wtorek, 22 kwietnia 2014

28.'..po drodze na pewno będzie niejedno wyzwanie, wiedz tylko jedno, przejdziemy przez to razem !..'

 Harry.

  Dziewczyna przez jakiś czas stała z grobową miną jednak po chwili powstrzymywała się od śmiechu.Odetchnąłem z ulgą.Matko gdyby okazało się,że była w ciąży...Tak na prawdę nie wiem co bym zrobił.
 -Harry.-wypuściła powietrze chcąc się uspokoić.-Zabezpieczam się lepiej niż nie jedna dziewczyna więc nie masz się o co martwić.
 -Przestraszyłaś mnie.-usiadłem na toalecie.
 -Wiem,że byś nie chciał.-dotknęła swojej zranionej wargi,po której leciało trochę krwi.Podszedłem do niej i złapałem za biodra.Popatrzyła się w moje oczy,kiedy zbliżyłem swoje usta do jej i scałowałem jej krew z wargi.
 -Chyba muszę częściej dostawać.Podoba mi się to.-zaśmiała się,wyciągając coś spod sukienki.
 Broń.
 -Skąd ją masz?-zapytałem.
 -No wiesz...Bałam się,że będziesz mnie wkurwiał.-uśmiechnęła się do mnie łobuzersko.-Żartuje.Ubezpieczałam się na wypadki takie jak ten.I się nie pomyliłam.
 -Co chcesz zrobić?
 Popatrzyła na mnie z nie dowierzaniem.Podniosłem ręce w celu kapitulacji.
 -Tylko masz być ostrożna.-pocałowałem ją delikatnie.
 -Zawsze jestem,Styles.A teraz mój świetny plan.


Sam.

Całe moje ciało było obolałe.Nie mogłam nawet wykrztusić z siebie słowa więc z moich ust wydobywały się ciche pojękiwania i piski.
 Kopał mnie.Uderzał.Traktował jak szmatę.
 Nie chciałam,żeby Niall to widział.
 Nagle rozległ się huk.Do pokoju wpadła Mila z Harrym.Ona celowała w Jai'a bronią.On rzucił na podłogę dwóch kolegów mojego byłego.
  -Puść ją.-syknęła Mila pewnie.Wiedziałam,że nie zawahała by się strzelić.
 -Hahahahaha.Wiedziałem,że łżesz.-zaśmiał się szyderczo brunet.-Jak rasowa suka.
 -A ty ciągle się nabierasz.Masz miękkie serduszko.Ja nigdy nie mówię prawdy.
 Nastała chwila ciszy kiedy Jai rzucił mną o podłogę.Jęknęłam czując ból w okolicach żeber.
  -Ale ja mam ochotę wpakować kulkę w twój parszywy łeb.-mruknęła Mila z uśmiechem na twarzy kiedy Niall brał mnie na ręce.Harry wyciągnął telefon by zadzwonić na policje.
 -Jesteście w naszym pokoju...-filozofował Jai.-Możemy powiedzieć,że się do nas włamaliście bo chcieliście nas okraść...Hmm...
 -Tak ciekawe komu uwierzą.-prychnął Niall.-Chłopakom z zespołu i jego dziewczynom czy gwałcicielowi.
 -Pragnę zauważyć,że jedna z ich dziewczyn ma nie złą kartotekę.
 Spojrzałam że mięśnie na twarzy brunetki napięły się i walczyła sama ze sobą by nie strzelić.
 -Mila...-jęknęłam ponieważ każde słowo przyprawiało moje ciało o niesamowity ból.-N-N-nierób tego.Nie daj mu satysfakcji.
 Jej rysy lekko złagodniały.Uf!Na szczęście.Inaczej mieli byśmy problem numer dwa brzmiący "Wyciągnąć Mile zza kratek:.
  Nagle czarnowłosemu zadzwonił telefon.
 -Nie waż się odbierać.-powiedziała brunetka patrząc się na niego.
 -To Christian.-uśmiechnął się triumfalnie i włączył na głośno mówiący.
 -Witajcie moje ptaszki.-zadźwięczał jego zadowolony głos.Mięśnie Nialla napięły się i przycisnęły do siebie mocnej.-Stwierdziłem,że możecie się trochę nudzić w Los Angeles więc poprosilem mojego dobrego przyjaciela o przysługę.-spojrzałam na Jai'a,który stał jak gdyby nigdy nic.-Mila skarbie tęsknie za tobą.Możesz opuścić broń.Nie zrobią wam już krzywdy.-dziewczyna nawet nie drgnęła.-Kochanie,zrób o co proszę.
 -Pierdol się.-warknęła wkurzona.Nie była zadowolona w sposób jaki do niej mówi.
 -Słońce nie chce żeby policja znalazła  przy tobie broń.
 -Jest legalna.Nie martw się bo wyłysiejesz z tego stresu.
 -Uwielbiam cię.-zaśmiał się szyderczo.-Mówiłem prawdę.Bardzo za tobą tęsknie.
 -Urażę cię kiedy powiem,że ja za tobą nie?
 -Bardzo.
 -Sorki.
 -Macie jeszcze trzy dni a później cała wasza siódemka umrze.
 Drgnęłam na te słowa.On nie mógł tego zrobić!Nie miał takiej władzy!Przecież była tam policja,ochroniarze którzy wiedzieli,że na nas poluje.Nie tknął by nas nawet.
 -My-mylisz się.-jęknęłam cicho.-Nie tkniesz nas.
 -Uwierz mam swoje sposoby,kochanie.Odezwę się jeszcze do was.
 Połączenie się urwało a Jai zrobił kilka kroków w moją stronę.Mila nawisnęła spust i oddała dwa strzały w jego pierś.
 Chłopak przewrócił się i upadł na ziemię kiedy do pokoju weszli policjanci.
 Ostatnie co pamiętam to obezwładnianie Mili i krzyk Harrego.
  Obudziłam się na czymś twardym a biel uderzyła w moje oczy każąc im się od razu zamknąć.Poczułam czyjąś rękę na swojej.
 -Sam.-głos Nialla łamał się ale starał się być silnym. -Sam,kochanie.
 -Gdzie...-zaczęłam ale ból w okolicy moich żeber był nie do wytrzymania.
 -W szpitalu.Jest już wszystko dobrze.Jesteś bezpieczna.
 -Co z Jai'em?
 -Na jego cholerne szczęście miał kamizelkę więc przeżył.-ścisnął mocniej zęby.Nie był z tego zadowolony tak samo jak ja.
 -Mila...
 -Siedzi w areszcie.
 -T-To wszystko przeze mnie.-po moich policzkach spłynęły łzy.Przed oczami miałam Milę siedzącą w pomarańczowym ubraniu za kratkami.
 -Hej.-przytulił mnie blondyn.-Ciii już nie płacz.Będzie dobrze.Harry składał swoje zeznania a Mila nikogo nie zastrzeliła.Będzie dobrze.
 -Nie wiem Niall.Tak bardzo się boję.
 -Ja też skarbie ja też. -nastała minuta ciszy po czym blondyn wyjął coś z tylnej kieszeni spodni.-Może to nie najlepszy moment na takie wyznania ale...Kocham Cię Sam i pragnę być z tobą na wieczność a nawet jeszcze dłużej.-w moich oczach stanęły łzy szczęścia kiedy zobaczyłam czerwone pudełeczko a po chwili <KLIK>.-Samanto Howards czy uczynisz mi ten zaszczyt i zostaniesz moją żoną?
 Kiwnęłam głową i przytuliłam się do niego.Boże czy mogło być coś piękniejszego na świecie niż oświadczyny chłopaka,którego kochałam nad życie?!Nie sądzę.
 Pierścionek był idealny.Łzy ciekły mi po policzkach mimowolnie.
 -Gratulacje.-usłyszałam klaskanie a po chwili uśmiechniętą Mile.
 -Jezu!Myślałam,że cię przymknęli!-krzyknęłam podekscytowana ale po chwili pożałowałam.
 -Gdyby nie ten pan.-wskazała na Harrego który stał za nią z uśmiechem na twarzy.-Prawdopodobnie posłali by mnie za kraty.Ale to teraz nie ważne.-usiadła obok mnie i zobaczyła pierścionek.-Postarałeś się blondasku.
 -Miałem dobrego pomocnika.-wyszczerzył się w kierunku Loczka.
 -Kupowałeś pierścionek z Niallem i nie kupiłeś dla mnie?!-oburzyła się dziewczyna nie przestając się uśmiechać.
 -Przecież sama powiedziałaś,że nigdy nie będziesz wychodziła za mąż.
 -Dobry argument.-przyznała i zwróciła się do mnie.-To kiedy dzieci?No wiesz...Nie widziałam na korytarzu pielęgniarek także...
 -Mila!-oburzyłam się wiedząc co chce powiedzieć.Nagle po prostu wybiegła z pokoju do łazienki.Harry popędził za nią.
 -Pewnie znowu coś zjadła.-powiedziałam.-Ma bardzo...łagodny żołądek.
 -Zniszczony przez alkochol.
  -To też,kochanie.-powiedziałam kiedy złączył nasze usta w długim i namiętnym pocałunku.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz