poniedziałek, 18 sierpnia 2014

(#2) 35.Nie jestem idealna. Mogę cię wkurzać czy irytować ale zapewniam cię że nigdy nie znajdziesz kogoś, kto pokocha cię bardziej niż ja.

Mila...
Minął ledwie tydzień od kiedy Harry postanowił ze mną zamieszkać, a ja już miałam serdecznie dość jego całodobowego towarzystwa. Jakby tego było mało Niall pozazdrościł Harremu, że może mieć swoją dziewczynę dwadzieścia cztery godziny na dobę i też postanowił się do nas wprowadzić. Więc ciśniemy się w czwórkę w małym domku, a moja przestrzeń osobista spadła do zera. Cała trójka postanowiła się mną niańczyć i teraz każdy mój posiłek jest starannie dobrany pod potrzeby mnie i "mojego małego przyszłego dziecka, które się we mnie rozwija". Cholerny pasożyt. Przez niego co ranek muszę lecieć do łazienki, ponieważ mam poranne mdłości. Sam twierdzi, że to prawidłowe objawy i że moje dziecko prawidłowo się rozwija. Skąd ona wie tak dużo o ciąży do jasnej cholery?! Czasem mam wrażenie, że traktuje mnie jakby to jej dziecko było we... mnie. Cholera, jak to brzmi. 
-Mila zjadłaś dzisiaj śniadanie?-usłyszałam głos mojej siostry,kiedy siedziałam przed telewizorem oglądając "Świat według Rajmunda".Przewróciłam oczami i milczałam nie chcąc odpowiadać na to idiotyczne pytanie zadawane mi pięćdziesiąt razy dziennie.-Słyszałaś co do ciebie powiedziałam?
-Trudno było nie słyszeć.W tym domu słychać tylko jeden głos.
-To odpowiedz jak słyszysz.
-Tak mamusiu jadłam śniadanie jakieś dziesięć razy.-uśmiechnęłam się do niej krzywo po czym pogłośniłam telewizor.
Usłyszałam jak dziewczyna ciężko wzdycha i idzie w stronę łazienki.Po kilku minutach usłyszałam jak dzwoni mój IPhone,którego kupił mi Harry twierdząc,że biały lepiej do mnie pasuje.
-Halo?
-Hej,Mila.
-Cara?Po co dzwonisz?
-Chciałam się z tobą spotkać i pogadać.Wiem,że to co zrobiłam jest niewyobrażalnie złe i niewybaczalne ale proszę,spotkaj się ze mną.-powiedziała niepewnie na co ukradkiem się uśmiechnęłam.Uwielbiałam kiedy ludzie się przede mną płaszczyli.Czułam władze i cholerną satysfakcje.
-Nie jestem na ciebie zła,kochanie.Kiedy i gdzie?
Brakowało mi jej a raczej kogoś kto był taki jak ja i zrozumie przez co teraz przechodzę.Każdej nocy śni mi się Christian.Myślę w którym momencie dał mi znak,że chce ode mnie czegoś więcej.Gdzie ja sama zrobiłam błąd.
Postanowiłam się czym prędzej zebrać i pójść na spotkanie z Carą. Gdy zakładałam buty usłyszałam kroki i przeklnęłąm pod nosem.
-Mogę wiedzieć gdzie się wybierasz? - spytał Niall.
-Na spotkanie. - odparłam pewnie. -Jeśli chcesz być dobrym przyjacielem nic im nie mów.
-Od kiedy jesteśmy przyjaciółmi? - spytał krzyżując ręce na piersi.
-Mam nadzieję, że od dziś. - odparłam łącząc usta w cienką linię, a jego brwi wzniosły się prawie do linii włosów.
-Z kim? - zapytał zupełnie mnie zaskakując.
-Z Carą. - powiedziałam, a on prychnął z niedowierzaniem.
-Czyżby?
-Naprawdę. Poza tym... Kurwa nie mam pięciu lat, żeby ci się tłumaczyć. - powiedziałam chwytając za klamkę.
-Słuchaj. Obiecałem Sam, że będę cię pilnował. - powiedział cicho, a ja ciężko westchnęłam. -Ale jeśli obiecujesz, że nic nie zrobisz sobie albo dziecku, nie będziesz pić, palić lub broń Boże ćpać to będę cię krył. - powiedział uśmiechając się.
-Naprawdę?! - spytałam uradowana.
-Tak, a teraz już idź. - szepnął.
Czym prędzej wyszłam z domu i wsiadłam do swojego auta.Miałam zamiar kupić sobie nowe ale z tym musiałam poczekać na Nata ponieważ tylko z nim jeździłam załatwiać takie rzeczy.
Starbucks znajdował się w centrum Londynu.Cara siedziała przy stoliku ubrana w <KLIK>.
-Cześć.-usiadłam na przeciwko niej.Włosy miała trochę dłuższe i ciemniejsze niż ostatnim razem gdy ją widziałam.Uśmiechnęła się niepewnie w moją stronę po czym westchnęła.
-Serio Mila ja nie chciałam...
-Nie chce tego słuchać.To co się stało to inny rozdział nie warty zapamiętania.
-Naprawdę go zabiłaś?
-Tak.
Naprawdę nienawidziłam Christiana za to co zrobił ale bardziej nienawidziłam tego co mu zrobiłam.Nie powinno się zabijać kogoś kto pokazał tobie kim naprawdę jesteś.Dał ci coś więcej niż dach nad głową.Ale także chęć do życia i naprawdę szczęśliwe chwile.
-Przykro mi.Naprawdę.Wiem ile mu zawdzięczałaś.Nadal nie mogę uwierzyć,że to on.
-Ja też,Cara.
-Coś się stało?Wyglądasz jakoś inaczej?
Powiedziałam jej wszystko od początku.O tym,że jestem w ciąży,chce usunąć to coś,o przeprowadzce Harrego i Nialla.Potrzebowałam komuś się wygadać,bo nawet moja siostra nie umiała mnie zrozumieć.

Niall...

Siedziałem na kanapie oglądając jakąś telenowele i czując się winny za to, że oszukuje Sam i Harrego. Racja, Mila nie jest moją przyjaciółką i nie zapowiada się, żeby nią była, ale nie możemy się nie lubić pod jednym dachem. Spróbuję się z nią zaprzyjaźnić tylko dla Sam. Zależy jej na tym, żeby atmosfera w domu była dobra, zwłaszcza teraz, gdy Mila jest w ciąży. Cholera, cały czas zastanawiam się, jak to mogło się stać.
Przemyślenia przerwała mi Sam, wchodząca do salonu.
-Cześć. - powiedziała śpiewnym głosem.
-Hej kochanie. - odrzekłem.
-Wiesz gdzie jest Mila? - zapytała zmartwiona.
-Nie... - jęknąłem.
-Niall... Kłamiesz. - powiedziała. -Zagryzasz wargę. Zawsze to robisz kiedy kłamiesz.
Cholera jasna, pomyślałem. Dlaczego ona zna mnie tak dobrze?
-Więc gdzie ona jest?-skrzyżowała ręce na piersi.
-Nie wiem no.Powiedziała,że spotyka się z Carą.
-Była z Harrym.Serio wierzysz,że Mila poszła się z nią spotkać?
-Wydawało mi się że mówiła prawdę.-wzruszyłem ramionami jednak widząc jej minę podszedłem do niej.-Kochanie,spokojnie.Trochę zaufania.
-Niall.Ona próbowała usunąć dziecko.Nie zasługuje na zaufanie.Nie teraz.-wzięła kurtkę i poszła w stronę drzwi.
-Sam.Przecież nie pojedziesz jej szukać.
-A uwierz,że pojadę.
Złapałem bluzę z wieszaka i popędziłem za nią no bo... kurwa nie może iść sama. Objęłem jej ramię i oboje pognaliśmy do samochodu. Nie odzywała się do mnie. Była wściekła na mnie, Mile i prawdopodobnie cały pieprzony świat.
-Sam, przepraszam... -jęknęłem, prowadząc auto.
Cisza.
-Sammm... - jęknęłem, zatrzymując się na czerwonym świetle.
-Daj mi spokój. - warknęła.
-Okey. Jednego nie rozumiem... - zacząłem.
-Tak? - spytała cicho, wpatrując się w drogę.
-Dlaczego troszczysz się o to dziecko, jakby było twoje? - spytałem lekko zdenerwowany.
-Bo zależy mi na Mili. - powiedziała, na co prychnąłem. -No co?
-Bardziej zależy ci na tym dziecku. Dlaczego? - spytałem.
-Bo... O patrz może tu są! - krzyknęła wychodząc z auta i kierując się w stronę baru.
-Sam! - krzyknąłem, łapiąc ją za ramię.
-No co? - spytała przerażonym głosem.
-Dlaczego tak zależy ci na tym dziecku?! - powiedziałem trochę zbyt głośno.
-Bo tak! - krzyknęła wyrywając mi się.
-Sam do cholery mów! - krzyknęłem.
-Bo nie mogę mieć swoich pieprzonych dzieci, rozumiesz?!
Okey... Tego się nie spodziewałem. Zatkało mnie.
-Sam... - szepnąłem.
-Zadowolony?! - krzyknęła, a łzy spłynęły po jej policzkach.

-Przepraszam nie chciałem.Nic nie mówiłaś!
-A co miałam mówić,że jestem bezpłodna?!Że nigdy nie będę miała dzieci?!Tak,było się czym chwalić.
-Ale istnieje przecież coś takiego jak adopcja.
-Wiem o tym ale...to i tak nie jest to samo.Zazdroszcze Mili,że może mieć coś tak cudownego w sobie.A ona do cholery tego nie docenia.Chce je zabić a to wina jej i Harrego.
-Kochanie.-przytuliłem ją.-Kocham cię nawet jeśli nie będziemy mogli mieć dzieci.
Sam rozpłakała mi się w moich ramionach.Jak ja nienawidziłem jak moja narzeczona płakała.Wszyscy ale nie ona.
-Już kochanie.Nie płacz.Proszę...-popatrzyłem w jej oczy i pocałowałem w czoło.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz