myślałaś,że tym iż się pojawisz zmienisz całe 10 lat to się pomyliłaś.-zamknęłam drzwi.
Pobiegłam do pokoju Mili.Na łóżku leżał laptop.Może z niego dowiem się gdzie pojechała.
Cholera jasna!Mogłam się tego spodziewać!Hasło.
Zaczęłam wpisywać wszystko co przyszło mi do głowy.
Harry.
Nathan.
Samantha.
Niall.
Liam.
Ale nic...Przeglądałam w głowie listę wszystkich osób na jakich jej zależało aż w końcu mnie olśniło.
C.H.R.I.S.T.I.A.N.
Bingo.
Przeglądarka internetowa była otworzona na klinikach ginekologicznych w Londynie.Jedna została zaznaczona.
-Tu cię mam,Mila.
Spisałam szybko adres na kartkę leżącą blisko mnie i zatrzasnęłam laptopa. Co ona sobie myśli?! Nie pozwolę jej skrzywdzić tego dziecka!
Wybiegłam z domu otoczona swoimi myślami. Z jednej strony chciałam porozmawiać z matką, a z drugiej strony nie mogłam pozwolić zabić Mili tego malutkiego cudziku! Wsiadłam w samochód i wcisnęłam gaz. Jechałam tak szybko jak nigdy. Moje serce biło tak głośno, że byłam w stanie je usłyszeć. Po dłużącej się w nieskończoność drodze dotarłam do kliniki. Wysiadłam z auta mocno trzaskając mocno drzwiami i nie zważając na to, że nie zamknęłam ich na klucz ruszyłam do wejścia. Klinika mieściła się na obrzeżach miasta. Przełknęłam ślinę. Otworzyłam drzwi i przeszłam przez rażący bielą korytarz. W poczekalni siedziała Mila zapatrzona w telefon do tego stopnia, że nawet nie zauważyła mojego przybycia.
-MILA! - krzyknęłam na całe gardło. -Ty kłamliwa suko!
-Matko, uspokój się. Dlaczego tak zależy ci na tym pierdolonym dziecku? - spytała z pogardą. -Może sama nie możesz mieć? - wyszczerzyła zęby we wrednym uśmiechu. -Mówiłam ci już. Jak tak bardzo go chcesz to idź do Nialla, nie bierz pigułek czy nie wiem czego wy tam używacie i voilà.
W tym momencie nie wytrzymałam i rzuciłam się na nią. Ciągnęłam ją za włosy, a z moich ust leciały najgorsze możliwe obelgi. W pewnym momencie, zaniepokojony hałasem z poczekalni, zza drzwi wyjrzał lekarz, do którego Mila miała się udać.
-Co tu się dzieje?! - krzyknął zdegustowany naszym zachowaniem. Ja cały czas biłam Milę po twarzy i ciągłam jej włosy. Nie zapominajmy też o słowach które wciąż wypadały mi z ust. Suka i dziwka to najlżejsze z nich.
Gdy go zobaczyłam uspokoiłam się i spojrzałam na niego. Uśmiechnęłam się z pogardą. Nie mogłam patrzeć na człowieka który dokonuje aborcji.
-Gówno się dzieje. - odpowiedziałam, wydymając usta. -Mila idziemy do domu. -rozkazałam władczym tonem, pewna siebie bardziej niż kiedykolwiek. 

-Nie Sam.Nie pójdę.
-Dzwoniłam do Harrego.-powiedziałam kiedy miała już wejść do gabinetu.Jak na komendę zatrzymała się w drzwiach.
-Co zrobiłaś?
-Wie o dziecku.Założę się,że będzie ucieszony na wieść,że własna dziewczyna nie powiedziała mu o ich wspólnym dziecku. 
-To nie była twoja sprawa.-przeczesała ręką włosy.
-Okłamałaś mnie.Znowu.
-Nie miałam innego wyjścia.Nie pozwoliłabyś mi zrobić tego co chce.
-Najpierw porozmawiaj z Harrym a potem coś rób.Coś mi się wydaje,że jest w drodze do was.
-Żadnych nas.-syknęła przez zęby.
-Wróć ze mną do domu.Jesteś nadal w szoku.Też pewnie bym była ale...poczekaj kilka dni.Porozmawiaj z nim.Może coś się zmieni.
-Nic się nie zmieni Sam...-powiedziała idąc w moją stronę.

(#2) 32.Czasami życie ma dla nas za dużo niespodzianek.

Mila...

Czy można było czuć się gorzej niż ja teraz?
Nie wydaje mi się.
Od tamtego wydarzenia minęły cztery tygodnie a ja z dnia na dzień czułam się coraz gorzej.Nie wiedziałam co się ze mną dzieje.Na początku myślałam,że po prostu przeziębiłam się ale trzymało się to zbyt długo.Nie chciałam martwić Sam,była z Niallem taka szczęśliwa.Tylko patrzeć jak wyleci z domu i zamieszka z blondynem.Chociaż szczerze w najbliższym czasie nie szykuje się na ślub.Nie dziwie się jej.19 lat to trochę za młodo oddać się jednemu mężczyźnie.Co do mnie i Harrego to wpadliśmy w rutynę.Razem z One Direction mieli napięty grafik więc pisaliśmy ze sobą a od czasu do czasu gdzieś wychodziliśmy.Zwyczajne życie dawało mi się we znaki.Skończyłam z imprezami,wyścigami i bronią ponieważ Harry poprosił mnie o to zaraz po całym zajściu.Brakowało mi adrenaliny jak cholera.Brakowało mi Christiana.Zrobił to co zrobił ale był moim ojcem bardziej niż Howard.Co się z nim stało?Czemu aż tak bardzo mnie zranił?

Kolejny nudny dzień nastał w Londynie.Sam bardzo się mną opiekowała ponieważ tego tygodnia zemdlałam już 4 razy.Ona wiedziała tylko o 2.I dobrze.Nie potrzebnie by się martwiła.
-Mila.-usłyszałam głos Sam kiedy wychodziłam z łazienki po kolejnym incydencie żołądkowym.-Już w porządku?
-Tak.-odparłam.-Jest okey.
-Możemy porozmawiać?-w tonie jej głosu wywnioskowałam,że chciała mi coś powiedzieć ale cholernie się bała.Prawdopodobnie mojej reakcji.
-Pewnie.
Zeszłyśmy do salonu gdzie wiele się zmieniło od czasu wprowadzi.Nie chciałam,żeby cokolwiek przypominało mi już tego dzieciństwa i cholernego planu przez które mogłyśmy zginąć.
-Nie czujesz się jakoś...em...inaczej?-zapytała.
-Nieee?-skłamałam.
Szczerze to czułam się inaczej.Tak..ciężej.
-Bo widzisz...ostatnio źle się czujesz i...pomyślałam,że ci to kupie.-podeszła do szafki i wyjęła z niej biało różowe pakowanie.Od razu wiedziałam co to.
-Sam nie.-warknęłam czując nagły przypływ złości.-Nie ma mowy.
-Mila.Masz wszystkie objawy.Mało jesz.Dużo śpisz,masz omdlenia,wymiotujesz!Mila ty możesz być w ciąży.
-Nie Sam.-pokręciłam przecząco głową.-Nie mogę.
-Chociaż zrób go.Dla pewności.Musisz wiedzieć no!
-Nie!
-Boisz się rozumiem ale no...musisz wiedzieć.Miej to już z głowy.

Bałam się tak pierwszy raz w życiu.Nie mogłam być w ciąży.To było niemożliwe przecież dobrze się zabezpieczałam.Nie chce żadnego pieprzonego bachora.
-Ile jeszcze?-zapytałam Sam.która chodziła w tą i z powrotem po salonie.
-Chwila.
Westchnęłam i zaczęłam bawić się moimi paznokciami.Dlaczego to trwało tak cholernie długo no!
-Okey jest.-mruknęła Sam patrząc na test.Z jej miny nie mogłam wysnuć niczego.Posłałam jej pytające spojrzenie po czym usłyszałam:
-Gratulacje.-uśmiechnęła się.-Będziesz miała dziecko.Z Harrym.
Będziesz miała dziecko.Będziesz miała dziecko.Będziesz miała dziecko.Będziesz miała dziecko te słowa odbijały się echem w mojej głowie.Nie,nie,nie!To nie mogła być prawda!Nie!
Wstałam i z całych sił kopnęłam wazę,która rozbiła się na milion kawałeczków.
-Spokojnie.-powiedziała Sam.
-Spokojnie?!-krzyknęłam.-Spokojnie?!Jak ja mam być spokojna?!Sam jestem w ciąży!Mam to coś w sobie!
-Dziecko.-poprawiła mnie Sam.-Dziecko.
-To coś!Cholera co ja teraz zrobię?!
-Na początek uspokój się.-poprosiła i kazała usiąść mi na kanapie.-Musisz powiedzieć Harremu.
Popatrzyłam się na nią by wyczytać czy mówi serio.
-Nie ma mowy.
-Mila...
-Nie powiem mu i koniec!
-To co będziesz milczała całe 9 miesięcy?!Mila to jest też jego dziecko.Ma prawo wiedzieć.
Właśnie.Cholerny kretyn zrobił mi dziecko.W tym momencie nie myślałam jasno jednak czułam cholerny gniew,wręcz nienawiść.
-Słyszałaś co powiedziałam?-z zamyśleń wyrwał mnie głos mojej siostry.-Mówiłam,że nie masz innego wyjścia.Zadzwoń do niego i poproś żeby przyjechał.
-Nie będę go tutaj sprowadzała.Ma swoje sprawy.
-A ty jesteś najważniejszą.Posłuchaj jeśli ty do niego nie zadzwonisz ja to zrobię za ciebie.
-Nie odważysz się.-warknęłam.
Sam wyjęła telefon z kieszeni i zaczęła wpisywać numer.
-Nie!Sam nie!-rzuciłam się na nią.
-Zadzwonisz do niego?
-Nie teraz.
Nacisnęła coś na telefonie.Cholera tylko nie to.
-Sam!
-No cześć.-powiedziała.-Co tam u ciebie?
-Dobra w porządku zadzwonię do niego.Okey zadzwonię.
Dziewczyna kiwnęła głową i uśmiechnęła się szeroko.
-Tak Niall jest okey.
Mina mi zrzedła.Jak mogłam dać się tak nabrać.Boże...
Wróciłam do swojego pokoju i podeszłam do lustra.Podciągnęłam bluzkę i zaczęłam się przyglądać.Nie wiele się zmieniło.Brzuch trochę urósł ale był prawie niewidoczny.
-Przez ciebie będę miała masę problemów ale chyba już wiem jak je rozwiążę...

(#2) Prolog

Od ostatniego czasu w życiu naszej siódemki wiele się zmieniło. Zniknęły problemy z którymi musieli się borykać. Można by ulec pozorom że ich życie jest wręcz idealne. Nie, nie jest. Teraz jest nudne. Sam jest teraz cholernie szczęśliwa ze swoim prze idealnym narzeczonym. Niall jest oczywiście szczęśliwy z Sam. Czy można sobie wymarzyć nudniejszy związek? Nie sądzę. Martwię się, że do ich związku wkradnie się rutyna. A tego nie chce nikt. Pomogę im rozruszać ich idealne życie. Nie zapominajmy o Mili. Teraz się zmieniła. Przestała pić, imprezować, odpuściła sobie wyścigi. Zamienia się w grzeczną dziewczynkę? Nie ulegajmy pozorom. Jest też oczywiście jej chłopak, Harry. Ten to ma cierpliwość! Ta go pewnie zdradziła wiele razy, a ten dalej jej ufa i jest z nią. Też wieje nudą. Ale czy aby na pewno? Może Mila ma jakiś sekret którego nie chce ujawnić? Pomogę jej. Może Harry wcale nie jest taki cierpliwy? Wypróbujmy go. Może Sam wcale nie jest taka grzeczna? Sprawdzę to. Może Niall nie kocha Sam do takiego stopnia jakiego ona się spodziewa? Możliwe. Może One Direction wcale nie jest tak trwałe jak każdy myśli?
Jest wiele pytań, ale ja znajdę odpowiedź i sprawie że odechce im się żyć... 

Część druga

Bardzo nam miło powiedzieć,że zaczynamy pisać drugą część.

OBSADA



Lily Collins jako Sam Howard


 

Mila Kunis jako Mila Teyne 


Harry Styles jako on sam 



Niall Horan jako on sam 


Liam Payne jako on sam


Zayn Malik jako on sam 


Louis Tomlinson jako on sam 


Keegan Allen  jako Toby Cavanaugh


Jai Brooks jako on sam


Emma Thompson jako Susan Howard

piątek, 1 sierpnia 2014

31.Dopiero gdy odejdziesz z mojej pamięci, będę wolna.

*Oczami Harrego*

Cholera,cholera,cholera.
Jechaliśmy już jakiś czas nie odzywając się do siebie ani słowem.Każdy bał się cokolwiek powiedzieć.Zayn nerwowo pukał w okno,Louis z kimś pisał,Liam rozmawiał z kimś przez telefon,Niall patrzył na Sam jak by miał widzieć ją ostatni raz w życiu a ja?Spoglądałem na swoje buty,które nigdy wcześniej nie wydawały się tak interesujące jak teraz.
-Jest gorzej niż na pogrzebie.-mruknęła moja dziewczyna wiercąc się na siedzeniu.Przynajmniej ona umiała rzucić jakimś komentarzem,który pomaga się rozluźnić.Mila spojrzała na nasze twarze i westchnęła.
-Okey.Posłuchajcie mnie,bo prawdopodobnie nie powtórzę tego nigdy więcej.Wszyscy jesteście ludźmi,którym zaufałam bardziej niż innym.Nie pokocham nigdy tak bardzo innych osób jak was.Nawet ciebie Payne.Ten sukinsyn nie zrobi wam krzywdy.Przysięgam na całe moje życie.Nie dotknie was.Jesteście najważniejszą częścią mojego życia.Nie pozwolę mu was zabrać.
Wszyscy byli pod wrażeniem nagłego przemówienia Mili.Prawdopodobnie pierwszy raz słyszeli,żeby mówiła o swoich uczuciach.Zmieniła się.I to bardzo.Nie przypominała mi już tej samej dziewczyny,którą spotkałem w restauracji.Była inna.
-To najsłodsza rzecz jaką w życiu powiedziałaś.-jęknęła Sam.-Oprócz tego Payna.To było akurat mega smutne.
Wszyscy zaczęli się śmiać.Radosne głosy w końcu ożywiły samochód.
-Razem jesteśmy najlepsi.-powiedział Tomlinson.-I kiedy się to w końcu skończy będziemy zachowywać się jak paczka najlepszych przyjaciół.
-Na zawsze.-powiedziałem.
-Na wieczność.-dodała reszta.
Po kilku minutach dojechaliśmy na miejsce.Katniss czekała już na nas przed wejściem.Pierwsze co zobaczyliśmy to masa ochroniarzy.O wiele więcej niż zazwyczaj.
-Okey.-zaczęła Katniss.-Ochroniarze są wszędzie.Sprawdzają gości przed wejściem,mają zdjęcie każdego.Kiedy tylko zobaczą Christiana,zgarną go.Tu macie słuchawki.-podała je dziewczynom.-Możecie się kontaktować ze wszystkimi ochroniarzami.Myślę,że wam się przyda.-zatrzymaliśmy się przed garderobą cały czas spięci.-Okey to chyba na tyle.Przebierajcie się.Zaraz zaczynamy.
Odeszła kilka kroków jednak po chwili krzyknęła.
-A i jeszcze jedno.Mila.-dziewczyna odwróciła się.-Dzisiaj możesz robić wszystko.Oczyszczam cię ze wszystkiego co zrobisz.Oczywiście są pewnie granice.
Mila kiwnęła głową i weszła do garderoby.Stała już w niej Lou czekając aż oddamy jej się by mogła przygotować nas na koncert.

Mila... 


Po tym jak chłopaki zniknęli ja poszłam obejrzeć scenę i wszystkie zakamarki wokół niej. Musiałam się upewnić czy wszystko jest oby na pewno bezpieczne. Spojrzałam na Sam stojącej po przeciwnej stronie. Wyglądała na przejętą całą sprawą. No cóż. Kto by nie był? Może na zawsze stracić swojego narzeczonego i przyjaciół. I mnie... Westchnęłam ciężko po czym zostałam brutalnie poturbowana przez kompletnie nieznajomego mi faceta biegającego z słuchawkami na uszach i podkładką reklamującą jakąś firmę. Nie rozumiałam tego całego pośpiechu. Dla mnie przygotowania do koncertu mogły trwać w nieskończoność. Ci ludzie nie zdawali sobie sprawy co może się tu zdarzyć dziś wieczorem.
-Panowie macie siedem minut! - usłyszałam wysoki głos, ale nie miałam najmniejszych wątpliwości że należy do mężczyzny. Spojrzałam na bajecznie przygotowanych chłopaków i zrobiło mi się dość słabo na myśl że być może widzę ich ostatni raz.
-Pięć minut! - przypominał głos.
-Wchodzimy na ten podest a później on nas unosi. - wyjaśnił z przerażeniem Harry.
-Spokojnie. Wszystko będzie dobrze. - uspokoiłam go, choć sama miałam do tego wątpliwości.-Powodzenia.-podeszłam do mojego chłopaka i mocno wpiłam się w jego malinowe usta.
Podobno tak na prawdę kocha się raz w życiu.Skoro tak.Nie mogłam go stracić.Moje serce nie przeżyłoby tego.Jego zapach.Sposób w jaki mnie trzymał.Idealne ciało.Nie!On dzisiaj nie zginie!
-Kochanie.-usłyszałam zachrypnięty głos.-Musisz mnie puścić.
Dopiero wtedy zdałam sobie sprawę,że w przyczepiłam się do niego jak pijawka.Odchrząknęłam odsuwając się od chłopaka.
-To co Sam?-zagadnęłam gdy zostałyśmy same.-Przedstawienie czas zacząć.

Chłopaki robili niesamowite show.Głos całej piątki był przepiękny.Jak śpiew syren,tyle że męskich.Obserwowałam wszystkich próbując wyszukać jednej twarzy.Niestety nie mogłam jej znaleźć.Byłam pewna,całkowicie pewna,że sam będzie chciał zakończyć całą tą zabawę.
Nagle mój brzuch przeszył ból.Starałam się nie pokazywać tego Sam,żeby się nie martwiła.Jak na taką delikatną i kruchą osóbkę miała już wyjątkowo dużo zmartwień.
-Wszystko w porządku?-zapytała dziewczyna.
Byłam dupną aktorką.
-Tak.
-Na pewno?
-Tak.-powtórzyłam i zmieniłam temat.-Dlaczego nie atakuje?Ma idealne warunki,Boże...Dlaczego nic się nie dzieje?!
Jak na zawołanie usłyszeliśmy alarm przeciw pożarowy.
-Katniss co się dzieje?-spytała Sam.
-Nie mam pojęcia...-odezwała się.
Wszyscy zaczęli uciekać ile tylko sił w nogach.Sam od razu wyskoczyła jak torpeda w stronę chłopaków.
-Sam idź z nimi do garderoby i tam zaczekajcie.-rozkazała Katniss.-Mila.
-Już się robi.-odparłam.
Weszłam na ogromną scenę i zaczęłam iść w kierunku kobiety.Christian nie mógł zrobić tego na oczach całej widowni dlatego...
-Cholera jasna.-mruknęłam do siebie.
Tego właśnie chciał!Chaosu!Braku świadków.Skoro teraz są w jednym miejscu z dziewczyną,którą najłatwiej jest zlikwidować to...
Pędziłam ile sił w nogach w stronę garderoby.Co jeśli już ich zabił...co jeśli się spóźniłam?Nie,nie mogę.Skręciłam w korytarz prowadzący do pomieszczenia.Przed drzwiami stał chłopak z bronią w ręku.Boże dzięki ci za tłumik!
Szybko pozbyłam się chłopaka kulką w pierś.Nie było nawet słychać kiedy go trafiłam.Podeszłam bliżej drzwi gdzie słyszałam krzyki.
-Zostaw ich!-Sam płakała.Słyszałam to po jej głosie.
-Zamknij się mała.Ciebie też załatwię ale najpierw będziesz patrzyła jak twoi przyjaciele zdychają.-Głos Christiana jak zawsze był olśniewający.
-Chyba,że sam prędzej to zrobisz.-warknęłam.Mężczyzna odwrócił się z uśmiechem na ustach.
-Tak myślałem,że nie długo do nas dołączysz,skarbie-mruknął szczęśliwy jak nigdy.-Nie było by zabawy bez ciebie.
-Traktowałam cię jak ojca sukinsyniu.Jak ojca...-powiedziałam.-Wychowałeś mnie.Ufałam ci.Cholernie ci ufałam jak nikomu innemu.
-Dlatego nie strzelisz.Nie zrobiłabyś tego.Kochanie...Dobrze wiesz,że oprócz mnie nie masz nikogo,kto cię zrozumie.Oni?-wskazał na 1D.-Ona?-po policzkach Sam płynęły łzy.Tak gorzkie jak było to możliwe.-Nie zrozumieją kogoś takiego jak nasza dwójka.Jesteśmy po prostu inni.
Jego słowa raniły.Poczułam pierwszy raz w życiu,że ktoś wbił nóż w moje serce i powoli go przekręcał by ranić mnie bardziej.
-Daj mi dokończyć to co zacząłem.Później uciekniemy stąd gdziekolwiek będziesz chciała.Razem.Bądź mądrą dziewczynką.
-Podoba mi się to rozwiązanie.-przyznałam.-Tylko bez jednego elementu.Ciebie.
Kula przeszyła mu płuco.Kiedy chciał wziąć broń Sam kopnęła ją gdzieś w inną stronę.
-Głupia...
-Nie wysilaj się.Pożegnaj ode mnie diabła.-tym razem byłam pewna że kula trafiła w jego serce.O ile jeszcze je miał.
Wszyscy odetchnęli z ulgą.
Sam rzuciła się na Nialla jak lwica.Ja nadal stałam nad Christianem.
-Mila.-powiedział Harry z troską w głosie.
-Traktowałam go jak ojca.-popatrzyłam na niego a po moich policzkach poleciała łza.-Nie powinno się zabijać własnego ojca...

Koniec części pierwszej.

Chciałabym bardzo podziękować wszystkim tym którzy czytali,komentowali i byli ze mną i Olą kiedy pisałyśmy.Jesteście niesamowici xD

30.Nie poznamy prawdy, nie znając przyczyny.

  Sam...

 Wielki dzień w końcu nadszedł.Nie mogłam w to uwierzyć.Dzisiejszego wieczoru mogłam go stracić.Na zawsze.Starałam nie dopuszczać do siebie myśli,że tak może się stać jednak w głębi mojej podświadomości ta myśl była cały czas obecna.
 Zbliżała się druga po południu a Mila nadal siedziała u siebie.Po wizycie Nata od razu poszła spać.Postanowiłam powiedzieć jej,że powinnyśmy już się szykować więc wspięłam się po schodkach i zapukałam do drzwi.Nikt mi nie odpowiedział.Pchnęłam drzwi.
 W łóżku pod kołdrą leżała zwinięta w kulkę brunetka.Usiadłam na skraju łóżka i potrząsnęłam "Śpiącą Królewnie".
 -Mila,wstawaj.-powiedziałam jednak dziewczyna coś tam mruknęła i dalej drzemała.-Słyszysz?Wiem,że ci się nie chce ale musimy się szykować.
 -Daj mi pięć minut.-jęknęła rozespana.
 Dziwne.Nigdy nie spała na dużo a szczerze mówiąc prawie wcale.Miała często bezsenne noce i właśnie wtedy włóczyła się po klubach.
 -Powiesz mi co się dzieje?-zapytałam.
 Podniosła swoje zwłoki i popatrzyła na mnie wkurzona.
 -Mówiłam,że nic mi nie jest!-krzyknęła.-Dajcie mi kurwa święty spokój.
 -Ale przecież widzę.Wiesz,że mnie możesz powiedzieć wszystko.
 -Nic mi nie jest.Może trochę się przeziębiłam i tyle.-odrzuciła kołdrę na bok.
 -Wiem,że kłamiesz ale skoro nie chcesz powiedzieć to nie.-wzruszyłam ramionami wstając.-Nie będę cię do niczego zmuszała.Jak nie to nie.
 -Tak!Zawsze wierzyłam,że będziesz normalna.-uśmiechnęła się z sarkazmem po czym spytała.-Która godzina?
 -Po drugiej.
 -O matko.
 Wyszła z pokoju i zbiegła po schodach.Poszłam za nią wiedząc,że będę musiała z nią porozmawiać na temat koncertu.
 -Masz pewność,że wyjdziemy z tego cało?-zapytałam opierając się o blat w kuchni. 
 -Zapewnię,ktoś ucierpi.-przyznała a moje mięśnie napięły się.-Musisz mi coś obiecać Sam. 
 -Ale...
 -Obiecaj.
 -W porządku.O co chodzi?
 -Cokolwiek by się działo chronisz siebie i chłopaków.-sięgnęła po kubek by zrobić sobie kawy.
 -A co z tobą?-przestraszyłam się.
 -Poradzę sobie.Obiecaj mi to.O nic więcej nie proszę.
 -W porządku.-kiwnęłam głową niechętnie.
 -Pójdę się szykować.Podjedziemy do Katniss,chłopaki już tam są.
 -Nic nie zjesz?-zapytałam.
 -Nie jestem jakoś specjalnie głodna.-zniknęła w pokoju.
 Miała rację.Powinnyśmy się już szykować.
 Wzięłam prysznic i nałożyłam na siebie <KLIK>.Wybrałam numer Nialla i po chwili odebrał.W jego głosie słyszałam niepokój.
 -Będziemy u was za jakąś godzinę okey?
 -Dobrze.Jak się czujesz?
 -Jak przed egzaminem,który ma zaważyć na całym moim życiu.
 -Nie byłem w szkole od dość dawna więc nie pamiętam jak to było.Ale powiedzmy,że tak samo mocno.
 -Nie martw się.Wszystko będzie dobrze.
 -Wierzysz w to?
 -Tak.
  Po kilku minutach zeszła Mila ubrana w <KLIK>.Poszłyśmy do garażu gdzie stało auto Mili.Choć nie chciałam żeby prowadziła ale nie miałam co się sprzeczać.
Wsiadłyśmy do auta i od razu pojechałyśmy do Katniss. Oczywiście Mila prowadziła jak szalona. Miałam wrażenie że nie może zdjąć nogi z pedału gazu.
-Możesz zwolnić? Inaczej zabijesz nas zanim gdziekolwiek dotrzemy.-Zaprotestowałam
-Jesteś taka nudna. - warknęła.
-Po prostu wolę żyć. - zaprzeczyłam.
Po tym nie odzywałyśmy się do siebie aż do domu Katniss. Chłopaki już tam byli. Drzwi otworzył nam roztrzęsiony Harry.
-Spokojnie będzie dobrze. - uspokoiła go pocałunkiem Mila. Ta to umiała uspokajać...

W salonie spotkałam małą dziewczynkę z brązowymi włosami.Siedziała przy stoliku i coś rysowała.Czy to o niej mówiła Mila kiedy powiedziała,że jeśli Katniss zdradzi zrobi coś jej bliskiej osobie?Nie to nie możliwe.Nie skrzywdziła by tak ślicznej dziewczynki.
 -Dobra.Przy wejściach mamy po dwóch strażników.Każdy z was ma po dwóch plus wy dziewczyny.Ja widzę wszystko z góry.Macie kontakt ze wszystkimi ochroniarzami na bieżąco.-mówiła po czym spojrzała na swoją córeczkę,która usiadła na kolanach zdziwionej Mili.-Mam nadzieję,że wszystko pójdzie dobrze i nikomu z was się nic nie stanie.
 -W życiu trzeba być optymistą.-mruknęłam zdenerwowana.Ścisnęłam rękę Nialla.
 -Powinnyśmy się zbierać.-zauważyła Katniss wstając i podchodząc do szafki.Wyjęła z niej jakieś pudełko.-Masz.-rzuciła w stronę Mili.-Nie było go łatwo zdobyć.
 -Co to jest?-spytałam zaciekawiona jednak gdy zobaczyłam co to jest,zamarłam<KLIK>.
 -Chyba nie zamierzasz...?-Harry chciał zaprotestować jednak dziewczyna była zbyt zafascynowana swoją nową zabawką.-Dlaczego jej na to pozwoliłaś?
 -Ma was chronić.Nie ważne jak.-wzruszyła ramionami policjantka.-Poza tym nie zrobi niczego głupiego.Prawda?-zwróciła się do brunetki.
 -Oczywiście.-uśmiechnęła się tak szyderczo jak tylko mogła.
 Po kilku minutach ktoś zapukał do drzwi.
 -Zaraz przyjdę.-powiedziała Katniss i zniknęła w przedpokoju.
 -Jesteś chora.-od razu ją zbeształam.
 -Dużo osób ostatnio mi to mówi.-włożyła broń za spodnie.Ciekawe po kim miała ten nawyk.Ach...ojciec zawsze robił to samo...
-Okey,możemy jechać.-wróciła do pokoju Katniss.Wszyscy poderwali się z miejsca i poszli w stronę wyjścia.
-Masz jakiś plan?-szepnęłam do Mili.
-Tak.Zabić tego skurwiela.