piątek, 1 sierpnia 2014

30.Nie poznamy prawdy, nie znając przyczyny.

  Sam...

 Wielki dzień w końcu nadszedł.Nie mogłam w to uwierzyć.Dzisiejszego wieczoru mogłam go stracić.Na zawsze.Starałam nie dopuszczać do siebie myśli,że tak może się stać jednak w głębi mojej podświadomości ta myśl była cały czas obecna.
 Zbliżała się druga po południu a Mila nadal siedziała u siebie.Po wizycie Nata od razu poszła spać.Postanowiłam powiedzieć jej,że powinnyśmy już się szykować więc wspięłam się po schodkach i zapukałam do drzwi.Nikt mi nie odpowiedział.Pchnęłam drzwi.
 W łóżku pod kołdrą leżała zwinięta w kulkę brunetka.Usiadłam na skraju łóżka i potrząsnęłam "Śpiącą Królewnie".
 -Mila,wstawaj.-powiedziałam jednak dziewczyna coś tam mruknęła i dalej drzemała.-Słyszysz?Wiem,że ci się nie chce ale musimy się szykować.
 -Daj mi pięć minut.-jęknęła rozespana.
 Dziwne.Nigdy nie spała na dużo a szczerze mówiąc prawie wcale.Miała często bezsenne noce i właśnie wtedy włóczyła się po klubach.
 -Powiesz mi co się dzieje?-zapytałam.
 Podniosła swoje zwłoki i popatrzyła na mnie wkurzona.
 -Mówiłam,że nic mi nie jest!-krzyknęła.-Dajcie mi kurwa święty spokój.
 -Ale przecież widzę.Wiesz,że mnie możesz powiedzieć wszystko.
 -Nic mi nie jest.Może trochę się przeziębiłam i tyle.-odrzuciła kołdrę na bok.
 -Wiem,że kłamiesz ale skoro nie chcesz powiedzieć to nie.-wzruszyłam ramionami wstając.-Nie będę cię do niczego zmuszała.Jak nie to nie.
 -Tak!Zawsze wierzyłam,że będziesz normalna.-uśmiechnęła się z sarkazmem po czym spytała.-Która godzina?
 -Po drugiej.
 -O matko.
 Wyszła z pokoju i zbiegła po schodach.Poszłam za nią wiedząc,że będę musiała z nią porozmawiać na temat koncertu.
 -Masz pewność,że wyjdziemy z tego cało?-zapytałam opierając się o blat w kuchni. 
 -Zapewnię,ktoś ucierpi.-przyznała a moje mięśnie napięły się.-Musisz mi coś obiecać Sam. 
 -Ale...
 -Obiecaj.
 -W porządku.O co chodzi?
 -Cokolwiek by się działo chronisz siebie i chłopaków.-sięgnęła po kubek by zrobić sobie kawy.
 -A co z tobą?-przestraszyłam się.
 -Poradzę sobie.Obiecaj mi to.O nic więcej nie proszę.
 -W porządku.-kiwnęłam głową niechętnie.
 -Pójdę się szykować.Podjedziemy do Katniss,chłopaki już tam są.
 -Nic nie zjesz?-zapytałam.
 -Nie jestem jakoś specjalnie głodna.-zniknęła w pokoju.
 Miała rację.Powinnyśmy się już szykować.
 Wzięłam prysznic i nałożyłam na siebie <KLIK>.Wybrałam numer Nialla i po chwili odebrał.W jego głosie słyszałam niepokój.
 -Będziemy u was za jakąś godzinę okey?
 -Dobrze.Jak się czujesz?
 -Jak przed egzaminem,który ma zaważyć na całym moim życiu.
 -Nie byłem w szkole od dość dawna więc nie pamiętam jak to było.Ale powiedzmy,że tak samo mocno.
 -Nie martw się.Wszystko będzie dobrze.
 -Wierzysz w to?
 -Tak.
  Po kilku minutach zeszła Mila ubrana w <KLIK>.Poszłyśmy do garażu gdzie stało auto Mili.Choć nie chciałam żeby prowadziła ale nie miałam co się sprzeczać.
Wsiadłyśmy do auta i od razu pojechałyśmy do Katniss. Oczywiście Mila prowadziła jak szalona. Miałam wrażenie że nie może zdjąć nogi z pedału gazu.
-Możesz zwolnić? Inaczej zabijesz nas zanim gdziekolwiek dotrzemy.-Zaprotestowałam
-Jesteś taka nudna. - warknęła.
-Po prostu wolę żyć. - zaprzeczyłam.
Po tym nie odzywałyśmy się do siebie aż do domu Katniss. Chłopaki już tam byli. Drzwi otworzył nam roztrzęsiony Harry.
-Spokojnie będzie dobrze. - uspokoiła go pocałunkiem Mila. Ta to umiała uspokajać...

W salonie spotkałam małą dziewczynkę z brązowymi włosami.Siedziała przy stoliku i coś rysowała.Czy to o niej mówiła Mila kiedy powiedziała,że jeśli Katniss zdradzi zrobi coś jej bliskiej osobie?Nie to nie możliwe.Nie skrzywdziła by tak ślicznej dziewczynki.
 -Dobra.Przy wejściach mamy po dwóch strażników.Każdy z was ma po dwóch plus wy dziewczyny.Ja widzę wszystko z góry.Macie kontakt ze wszystkimi ochroniarzami na bieżąco.-mówiła po czym spojrzała na swoją córeczkę,która usiadła na kolanach zdziwionej Mili.-Mam nadzieję,że wszystko pójdzie dobrze i nikomu z was się nic nie stanie.
 -W życiu trzeba być optymistą.-mruknęłam zdenerwowana.Ścisnęłam rękę Nialla.
 -Powinnyśmy się zbierać.-zauważyła Katniss wstając i podchodząc do szafki.Wyjęła z niej jakieś pudełko.-Masz.-rzuciła w stronę Mili.-Nie było go łatwo zdobyć.
 -Co to jest?-spytałam zaciekawiona jednak gdy zobaczyłam co to jest,zamarłam<KLIK>.
 -Chyba nie zamierzasz...?-Harry chciał zaprotestować jednak dziewczyna była zbyt zafascynowana swoją nową zabawką.-Dlaczego jej na to pozwoliłaś?
 -Ma was chronić.Nie ważne jak.-wzruszyła ramionami policjantka.-Poza tym nie zrobi niczego głupiego.Prawda?-zwróciła się do brunetki.
 -Oczywiście.-uśmiechnęła się tak szyderczo jak tylko mogła.
 Po kilku minutach ktoś zapukał do drzwi.
 -Zaraz przyjdę.-powiedziała Katniss i zniknęła w przedpokoju.
 -Jesteś chora.-od razu ją zbeształam.
 -Dużo osób ostatnio mi to mówi.-włożyła broń za spodnie.Ciekawe po kim miała ten nawyk.Ach...ojciec zawsze robił to samo...
-Okey,możemy jechać.-wróciła do pokoju Katniss.Wszyscy poderwali się z miejsca i poszli w stronę wyjścia.
-Masz jakiś plan?-szepnęłam do Mili.
-Tak.Zabić tego skurwiela.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz