Niall...
Od kiedy zaręczyłem się z Sam, wszystko było cudowne. Sam wyszła ze szpitala, co prawda jeszcze obita i znów przerażona, ale żywa. Nawet Mila i Harry zdawali się być o wiele szczęśliwsi niż zwykle. Nareszcie wszystko było... idealnie.
Dzień koncertu zbliżał się wielkimi krokami dlatego dziewczyny zaprosiły nas na kolacje abyśmy omówili wszystko jeszcze raz.Nie mogłem dopuścić do siebie myśli,że mógł bym stracić kogoś na kim mi zależy.Sam,Harrego,Zayna,Liama...Mile z resztą też.Ta dziewczyna działała mi na nery ale bez niej było by jakoś tak nudno.
Przyjechaliśmy z chłopakami dwoma autami pod dom dziewczyn.Szczerze to był dom Cary ale,że się wyprowadziło po incydencie z Harrym,choć nie do końca wiedziałem dlaczego.Przecież to był jej dom.
Zapukaliśmy do drzwi.Po chwili otworzyła je Sam ubrana w <KLIK>.Wyglądała pięknie.Jak zawsze.
Pocałowałem ją w usta delikatnie po czym zaprosiła wszystkich do środka.W domu zapachniało jakimś ciastem.
-Czyż byś zaczęła robić za cukiernika?-zaśmiał się Louis,zdejmując kurtkę.
-Ja tylko pomagałam.-uśmiechnęła się.
Ze schodów zbiegła Mila ubrana w <KLIK>Wyglądała na wycieńczoną jednak ze wszystkich sił starała się to ukryć.Przywitała się z nami i popędziła do kuchni.
Usiedliśmy na kanapie i zaczęliśmy się śmiać kiedy Mila przyniosła roladki z truskawkami.
-Wyglądają wyśmienicie.-mruknął Liam,biorąc jedną.
-I tak samo smakują.-powiedziałem z pełnymi ustami na co wszyscy zaczęli się śmiać.
Sam usiadła obok mnie i złapała za rękę.Nastała minuta ciszy.Każdy wiedział po co tu przyszliśmy więc watro było już zaczynać.
-Dobra.Więc...-zacząłem.
-Na wstępie mówię,że nic wam nie będzie.-przerwała mi Mila.
-Nie był bym tego taki pewny.-jęknął Zayn.-Sami mówiliście,że jest jednym z najlepszych.
-Myślę,że znajdzie sposób żeby dostać się na scenę.-dodał Louis.
-Miejmy nadzieję,że nie.
Nagle rozległ się dzwonek do drzwi.
-Spodziewacie się kogoś?-spytał.
-Nie.-mruknęła brunetka.-Zostań tu.-dodała widząc jak Sam ruszyła się by pójść z nią.
Nasłuchiwaliśmy jak otwiera drzwi i po chwili krzyczy.
-Matko!
Chcieliśmy się już ruszyć kiedy usłyszeliśmy dalszą konwersacje.
-Nat,co tu robisz?
-Przyszedłem do ciebie.
-Nie mogę teraz.
-Spotkamy się później,choć wolał bym z tobą pogadać teraz.
-Dzisiaj o dziesiątej?
-W porządku.Do zobaczenia.
-Hej.-zatrzymał ją jeszcze na chwile,ponieważ chyba chciała zamknąć drzwi.-Kiepsko wyglądasz.Wszystko okey?
-Tak.-odpowiedziała szybko.-O dziesiątej.
Po chwili wróciła do nas.
-Katniss będzie was broniła.Ona przejęła stanowisko Howarda.-mówiła dalej jak gdyby nie było tu przed chwilą Nata.
-Masz pewność,że nie współpracuje z Christianem?-zapytał Harry.
-Tak mam.Nie zdradziła,ani nie zdradzi wiem to.W razie czego znam jej słaby punkt.-usiadła na kolana loczkowi.
-Jaki?-dopytywałem się.
-Ma córeczkę.Kto wie co może jej się stać.
-Mila chyba nie chcesz...-zaprotestował Harry jednak brunetka przerwała mu.
-Zrobię to co słuszne,żeby was chronić okey?A kto zdradzi zapłaci wysoką cenę.Nie ważne kto ucierpi.
-Jesteś chora.-mruknął Liam.
-Liam to gra.Zginiesz ty i twoi przyjaciele albo on.Zawsze jest o krok przed nami.Nie wiem dlaczego.Nie wiem jak on to robi.Jednak cały czas nas zaskakuje.
Wszyscy pogrążyli się w swoich myślach.Chciałem zmienić temat na jakiś śmieszniejszy.Nie miałem zamiaru siedzieć tu i myśleć nad tym czego nie mogłem znieść.
-Dlaczego nie jest?-zwróciłem się do Mili.
-Nie jestem głodna.-odparła nonszalancko.
Sam...
Stałam w kuchni myjąc naczynia kiedy Harry przyniósł mi kolejną porcję talerzy.
-Możemy chwile porozmawiać?-zapytałam wycierając ręce o ściereczkę.
-Pewnie.Coś się stało?-oparł się o blat.
-Chodzi o Mile.Nie je nic od dwóch dni.Zrobiła się jakaś drażliwa i cały czas śpi.Ledwo co wyciągnęłam ją z łózka.Nie chce mi nic powiedzieć...Może ty...mógł byś z niej coś wyciągnąć?
-Jasne postaram się.-kiwnął głową.-Dzięki,że mi powiedziałaś.Wiesz gdzie teraz jest?
-W swoim pokoju.
Harry...
Zapukałem do pokoju jednak nikt mi nie odpowiedział.Ponowiłem czynność jednak nadal odpowiedziała mi cisza.Nacisnąłem klamkę i zdziwiłem się,że drzwi były otwarte.
Dziewczyna leżała na łóżku mając nogi przysunięte do klatki piersiowej.
-Kochanie...-odgarnąłem jej włosy z twarzy.Zszokowało mnie to,że po jej policzkach leciały łzy.-Kochanie,co się stało?
-Nic.-jęknęła.
-Przecież widzę.Nie musisz kłamać.
-Mówię,że nic mi nie jest.
-Ależ widzę,że tak.Martwię się.Powiedz o co chodzi.-głaskałem jej głowę jednak ona dalej nie chciała powiedzieć o co chodzi.
-Coś z Nat'em nie tak?-zapytałem znowu.
-Nie!-zaprzeczyła od razu.-Harry zostaw mnie samą proszę.
-Ale...
-Wyjdź stąd!-ryknęła uderzając w moją rękę tak mocno,że zapewne będę miał nazajutrz wielkiego sinika.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz