*Oczami Harrego*
Cholera,cholera,cholera.
Jechaliśmy już jakiś czas nie odzywając się do siebie ani słowem.Każdy bał się cokolwiek powiedzieć.Zayn nerwowo pukał w okno,Louis z kimś pisał,Liam rozmawiał z kimś przez telefon,Niall patrzył na Sam jak by miał widzieć ją ostatni raz w życiu a ja?Spoglądałem na swoje buty,które nigdy wcześniej nie wydawały się tak interesujące jak teraz.
-Jest gorzej niż na pogrzebie.-mruknęła moja dziewczyna wiercąc się na siedzeniu.Przynajmniej ona umiała rzucić jakimś komentarzem,który pomaga się rozluźnić.Mila spojrzała na nasze twarze i westchnęła.
-Okey.Posłuchajcie mnie,bo prawdopodobnie nie powtórzę tego nigdy więcej.Wszyscy jesteście ludźmi,którym zaufałam bardziej niż innym.Nie pokocham nigdy tak bardzo innych osób jak was.Nawet ciebie Payne.Ten sukinsyn nie zrobi wam krzywdy.Przysięgam na całe moje życie.Nie dotknie was.Jesteście najważniejszą częścią mojego życia.Nie pozwolę mu was zabrać.
Wszyscy byli pod wrażeniem nagłego przemówienia Mili.Prawdopodobnie pierwszy raz słyszeli,żeby mówiła o swoich uczuciach.Zmieniła się.I to bardzo.Nie przypominała mi już tej samej dziewczyny,którą spotkałem w restauracji.Była inna.
-To najsłodsza rzecz jaką w życiu powiedziałaś.-jęknęła Sam.-Oprócz tego Payna.To było akurat mega smutne.
Wszyscy zaczęli się śmiać.Radosne głosy w końcu ożywiły samochód.
-Razem jesteśmy najlepsi.-powiedział Tomlinson.-I kiedy się to w końcu skończy będziemy zachowywać się jak paczka najlepszych przyjaciół.
-Na zawsze.-powiedziałem.
-Na wieczność.-dodała reszta.
Po kilku minutach dojechaliśmy na miejsce.Katniss czekała już na nas przed wejściem.Pierwsze co zobaczyliśmy to masa ochroniarzy.O wiele więcej niż zazwyczaj.
-Okey.-zaczęła Katniss.-Ochroniarze są wszędzie.Sprawdzają gości przed wejściem,mają zdjęcie każdego.Kiedy tylko zobaczą Christiana,zgarną go.Tu macie słuchawki.-podała je dziewczynom.-Możecie się kontaktować ze wszystkimi ochroniarzami.Myślę,że wam się przyda.-zatrzymaliśmy się przed garderobą cały czas spięci.-Okey to chyba na tyle.Przebierajcie się.Zaraz zaczynamy.
Odeszła kilka kroków jednak po chwili krzyknęła.
-A i jeszcze jedno.Mila.-dziewczyna odwróciła się.-Dzisiaj możesz robić wszystko.Oczyszczam cię ze wszystkiego co zrobisz.Oczywiście są pewnie granice.
Mila kiwnęła głową i weszła do garderoby.Stała już w niej Lou czekając aż oddamy jej się by mogła przygotować nas na koncert.
Mila...
Po tym jak chłopaki zniknęli ja poszłam obejrzeć scenę i wszystkie zakamarki wokół niej. Musiałam się upewnić czy wszystko jest oby na pewno bezpieczne. Spojrzałam na Sam stojącej po przeciwnej stronie. Wyglądała na przejętą całą sprawą. No cóż. Kto by nie był? Może na zawsze stracić swojego narzeczonego i przyjaciół. I mnie... Westchnęłam ciężko po czym zostałam brutalnie poturbowana przez kompletnie nieznajomego mi faceta biegającego z słuchawkami na uszach i podkładką reklamującą jakąś firmę. Nie rozumiałam tego całego pośpiechu. Dla mnie przygotowania do koncertu mogły trwać w nieskończoność. Ci ludzie nie zdawali sobie sprawy co może się tu zdarzyć dziś wieczorem.
-Panowie macie siedem minut! - usłyszałam wysoki głos, ale nie miałam najmniejszych wątpliwości że należy do mężczyzny. Spojrzałam na bajecznie przygotowanych chłopaków i zrobiło mi się dość słabo na myśl że być może widzę ich ostatni raz.
-Pięć minut! - przypominał głos.
-Wchodzimy na ten podest a później on nas unosi. - wyjaśnił z przerażeniem Harry.
-Spokojnie. Wszystko będzie dobrze. - uspokoiłam go, choć sama miałam do tego wątpliwości.-Powodzenia.-podeszłam do mojego chłopaka i mocno wpiłam się w jego malinowe usta.
Podobno tak na prawdę kocha się raz w życiu.Skoro tak.Nie mogłam go stracić.Moje serce nie przeżyłoby tego.Jego zapach.Sposób w jaki mnie trzymał.Idealne ciało.Nie!On dzisiaj nie zginie!
-Kochanie.-usłyszałam zachrypnięty głos.-Musisz mnie puścić.
Dopiero wtedy zdałam sobie sprawę,że w przyczepiłam się do niego jak pijawka.Odchrząknęłam odsuwając się od chłopaka.
-To co Sam?-zagadnęłam gdy zostałyśmy same.-Przedstawienie czas zacząć.
Chłopaki robili niesamowite show.Głos całej piątki był przepiękny.Jak śpiew syren,tyle że męskich.Obserwowałam wszystkich próbując wyszukać jednej twarzy.Niestety nie mogłam jej znaleźć.Byłam pewna,całkowicie pewna,że sam będzie chciał zakończyć całą tą zabawę.
Nagle mój brzuch przeszył ból.Starałam się nie pokazywać tego Sam,żeby się nie martwiła.Jak na taką delikatną i kruchą osóbkę miała już wyjątkowo dużo zmartwień.
-Wszystko w porządku?-zapytała dziewczyna.
Byłam dupną aktorką.
-Tak.
-Na pewno?
-Tak.-powtórzyłam i zmieniłam temat.-Dlaczego nie atakuje?Ma idealne warunki,Boże...Dlaczego nic się nie dzieje?!
Jak na zawołanie usłyszeliśmy alarm przeciw pożarowy.
-Katniss co się dzieje?-spytała Sam.
-Nie mam pojęcia...-odezwała się.
Wszyscy zaczęli uciekać ile tylko sił w nogach.Sam od razu wyskoczyła jak torpeda w stronę chłopaków.
-Sam idź z nimi do garderoby i tam zaczekajcie.-rozkazała Katniss.-Mila.
-Już się robi.-odparłam.
Weszłam na ogromną scenę i zaczęłam iść w kierunku kobiety.Christian nie mógł zrobić tego na oczach całej widowni dlatego...
-Cholera jasna.-mruknęłam do siebie.
Tego właśnie chciał!Chaosu!Braku świadków.Skoro teraz są w jednym miejscu z dziewczyną,którą najłatwiej jest zlikwidować to...
Pędziłam ile sił w nogach w stronę garderoby.Co jeśli już ich zabił...co jeśli się spóźniłam?Nie,nie mogę.Skręciłam w korytarz prowadzący do pomieszczenia.Przed drzwiami stał chłopak z bronią w ręku.Boże dzięki ci za tłumik!
Szybko pozbyłam się chłopaka kulką w pierś.Nie było nawet słychać kiedy go trafiłam.Podeszłam bliżej drzwi gdzie słyszałam krzyki.
-Zostaw ich!-Sam płakała.Słyszałam to po jej głosie.
-Zamknij się mała.Ciebie też załatwię ale najpierw będziesz patrzyła jak twoi przyjaciele zdychają.-Głos Christiana jak zawsze był olśniewający.
-Chyba,że sam prędzej to zrobisz.-warknęłam.Mężczyzna odwrócił się z uśmiechem na ustach.
-Tak myślałem,że nie długo do nas dołączysz,skarbie-mruknął szczęśliwy jak nigdy.-Nie było by zabawy bez ciebie.
-Traktowałam cię jak ojca sukinsyniu.Jak ojca...-powiedziałam.-Wychowałeś mnie.Ufałam ci.Cholernie ci ufałam jak nikomu innemu.
-Dlatego nie strzelisz.Nie zrobiłabyś tego.Kochanie...Dobrze wiesz,że oprócz mnie nie masz nikogo,kto cię zrozumie.Oni?-wskazał na 1D.-Ona?-po policzkach Sam płynęły łzy.Tak gorzkie jak było to możliwe.-Nie zrozumieją kogoś takiego jak nasza dwójka.Jesteśmy po prostu inni.
Jego słowa raniły.Poczułam pierwszy raz w życiu,że ktoś wbił nóż w moje serce i powoli go przekręcał by ranić mnie bardziej.
-Daj mi dokończyć to co zacząłem.Później uciekniemy stąd gdziekolwiek będziesz chciała.Razem.Bądź mądrą dziewczynką.
-Podoba mi się to rozwiązanie.-przyznałam.-Tylko bez jednego elementu.Ciebie.
Kula przeszyła mu płuco.Kiedy chciał wziąć broń Sam kopnęła ją gdzieś w inną stronę.
-Głupia...
-Nie wysilaj się.Pożegnaj ode mnie diabła.-tym razem byłam pewna że kula trafiła w jego serce.O ile jeszcze je miał.
Wszyscy odetchnęli z ulgą.
Sam rzuciła się na Nialla jak lwica.Ja nadal stałam nad Christianem.
-Mila.-powiedział Harry z troską w głosie.
-Traktowałam go jak ojca.-popatrzyłam na niego a po moich policzkach poleciała łza.-Nie powinno się zabijać własnego ojca...
Koniec części pierwszej.
Chciałabym bardzo podziękować wszystkim tym którzy czytali,komentowali i byli ze mną i Olą kiedy pisałyśmy.Jesteście niesamowici xD
oj kocham to.... czekam na czesc druga :* <3
OdpowiedzUsuń