Mila...
Minął ledwie tydzień od kiedy Harry postanowił ze mną zamieszkać, a ja już miałam serdecznie dość jego całodobowego towarzystwa. Jakby tego było mało Niall pozazdrościł Harremu, że może mieć swoją dziewczynę dwadzieścia cztery godziny na dobę i też postanowił się do nas wprowadzić. Więc ciśniemy się w czwórkę w małym domku, a moja przestrzeń osobista spadła do zera. Cała trójka postanowiła się mną niańczyć i teraz każdy mój posiłek jest starannie dobrany pod potrzeby mnie i "mojego małego przyszłego dziecka, które się we mnie rozwija". Cholerny pasożyt. Przez niego co ranek muszę lecieć do łazienki, ponieważ mam poranne mdłości. Sam twierdzi, że to prawidłowe objawy i że moje dziecko prawidłowo się rozwija. Skąd ona wie tak dużo o ciąży do jasnej cholery?! Czasem mam wrażenie, że traktuje mnie jakby to jej dziecko było we... mnie. Cholera, jak to brzmi.
-Mila zjadłaś dzisiaj śniadanie?-usłyszałam głos mojej siostry,kiedy siedziałam przed telewizorem oglądając "Świat według Rajmunda".Przewróciłam oczami i milczałam nie chcąc odpowiadać na to idiotyczne pytanie zadawane mi pięćdziesiąt razy dziennie.-Słyszałaś co do ciebie powiedziałam?
-Trudno było nie słyszeć.W tym domu słychać tylko jeden głos.
-To odpowiedz jak słyszysz.
-Tak mamusiu jadłam śniadanie jakieś dziesięć razy.-uśmiechnęłam się do niej krzywo po czym pogłośniłam telewizor.
Usłyszałam jak dziewczyna ciężko wzdycha i idzie w stronę łazienki.Po kilku minutach usłyszałam jak dzwoni mój IPhone,którego kupił mi Harry twierdząc,że biały lepiej do mnie pasuje.
-Halo?
-Hej,Mila.
-Cara?Po co dzwonisz?
-Chciałam się z tobą spotkać i pogadać.Wiem,że to co zrobiłam jest niewyobrażalnie złe i niewybaczalne ale proszę,spotkaj się ze mną.-powiedziała niepewnie na co ukradkiem się uśmiechnęłam.Uwielbiałam kiedy ludzie się przede mną płaszczyli.Czułam władze i cholerną satysfakcje.
-Nie jestem na ciebie zła,kochanie.Kiedy i gdzie?
Brakowało mi jej a raczej kogoś kto był taki jak ja i zrozumie przez co teraz przechodzę.Każdej nocy śni mi się Christian.Myślę w którym momencie dał mi znak,że chce ode mnie czegoś więcej.Gdzie ja sama zrobiłam błąd.
Postanowiłam się czym prędzej zebrać i pójść na spotkanie z Carą. Gdy zakładałam buty usłyszałam kroki i przeklnęłąm pod nosem.
-Mogę wiedzieć gdzie się wybierasz? - spytał Niall.
-Na spotkanie. - odparłam pewnie. -Jeśli chcesz być dobrym przyjacielem nic im nie mów.
-Od kiedy jesteśmy przyjaciółmi? - spytał krzyżując ręce na piersi.
-Mam nadzieję, że od dziś. - odparłam łącząc usta w cienką linię, a jego brwi wzniosły się prawie do linii włosów.
-Z kim? - zapytał zupełnie mnie zaskakując.
-Z Carą. - powiedziałam, a on prychnął z niedowierzaniem.
-Czyżby?
-Naprawdę. Poza tym... Kurwa nie mam pięciu lat, żeby ci się tłumaczyć. - powiedziałam chwytając za klamkę.
-Słuchaj. Obiecałem Sam, że będę cię pilnował. - powiedział cicho, a ja ciężko westchnęłam. -Ale jeśli obiecujesz, że nic nie zrobisz sobie albo dziecku, nie będziesz pić, palić lub broń Boże ćpać to będę cię krył. - powiedział uśmiechając się.
-Naprawdę?! - spytałam uradowana.
-Tak, a teraz już idź. - szepnął.
Czym prędzej wyszłam z domu i wsiadłam do swojego auta.Miałam zamiar kupić sobie nowe ale z tym musiałam poczekać na Nata ponieważ tylko z nim jeździłam załatwiać takie rzeczy.
Starbucks znajdował się w centrum Londynu.Cara siedziała przy stoliku ubrana w <KLIK>.
-Cześć.-usiadłam na przeciwko niej.Włosy miała trochę dłuższe i ciemniejsze niż ostatnim razem gdy ją widziałam.Uśmiechnęła się niepewnie w moją stronę po czym westchnęła.
-Serio Mila ja nie chciałam...
-Nie chce tego słuchać.To co się stało to inny rozdział nie warty zapamiętania.
-Naprawdę go zabiłaś?
-Tak.
Naprawdę nienawidziłam Christiana za to co zrobił ale bardziej nienawidziłam tego co mu zrobiłam.Nie powinno się zabijać kogoś kto pokazał tobie kim naprawdę jesteś.Dał ci coś więcej niż dach nad głową.Ale także chęć do życia i naprawdę szczęśliwe chwile.
-Przykro mi.Naprawdę.Wiem ile mu zawdzięczałaś.Nadal nie mogę uwierzyć,że to on.
-Ja też,Cara.
-Coś się stało?Wyglądasz jakoś inaczej?
Powiedziałam jej wszystko od początku.O tym,że jestem w ciąży,chce usunąć to coś,o przeprowadzce Harrego i Nialla.Potrzebowałam komuś się wygadać,bo nawet moja siostra nie umiała mnie zrozumieć.
Niall...
Siedziałem na kanapie oglądając jakąś telenowele i czując się winny za to, że oszukuje Sam i Harrego. Racja, Mila nie jest moją przyjaciółką i nie zapowiada się, żeby nią była, ale nie możemy się nie lubić pod jednym dachem. Spróbuję się z nią zaprzyjaźnić tylko dla Sam. Zależy jej na tym, żeby atmosfera w domu była dobra, zwłaszcza teraz, gdy Mila jest w ciąży. Cholera, cały czas zastanawiam się, jak to mogło się stać.
Przemyślenia przerwała mi Sam, wchodząca do salonu.
-Cześć. - powiedziała śpiewnym głosem.
-Hej kochanie. - odrzekłem.
-Wiesz gdzie jest Mila? - zapytała zmartwiona.
-Nie... - jęknąłem.
-Niall... Kłamiesz. - powiedziała. -Zagryzasz wargę. Zawsze to robisz kiedy kłamiesz.
Cholera jasna, pomyślałem. Dlaczego ona zna mnie tak dobrze?
-Więc gdzie ona jest?-skrzyżowała ręce na piersi.
-Nie wiem no.Powiedziała,że spotyka się z Carą.
-Była z Harrym.Serio wierzysz,że Mila poszła się z nią spotkać?
-Wydawało mi się że mówiła prawdę.-wzruszyłem ramionami jednak widząc jej minę podszedłem do niej.-Kochanie,spokojnie.Trochę zaufania.
-Niall.Ona próbowała usunąć dziecko.Nie zasługuje na zaufanie.Nie teraz.-wzięła kurtkę i poszła w stronę drzwi.
-Sam.Przecież nie pojedziesz jej szukać.
-A uwierz,że pojadę.
Złapałem bluzę z wieszaka i popędziłem za nią no bo... kurwa nie może iść sama. Objęłem jej ramię i oboje pognaliśmy do samochodu. Nie odzywała się do mnie. Była wściekła na mnie, Mile i prawdopodobnie cały pieprzony świat.
-Sam, przepraszam... -jęknęłem, prowadząc auto.
Cisza.
-Sammm... - jęknęłem, zatrzymując się na czerwonym świetle.
-Daj mi spokój. - warknęła.
-Okey. Jednego nie rozumiem... - zacząłem.
-Tak? - spytała cicho, wpatrując się w drogę.
-Dlaczego troszczysz się o to dziecko, jakby było twoje? - spytałem lekko zdenerwowany.
-Bo zależy mi na Mili. - powiedziała, na co prychnąłem. -No co?
-Bardziej zależy ci na tym dziecku. Dlaczego? - spytałem.
-Bo... O patrz może tu są! - krzyknęła wychodząc z auta i kierując się w stronę baru.
-Sam! - krzyknąłem, łapiąc ją za ramię.
-No co? - spytała przerażonym głosem.
-Dlaczego tak zależy ci na tym dziecku?! - powiedziałem trochę zbyt głośno.
-Bo tak! - krzyknęła wyrywając mi się.
-Sam do cholery mów! - krzyknęłem.
-Bo nie mogę mieć swoich pieprzonych dzieci, rozumiesz?!
Okey... Tego się nie spodziewałem. Zatkało mnie.
-Sam... - szepnąłem.
-Zadowolony?! - krzyknęła, a łzy spłynęły po jej policzkach.
-Przepraszam nie chciałem.Nic nie mówiłaś!
-A co miałam mówić,że jestem bezpłodna?!Że nigdy nie będę miała dzieci?!Tak,było się czym chwalić.
-Ale istnieje przecież coś takiego jak adopcja.
-Wiem o tym ale...to i tak nie jest to samo.Zazdroszcze Mili,że może mieć coś tak cudownego w sobie.A ona do cholery tego nie docenia.Chce je zabić a to wina jej i Harrego.
-Kochanie.-przytuliłem ją.-Kocham cię nawet jeśli nie będziemy mogli mieć dzieci.
Sam rozpłakała mi się w moich ramionach.Jak ja nienawidziłem jak moja narzeczona płakała.Wszyscy ale nie ona.
-Już kochanie.Nie płacz.Proszę...-popatrzyłem w jej oczy i pocałowałem w czoło.
poniedziałek, 18 sierpnia 2014
sobota, 2 sierpnia 2014
(#2) 34.Wszystko dzieje sie z jakiegoś powodu.
Harry...
Kiedy Sam się rozłączyła chłopaki byli już obok mnie czekając na wieści.Przez kilka minut nic nie mówiłem ponieważ próbowałem przyswoić sobie nowe wiadomości.Mila...jest...w ciąży.Zostaniesz ojcem Styles.
Cholera.
-Kto jest w ciąży?-dopytywał się Louis nie mogąc już wytrzymać.
Przełknąłem ślinę i niewyraźnie powiedziałem.
-Mila.
Wszystkich zatkało.Milczeliśmy jakiś czas po czym Payno podszedł i przytulił mnie.
-Gratulacje stary.
-Dzięki.-jęknąłem nie wiedząc co zrobić.
Zostaniesz ojcem Styles...
-Nie sądziłem,że tak szybko zostanę wujkiem ale...gratulacje Styles.-Niall również mnie przytulił.
-Dzwoniła do ciebie?-spytał Malik.
-Nie...Sam mi powiedziała.
-Sam?-zdziwił się Nialler.
-Czuje,że coś jest nie tak.-mruknąłem.
-To leć do niej dzisiaj po koncercie.Porozmawiacie.Macie o czym.-powiedział Liam z uśmiechem na twarzy.-Ciesz się Harry.To niewyobrażalny dar.
Kiwnąłem głową i złapałem za telefon.
Kurwa.
Lot dłużył mi się niemiłosiernie.Dzwoniłem tyle razy do Mili a ona i tak nie odbierała.Tylko Sam była mi w stanie łaskawie powiedzieć,że moja dziewczyna jest w ciąży a na dodatek zrobiłaby coś niewyobrażalnie głupiego.Dlaczego do cholery do mnie nie zadzwoniła?
Uh...byłem wkurwiony.
Z lotniska przesiadłem się w mój samochód o który poprosiłem przed wyjazdem.Wpakowałem bagaże do bagażnika i odjechałem denerwując się konfrontacją z Milą.
Przed drzwiami stała Sam nerwowo tupiąc nogą.
-Hej.-powitała mnie.
-Cześć.-odparłem próbując być spokojny.-Co się dzieje?
-Mila źle to znosi.Wczoraj chciała...emmm
-Co chciała?-powoli traciłem cierpliwość.
-Pojechała do kliniki by usunąć dziecko.
Mina mi zrzedła.Chciała zabić nasze dziecko?To bezbronne małe dziecko?!Na mózg jej padło?Emocje i gniew wzięły nade mną panowanie kiedy wyminąłem Sam jednak ta złapała mnie za koszulkę i powiedziała
-Bądź delikatny.Ona naprawdę jest załamana.
Kiwnąłem głową i wszedłem do mieszkania.Skierowałem się na schodu i po kilku sekundach byłem już w pokoju Mili.
Siedziała na swoim parapecie patrząc w okno.Kiedy wszedłem nawet nie drgnęła.Myślałem,że wpadnie mi w ramiona,że ucieszy się na mój widok.Niestety myliłem się.
-Nie musiałeś przyjeżdżać.-powiedziała oschle.
-Owszem musiałem.-zamknąłem za sobą drzwi.-Dlaczego nie odbierałaś ode mnie telefonów?Dzwoniłem chyba ze sto razy!
-Nie miałam nic do powiedzenia.-jej obojętność zaczynała mnie powoli wyprowadzać z równowagi.
-Zamierzałaś przemilczeć wszystko?!
-Zamierzałam sama sobie z tym poradzić!-podniosła głos i spojrzała na mnie.Jej policzki było mokre od łez.
-Usuwając nasze dziecko?!Tak chciałaś to zrobić?!
-Żebyś wiedział,że tak!Usunęłabym ten jebany problem!
-Jak możesz tak mówić?!To nasze dziecko!
-To nie jest dziecko!To pasożyt!Cholerny pasożyt!
-Nie mów tak!To nie jego wina.Ono nic nie zrobiło!
-Uważaj bo się popłacze Styles.
-Okłamałaś Sam.Swoją siostrę.
-Gdyby siedziała cicho byłoby już po płaczu.Wszyscy byli by szczęśliwi.-wstała podchodząc do łóżka po telefon.Zaczęła coś na nim pisać.Wtedy coś mnie trafiło.
Podszedłem do niej i wyrwałem jej telefon po czym rzuciłem w ścianę.Upadł z hukiem na podłogę.Złapałem na ramiona Mili a że byłem od niej wyższy o mniej niż głowę zmusiłem,żeby na mnie spojrzała.
-Obudź się dziewczyno do cholery jasnej!Jesteś w ciąży.Wiem,że to dla ciebie szok.Dla mnie też ale cóż stało się i musimy sobie z tym poradzić.Myślałem,że od tej całej akcji z Christianem ufamy sobie jednak widzę,że się myliłem.Nie usuniesz tego dziecka,rozumiesz?Chce go.Nie ważne,że wszystko się skomplikuje.To dziecko jest nasze i pokochamy je.Stworzymy rodzinę i wszyscy będą szczęśliwi.Tylko teraz musisz przez to przejść a ja ci pomogę.Obiecuje kochanie,że pomogę tobie ze wszystkim.
-Urodzisz za mnie?!Będziesz karmił to dziecko?!-wyszarpnęła się.-Kurwa wszyscy będą szczęśliwi tylko nie ja!Tego chcesz?!Żebym była nieszczęśliwa?!
-Mila...
-Nie Harry.Obiecuje tobie,że znajdę sposób,żeby się tego pozbyć.Żeby to z siebie wyjąć.A ty nic na to nie poradzisz!
To nie były słowa mojej dziewczyny.To nie była moja Mila.
-W porządku w takim razie zamieszkamy razem.
Kiedy Sam się rozłączyła chłopaki byli już obok mnie czekając na wieści.Przez kilka minut nic nie mówiłem ponieważ próbowałem przyswoić sobie nowe wiadomości.Mila...jest...w ciąży.Zostaniesz ojcem Styles.
Cholera.
-Kto jest w ciąży?-dopytywał się Louis nie mogąc już wytrzymać.
Przełknąłem ślinę i niewyraźnie powiedziałem.
-Mila.
Wszystkich zatkało.Milczeliśmy jakiś czas po czym Payno podszedł i przytulił mnie.
-Gratulacje stary.
-Dzięki.-jęknąłem nie wiedząc co zrobić.
Zostaniesz ojcem Styles...
-Nie sądziłem,że tak szybko zostanę wujkiem ale...gratulacje Styles.-Niall również mnie przytulił.
-Dzwoniła do ciebie?-spytał Malik.
-Nie...Sam mi powiedziała.
-Sam?-zdziwił się Nialler.
-Czuje,że coś jest nie tak.-mruknąłem.
-To leć do niej dzisiaj po koncercie.Porozmawiacie.Macie o czym.-powiedział Liam z uśmiechem na twarzy.-Ciesz się Harry.To niewyobrażalny dar.
Kiwnąłem głową i złapałem za telefon.
Kurwa.
Lot dłużył mi się niemiłosiernie.Dzwoniłem tyle razy do Mili a ona i tak nie odbierała.Tylko Sam była mi w stanie łaskawie powiedzieć,że moja dziewczyna jest w ciąży a na dodatek zrobiłaby coś niewyobrażalnie głupiego.Dlaczego do cholery do mnie nie zadzwoniła?
Uh...byłem wkurwiony.
Z lotniska przesiadłem się w mój samochód o który poprosiłem przed wyjazdem.Wpakowałem bagaże do bagażnika i odjechałem denerwując się konfrontacją z Milą.
Przed drzwiami stała Sam nerwowo tupiąc nogą.
-Hej.-powitała mnie.
-Cześć.-odparłem próbując być spokojny.-Co się dzieje?
-Mila źle to znosi.Wczoraj chciała...emmm
-Co chciała?-powoli traciłem cierpliwość.
-Pojechała do kliniki by usunąć dziecko.
Mina mi zrzedła.Chciała zabić nasze dziecko?To bezbronne małe dziecko?!Na mózg jej padło?Emocje i gniew wzięły nade mną panowanie kiedy wyminąłem Sam jednak ta złapała mnie za koszulkę i powiedziała
-Bądź delikatny.Ona naprawdę jest załamana.
Kiwnąłem głową i wszedłem do mieszkania.Skierowałem się na schodu i po kilku sekundach byłem już w pokoju Mili.
Siedziała na swoim parapecie patrząc w okno.Kiedy wszedłem nawet nie drgnęła.Myślałem,że wpadnie mi w ramiona,że ucieszy się na mój widok.Niestety myliłem się.
-Nie musiałeś przyjeżdżać.-powiedziała oschle.
-Owszem musiałem.-zamknąłem za sobą drzwi.-Dlaczego nie odbierałaś ode mnie telefonów?Dzwoniłem chyba ze sto razy!
-Nie miałam nic do powiedzenia.-jej obojętność zaczynała mnie powoli wyprowadzać z równowagi.
-Zamierzałaś przemilczeć wszystko?!
-Zamierzałam sama sobie z tym poradzić!-podniosła głos i spojrzała na mnie.Jej policzki było mokre od łez.
-Usuwając nasze dziecko?!Tak chciałaś to zrobić?!
-Żebyś wiedział,że tak!Usunęłabym ten jebany problem!
-Jak możesz tak mówić?!To nasze dziecko!
-To nie jest dziecko!To pasożyt!Cholerny pasożyt!
-Nie mów tak!To nie jego wina.Ono nic nie zrobiło!
-Uważaj bo się popłacze Styles.
-Okłamałaś Sam.Swoją siostrę.
-Gdyby siedziała cicho byłoby już po płaczu.Wszyscy byli by szczęśliwi.-wstała podchodząc do łóżka po telefon.Zaczęła coś na nim pisać.Wtedy coś mnie trafiło.
Podszedłem do niej i wyrwałem jej telefon po czym rzuciłem w ścianę.Upadł z hukiem na podłogę.Złapałem na ramiona Mili a że byłem od niej wyższy o mniej niż głowę zmusiłem,żeby na mnie spojrzała.
-Obudź się dziewczyno do cholery jasnej!Jesteś w ciąży.Wiem,że to dla ciebie szok.Dla mnie też ale cóż stało się i musimy sobie z tym poradzić.Myślałem,że od tej całej akcji z Christianem ufamy sobie jednak widzę,że się myliłem.Nie usuniesz tego dziecka,rozumiesz?Chce go.Nie ważne,że wszystko się skomplikuje.To dziecko jest nasze i pokochamy je.Stworzymy rodzinę i wszyscy będą szczęśliwi.Tylko teraz musisz przez to przejść a ja ci pomogę.Obiecuje kochanie,że pomogę tobie ze wszystkim.
-Urodzisz za mnie?!Będziesz karmił to dziecko?!-wyszarpnęła się.-Kurwa wszyscy będą szczęśliwi tylko nie ja!Tego chcesz?!Żebym była nieszczęśliwa?!
-Mila...
-Nie Harry.Obiecuje tobie,że znajdę sposób,żeby się tego pozbyć.Żeby to z siebie wyjąć.A ty nic na to nie poradzisz!
To nie były słowa mojej dziewczyny.To nie była moja Mila.
-W porządku w takim razie zamieszkamy razem.
(#2) 33.Nigdy się nie zmienię.
Sam...
Wczorajsze odkrycie nie dawało mi spokoju. Nie mogłam uwierzyć, że Mila jest w ciąży. Nie potrafiłam sobie wyobrazić jej w roli matki. Mimo tego, że w ostatnim czasie wydoroślała nie potrafiłam jej do końca zaufać. Nadal wydawała mi się skrajnie nieodpowiedzialna. Od wiadomości o dziecku nie miałam odwagi wypuścić jej z domu, bojąc się, że do głowy wpadnie jej jakiś niedorzeczny pomysł. Jestem pewna, że Harry ucieszy się na wieść o dziecku. Naprawdę kochał Milę, a ona odwzajemniała to uczucie.
Gdy o tym myślałam przypominała mi się jedno. MILA MIAŁA POINFORMOWAĆ HARREGO, ŻE JEST W CIĄŻY. Zgaduje, że do tej pory nie miała wystarczającej odwagi by to zrobić. Rozumiem to. Jest w szoku. Gdyby to na mnie przypadło nie miałabym pojęcia co zrobić. Też bałabym się poinformować o tym Nialla.
Postanowiłam zaczerpnąć informacji od źródła i wprost spytać się jej czy dzwoniła do swojego chłopaka.
-Mila... - zaczęłam poważmy tonem.
-Tak powiedziałam już Harremu. - powiedziała, zgadując, że o to mi chodzi.
-CO?! - krzyknęłam zaskoczona. - Jak zareagował? - spytałam podniecona.
-Stwierdził, że powinnam je usunąć. - odrzekła spokojnie dziewczyna.
-Proszę? - zdziwiłam się, że Harry mógłby powiedzieć coś takiego.
-Powiedział mi, że nie chce tego dziecka i że powinnam je usunąć. Postanowiłam że jeszcze dziś poszukam kliniki. - stwierdziła.
-Boże...nie...niewierze.
-To uwierz.Wiedziałam,że tak będzie.Nie było sensu mu mówić,Sam.
-Mila nie ważne co powiedział Harry nie możesz usunąć tego malucha.To nieludzkie.
-Malucha?!Raczej pasożyta żerującego na moich siłach a niedługo ciele.Nie pozwolę na to.Z resztą to mój wybór co zrobię z tym czymś.Harry tylko potwierdził mój wybór.
-Nie mów tak!
-Skoro tak bardzo go chcesz to sama je sobie zrób.-odgryzła się i zniknęła w swoim pokoju.
Nie mogłam uwierzyć,że Harry tak powiedział!Palant!Przecież powinni się cieszyć.Połączy ich coś...więcej niż tylko uczucie.Oboje się boją ale...cholera nie można robić takich rzeczy!
Cała zdenerwowana zadzwoniłam do Harrego.Miałam zamiar powiedzieć parę słów,które o nim myślę.A było ich wiele.
-Halo.-usłyszałam zachrypnięty głos Harrego.
-Ty sukinsynu jak mogłeś powiedzieć,że go nie chcesz?!Myślałam,że jesteś odpowiedzialnym mężczyzną ale widać,że się myliłam!Palancie powinieneś ją wesprzeć i nawet o tym nie myśleć!To fakt w tym wieku nie dziwie się,że się boicie.To odpowiedzialność na całe życie.Jesteś idiotą...
-Sam!-krzyknął.-O co ci chodzi bo nie rozumiem?
-O to co powiedziałeś Mili! - krzyczałam do telefonu
-To znaczy? - spytał niecierpliwie. Słyszałam, że traci nerwy.
-O dziecku! Jak mogłeś kazać jej je usunąć! - wybuchłam.
-Jakim dziecku?
-Przecież Mila dzwoniła do ciebie i ci powiedziała. - wytłumaczyłam zdezorientowana.
-Sam. Ona jest w ciąży?! - krzyknął do słuchawki. Usłyszałam w tle krzyki: KTO?! JAK TO?!
-Tak... Jest. Myślałam, że ci powiedziała. Znaczy... Mi wcisnęła taką wersję. - tłumaczyłam się zawstydzona. - Przepraszam, że na ciebie naskoczyłam... Muszę kończyć.
Usłyszałam w słuchawce krótkie: ale..., ale nie miałam czasu. Musiałam ją znaleźć i oczywiście opieprzyć. To stawało się już tradycją. Uświadomiłam sobie, że Mila wyszła z domu. Cholera jasna. Gdzie ta dziewczyna znowu polazła. Z zamyślenia wyrwał mnie dzwonek do drzwi. Ucieszona rzuciłam się w stronę wejścia. Pewnie Mila czegoś zapomiała, myślałam. Otworzyłam drzwi... Ale nie było tam Mili.
-Sam! Jak ty wyrosłaś. - krzyknęła kobieta stojąca na wycieraczce. Była wysoka, szczupła, miała kręcone brązowe włosy i była... cholera jasna. Moją matką.
-Co..co tu robisz?-spytałam zaskoczona.
-Słyszałam o ojcu i postanowiłam wrócić.-uśmiechnęła się.-Cieszysz się?
-Nie było cię 10 lat.
-Ale już jestem.Zaprosisz mnie do środka czy będę tak tu stała?
Zastanowiłam się przez chwile.Chciałam poznać odpowiedzi na pytania gdzie do cholery była przez cały ten czas.Dlaczego wyjechała i zostawiła mnie z ojcem.Ale uh...nie mogłam pozwolić żeby Mila zrobiła coś niewyobrażalnie głupiego.Musiałam ją znaleźć.Wiem,że będzie żałowała swojego wyboru.
-Śpieszę się gdzieś.Może wpadniesz jutro popołudniu?-zapytałam ściskając mocniej klamkę.
-Oh...jasne.-mruknęła moja mama.-Masz ważniejsze sprawy na głowie niż twoja matka.
-Jeżeli myślałaś,że tym iż się pojawisz zmienisz całe 10 lat to się pomyliłaś.-zamknęłam drzwi.
Pobiegłam do pokoju Mili.Na łóżku leżał laptop.Może z niego dowiem się gdzie pojechała.
Cholera jasna!Mogłam się tego spodziewać!Hasło.
Zaczęłam wpisywać wszystko co przyszło mi do głowy.
Harry.
Nathan.
Samantha.
Niall.
Liam.
Ale nic...Przeglądałam w głowie listę wszystkich osób na jakich jej zależało aż w końcu mnie olśniło.
C.H.R.I.S.T.I.A.N.
Bingo.
Przeglądarka internetowa była otworzona na klinikach ginekologicznych w Londynie.Jedna została zaznaczona.
-Tu cię mam,Mila.
Spisałam szybko adres na kartkę leżącą blisko mnie i zatrzasnęłam laptopa. Co ona sobie myśli?! Nie pozwolę jej skrzywdzić tego dziecka!
Wybiegłam z domu otoczona swoimi myślami. Z jednej strony chciałam porozmawiać z matką, a z drugiej strony nie mogłam pozwolić zabić Mili tego malutkiego cudziku! Wsiadłam w samochód i wcisnęłam gaz. Jechałam tak szybko jak nigdy. Moje serce biło tak głośno, że byłam w stanie je usłyszeć. Po dłużącej się w nieskończoność drodze dotarłam do kliniki. Wysiadłam z auta mocno trzaskając mocno drzwiami i nie zważając na to, że nie zamknęłam ich na klucz ruszyłam do wejścia. Klinika mieściła się na obrzeżach miasta. Przełknęłam ślinę. Otworzyłam drzwi i przeszłam przez rażący bielą korytarz. W poczekalni siedziała Mila zapatrzona w telefon do tego stopnia, że nawet nie zauważyła mojego przybycia.
-MILA! - krzyknęłam na całe gardło. -Ty kłamliwa suko!
-Matko, uspokój się. Dlaczego tak zależy ci na tym pierdolonym dziecku? - spytała z pogardą. -Może sama nie możesz mieć? - wyszczerzyła zęby we wrednym uśmiechu. -Mówiłam ci już. Jak tak bardzo go chcesz to idź do Nialla, nie bierz pigułek czy nie wiem czego wy tam używacie i voilà.
W tym momencie nie wytrzymałam i rzuciłam się na nią. Ciągnęłam ją za włosy, a z moich ust leciały najgorsze możliwe obelgi. W pewnym momencie, zaniepokojony hałasem z poczekalni, zza drzwi wyjrzał lekarz, do którego Mila miała się udać.
-Co tu się dzieje?! - krzyknął zdegustowany naszym zachowaniem. Ja cały czas biłam Milę po twarzy i ciągłam jej włosy. Nie zapominajmy też o słowach które wciąż wypadały mi z ust. Suka i dziwka to najlżejsze z nich.
Gdy go zobaczyłam uspokoiłam się i spojrzałam na niego. Uśmiechnęłam się z pogardą. Nie mogłam patrzeć na człowieka który dokonuje aborcji.
-Gówno się dzieje. - odpowiedziałam, wydymając usta. -Mila idziemy do domu. -rozkazałam władczym tonem, pewna siebie bardziej niż kiedykolwiek.
-Nie Sam.Nie pójdę.
-Dzwoniłam do Harrego.-powiedziałam kiedy miała już wejść do gabinetu.Jak na komendę zatrzymała się w drzwiach.
-Co zrobiłaś?
-Wie o dziecku.Założę się,że będzie ucieszony na wieść,że własna dziewczyna nie powiedziała mu o ich wspólnym dziecku.
-To nie była twoja sprawa.-przeczesała ręką włosy.
-Okłamałaś mnie.Znowu.
-Nie miałam innego wyjścia.Nie pozwoliłabyś mi zrobić tego co chce.
-Najpierw porozmawiaj z Harrym a potem coś rób.Coś mi się wydaje,że jest w drodze do was.
-Żadnych nas.-syknęła przez zęby.
-Wróć ze mną do domu.Jesteś nadal w szoku.Też pewnie bym była ale...poczekaj kilka dni.Porozmawiaj z nim.Może coś się zmieni.
-Nic się nie zmieni Sam...-powiedziała idąc w moją stronę.
Wczorajsze odkrycie nie dawało mi spokoju. Nie mogłam uwierzyć, że Mila jest w ciąży. Nie potrafiłam sobie wyobrazić jej w roli matki. Mimo tego, że w ostatnim czasie wydoroślała nie potrafiłam jej do końca zaufać. Nadal wydawała mi się skrajnie nieodpowiedzialna. Od wiadomości o dziecku nie miałam odwagi wypuścić jej z domu, bojąc się, że do głowy wpadnie jej jakiś niedorzeczny pomysł. Jestem pewna, że Harry ucieszy się na wieść o dziecku. Naprawdę kochał Milę, a ona odwzajemniała to uczucie.
Gdy o tym myślałam przypominała mi się jedno. MILA MIAŁA POINFORMOWAĆ HARREGO, ŻE JEST W CIĄŻY. Zgaduje, że do tej pory nie miała wystarczającej odwagi by to zrobić. Rozumiem to. Jest w szoku. Gdyby to na mnie przypadło nie miałabym pojęcia co zrobić. Też bałabym się poinformować o tym Nialla.
Postanowiłam zaczerpnąć informacji od źródła i wprost spytać się jej czy dzwoniła do swojego chłopaka.
-Mila... - zaczęłam poważmy tonem.
-Tak powiedziałam już Harremu. - powiedziała, zgadując, że o to mi chodzi.
-CO?! - krzyknęłam zaskoczona. - Jak zareagował? - spytałam podniecona.
-Stwierdził, że powinnam je usunąć. - odrzekła spokojnie dziewczyna.
-Proszę? - zdziwiłam się, że Harry mógłby powiedzieć coś takiego.
-Powiedział mi, że nie chce tego dziecka i że powinnam je usunąć. Postanowiłam że jeszcze dziś poszukam kliniki. - stwierdziła.
-Boże...nie...niewierze.
-To uwierz.Wiedziałam,że tak będzie.Nie było sensu mu mówić,Sam.
-Mila nie ważne co powiedział Harry nie możesz usunąć tego malucha.To nieludzkie.
-Malucha?!Raczej pasożyta żerującego na moich siłach a niedługo ciele.Nie pozwolę na to.Z resztą to mój wybór co zrobię z tym czymś.Harry tylko potwierdził mój wybór.
-Nie mów tak!
-Skoro tak bardzo go chcesz to sama je sobie zrób.-odgryzła się i zniknęła w swoim pokoju.
Nie mogłam uwierzyć,że Harry tak powiedział!Palant!Przecież powinni się cieszyć.Połączy ich coś...więcej niż tylko uczucie.Oboje się boją ale...cholera nie można robić takich rzeczy!
Cała zdenerwowana zadzwoniłam do Harrego.Miałam zamiar powiedzieć parę słów,które o nim myślę.A było ich wiele.
-Halo.-usłyszałam zachrypnięty głos Harrego.
-Ty sukinsynu jak mogłeś powiedzieć,że go nie chcesz?!Myślałam,że jesteś odpowiedzialnym mężczyzną ale widać,że się myliłam!Palancie powinieneś ją wesprzeć i nawet o tym nie myśleć!To fakt w tym wieku nie dziwie się,że się boicie.To odpowiedzialność na całe życie.Jesteś idiotą...
-Sam!-krzyknął.-O co ci chodzi bo nie rozumiem?
-O to co powiedziałeś Mili! - krzyczałam do telefonu
-To znaczy? - spytał niecierpliwie. Słyszałam, że traci nerwy.
-O dziecku! Jak mogłeś kazać jej je usunąć! - wybuchłam.
-Jakim dziecku?
-Przecież Mila dzwoniła do ciebie i ci powiedziała. - wytłumaczyłam zdezorientowana.
-Sam. Ona jest w ciąży?! - krzyknął do słuchawki. Usłyszałam w tle krzyki: KTO?! JAK TO?!
-Tak... Jest. Myślałam, że ci powiedziała. Znaczy... Mi wcisnęła taką wersję. - tłumaczyłam się zawstydzona. - Przepraszam, że na ciebie naskoczyłam... Muszę kończyć.
Usłyszałam w słuchawce krótkie: ale..., ale nie miałam czasu. Musiałam ją znaleźć i oczywiście opieprzyć. To stawało się już tradycją. Uświadomiłam sobie, że Mila wyszła z domu. Cholera jasna. Gdzie ta dziewczyna znowu polazła. Z zamyślenia wyrwał mnie dzwonek do drzwi. Ucieszona rzuciłam się w stronę wejścia. Pewnie Mila czegoś zapomiała, myślałam. Otworzyłam drzwi... Ale nie było tam Mili.
-Sam! Jak ty wyrosłaś. - krzyknęła kobieta stojąca na wycieraczce. Była wysoka, szczupła, miała kręcone brązowe włosy i była... cholera jasna. Moją matką.
-Co..co tu robisz?-spytałam zaskoczona.
-Słyszałam o ojcu i postanowiłam wrócić.-uśmiechnęła się.-Cieszysz się?
-Nie było cię 10 lat.
-Ale już jestem.Zaprosisz mnie do środka czy będę tak tu stała?
Zastanowiłam się przez chwile.Chciałam poznać odpowiedzi na pytania gdzie do cholery była przez cały ten czas.Dlaczego wyjechała i zostawiła mnie z ojcem.Ale uh...nie mogłam pozwolić żeby Mila zrobiła coś niewyobrażalnie głupiego.Musiałam ją znaleźć.Wiem,że będzie żałowała swojego wyboru.
-Śpieszę się gdzieś.Może wpadniesz jutro popołudniu?-zapytałam ściskając mocniej klamkę.
-Oh...jasne.-mruknęła moja mama.-Masz ważniejsze sprawy na głowie niż twoja matka.
-Jeżeli myślałaś,że tym iż się pojawisz zmienisz całe 10 lat to się pomyliłaś.-zamknęłam drzwi.
Pobiegłam do pokoju Mili.Na łóżku leżał laptop.Może z niego dowiem się gdzie pojechała.
Cholera jasna!Mogłam się tego spodziewać!Hasło.
Zaczęłam wpisywać wszystko co przyszło mi do głowy.
Harry.
Nathan.
Samantha.
Niall.
Liam.
Ale nic...Przeglądałam w głowie listę wszystkich osób na jakich jej zależało aż w końcu mnie olśniło.
C.H.R.I.S.T.I.A.N.
Bingo.
Przeglądarka internetowa była otworzona na klinikach ginekologicznych w Londynie.Jedna została zaznaczona.
-Tu cię mam,Mila.
Spisałam szybko adres na kartkę leżącą blisko mnie i zatrzasnęłam laptopa. Co ona sobie myśli?! Nie pozwolę jej skrzywdzić tego dziecka!
Wybiegłam z domu otoczona swoimi myślami. Z jednej strony chciałam porozmawiać z matką, a z drugiej strony nie mogłam pozwolić zabić Mili tego malutkiego cudziku! Wsiadłam w samochód i wcisnęłam gaz. Jechałam tak szybko jak nigdy. Moje serce biło tak głośno, że byłam w stanie je usłyszeć. Po dłużącej się w nieskończoność drodze dotarłam do kliniki. Wysiadłam z auta mocno trzaskając mocno drzwiami i nie zważając na to, że nie zamknęłam ich na klucz ruszyłam do wejścia. Klinika mieściła się na obrzeżach miasta. Przełknęłam ślinę. Otworzyłam drzwi i przeszłam przez rażący bielą korytarz. W poczekalni siedziała Mila zapatrzona w telefon do tego stopnia, że nawet nie zauważyła mojego przybycia.
-MILA! - krzyknęłam na całe gardło. -Ty kłamliwa suko!
-Matko, uspokój się. Dlaczego tak zależy ci na tym pierdolonym dziecku? - spytała z pogardą. -Może sama nie możesz mieć? - wyszczerzyła zęby we wrednym uśmiechu. -Mówiłam ci już. Jak tak bardzo go chcesz to idź do Nialla, nie bierz pigułek czy nie wiem czego wy tam używacie i voilà.
W tym momencie nie wytrzymałam i rzuciłam się na nią. Ciągnęłam ją za włosy, a z moich ust leciały najgorsze możliwe obelgi. W pewnym momencie, zaniepokojony hałasem z poczekalni, zza drzwi wyjrzał lekarz, do którego Mila miała się udać.
-Co tu się dzieje?! - krzyknął zdegustowany naszym zachowaniem. Ja cały czas biłam Milę po twarzy i ciągłam jej włosy. Nie zapominajmy też o słowach które wciąż wypadały mi z ust. Suka i dziwka to najlżejsze z nich.
Gdy go zobaczyłam uspokoiłam się i spojrzałam na niego. Uśmiechnęłam się z pogardą. Nie mogłam patrzeć na człowieka który dokonuje aborcji.
-Gówno się dzieje. - odpowiedziałam, wydymając usta. -Mila idziemy do domu. -rozkazałam władczym tonem, pewna siebie bardziej niż kiedykolwiek.
-Nie Sam.Nie pójdę.
-Dzwoniłam do Harrego.-powiedziałam kiedy miała już wejść do gabinetu.Jak na komendę zatrzymała się w drzwiach.
-Co zrobiłaś?
-Wie o dziecku.Założę się,że będzie ucieszony na wieść,że własna dziewczyna nie powiedziała mu o ich wspólnym dziecku.
-To nie była twoja sprawa.-przeczesała ręką włosy.
-Okłamałaś mnie.Znowu.
-Nie miałam innego wyjścia.Nie pozwoliłabyś mi zrobić tego co chce.
-Najpierw porozmawiaj z Harrym a potem coś rób.Coś mi się wydaje,że jest w drodze do was.
-Żadnych nas.-syknęła przez zęby.
-Wróć ze mną do domu.Jesteś nadal w szoku.Też pewnie bym była ale...poczekaj kilka dni.Porozmawiaj z nim.Może coś się zmieni.
-Nic się nie zmieni Sam...-powiedziała idąc w moją stronę.
(#2) 32.Czasami życie ma dla nas za dużo niespodzianek.
Mila...
Czy można było czuć się gorzej niż ja teraz?
Nie wydaje mi się.
Od tamtego wydarzenia minęły cztery tygodnie a ja z dnia na dzień czułam się coraz gorzej.Nie wiedziałam co się ze mną dzieje.Na początku myślałam,że po prostu przeziębiłam się ale trzymało się to zbyt długo.Nie chciałam martwić Sam,była z Niallem taka szczęśliwa.Tylko patrzeć jak wyleci z domu i zamieszka z blondynem.Chociaż szczerze w najbliższym czasie nie szykuje się na ślub.Nie dziwie się jej.19 lat to trochę za młodo oddać się jednemu mężczyźnie.Co do mnie i Harrego to wpadliśmy w rutynę.Razem z One Direction mieli napięty grafik więc pisaliśmy ze sobą a od czasu do czasu gdzieś wychodziliśmy.Zwyczajne życie dawało mi się we znaki.Skończyłam z imprezami,wyścigami i bronią ponieważ Harry poprosił mnie o to zaraz po całym zajściu.Brakowało mi adrenaliny jak cholera.Brakowało mi Christiana.Zrobił to co zrobił ale był moim ojcem bardziej niż Howard.Co się z nim stało?Czemu aż tak bardzo mnie zranił?
Kolejny nudny dzień nastał w Londynie.Sam bardzo się mną opiekowała ponieważ tego tygodnia zemdlałam już 4 razy.Ona wiedziała tylko o 2.I dobrze.Nie potrzebnie by się martwiła.
-Mila.-usłyszałam głos Sam kiedy wychodziłam z łazienki po kolejnym incydencie żołądkowym.-Już w porządku?
-Tak.-odparłam.-Jest okey.
-Możemy porozmawiać?-w tonie jej głosu wywnioskowałam,że chciała mi coś powiedzieć ale cholernie się bała.Prawdopodobnie mojej reakcji.
-Pewnie.
Zeszłyśmy do salonu gdzie wiele się zmieniło od czasu wprowadzi.Nie chciałam,żeby cokolwiek przypominało mi już tego dzieciństwa i cholernego planu przez które mogłyśmy zginąć.
-Nie czujesz się jakoś...em...inaczej?-zapytała.
-Nieee?-skłamałam.
Szczerze to czułam się inaczej.Tak..ciężej.
-Bo widzisz...ostatnio źle się czujesz i...pomyślałam,że ci to kupie.-podeszła do szafki i wyjęła z niej biało różowe pakowanie.Od razu wiedziałam co to.
-Sam nie.-warknęłam czując nagły przypływ złości.-Nie ma mowy.
-Mila.Masz wszystkie objawy.Mało jesz.Dużo śpisz,masz omdlenia,wymiotujesz!Mila ty możesz być w ciąży.
-Nie Sam.-pokręciłam przecząco głową.-Nie mogę.
-Chociaż zrób go.Dla pewności.Musisz wiedzieć no!
-Nie!
-Boisz się rozumiem ale no...musisz wiedzieć.Miej to już z głowy.
Bałam się tak pierwszy raz w życiu.Nie mogłam być w ciąży.To było niemożliwe przecież dobrze się zabezpieczałam.Nie chce żadnego pieprzonego bachora.
-Ile jeszcze?-zapytałam Sam.która chodziła w tą i z powrotem po salonie.
-Chwila.
Westchnęłam i zaczęłam bawić się moimi paznokciami.Dlaczego to trwało tak cholernie długo no!
-Okey jest.-mruknęła Sam patrząc na test.Z jej miny nie mogłam wysnuć niczego.Posłałam jej pytające spojrzenie po czym usłyszałam:
-Gratulacje.-uśmiechnęła się.-Będziesz miała dziecko.Z Harrym.
Będziesz miała dziecko.Będziesz miała dziecko.Będziesz miała dziecko.Będziesz miała dziecko te słowa odbijały się echem w mojej głowie.Nie,nie,nie!To nie mogła być prawda!Nie!
Wstałam i z całych sił kopnęłam wazę,która rozbiła się na milion kawałeczków.
-Spokojnie.-powiedziała Sam.
-Spokojnie?!-krzyknęłam.-Spokojnie?!Jak ja mam być spokojna?!Sam jestem w ciąży!Mam to coś w sobie!
-Dziecko.-poprawiła mnie Sam.-Dziecko.
-To coś!Cholera co ja teraz zrobię?!
-Na początek uspokój się.-poprosiła i kazała usiąść mi na kanapie.-Musisz powiedzieć Harremu.
Popatrzyłam się na nią by wyczytać czy mówi serio.
-Nie ma mowy.
-Mila...
-Nie powiem mu i koniec!
-To co będziesz milczała całe 9 miesięcy?!Mila to jest też jego dziecko.Ma prawo wiedzieć.
Właśnie.Cholerny kretyn zrobił mi dziecko.W tym momencie nie myślałam jasno jednak czułam cholerny gniew,wręcz nienawiść.
-Słyszałaś co powiedziałam?-z zamyśleń wyrwał mnie głos mojej siostry.-Mówiłam,że nie masz innego wyjścia.Zadzwoń do niego i poproś żeby przyjechał.
-Nie będę go tutaj sprowadzała.Ma swoje sprawy.
-A ty jesteś najważniejszą.Posłuchaj jeśli ty do niego nie zadzwonisz ja to zrobię za ciebie.
-Nie odważysz się.-warknęłam.
Sam wyjęła telefon z kieszeni i zaczęła wpisywać numer.
-Nie!Sam nie!-rzuciłam się na nią.
-Zadzwonisz do niego?
-Nie teraz.
Nacisnęła coś na telefonie.Cholera tylko nie to.
-Sam!
-No cześć.-powiedziała.-Co tam u ciebie?
-Dobra w porządku zadzwonię do niego.Okey zadzwonię.
Dziewczyna kiwnęła głową i uśmiechnęła się szeroko.
-Tak Niall jest okey.
Mina mi zrzedła.Jak mogłam dać się tak nabrać.Boże...
Wróciłam do swojego pokoju i podeszłam do lustra.Podciągnęłam bluzkę i zaczęłam się przyglądać.Nie wiele się zmieniło.Brzuch trochę urósł ale był prawie niewidoczny.
-Przez ciebie będę miała masę problemów ale chyba już wiem jak je rozwiążę...
Czy można było czuć się gorzej niż ja teraz?
Nie wydaje mi się.
Od tamtego wydarzenia minęły cztery tygodnie a ja z dnia na dzień czułam się coraz gorzej.Nie wiedziałam co się ze mną dzieje.Na początku myślałam,że po prostu przeziębiłam się ale trzymało się to zbyt długo.Nie chciałam martwić Sam,była z Niallem taka szczęśliwa.Tylko patrzeć jak wyleci z domu i zamieszka z blondynem.Chociaż szczerze w najbliższym czasie nie szykuje się na ślub.Nie dziwie się jej.19 lat to trochę za młodo oddać się jednemu mężczyźnie.Co do mnie i Harrego to wpadliśmy w rutynę.Razem z One Direction mieli napięty grafik więc pisaliśmy ze sobą a od czasu do czasu gdzieś wychodziliśmy.Zwyczajne życie dawało mi się we znaki.Skończyłam z imprezami,wyścigami i bronią ponieważ Harry poprosił mnie o to zaraz po całym zajściu.Brakowało mi adrenaliny jak cholera.Brakowało mi Christiana.Zrobił to co zrobił ale był moim ojcem bardziej niż Howard.Co się z nim stało?Czemu aż tak bardzo mnie zranił?
Kolejny nudny dzień nastał w Londynie.Sam bardzo się mną opiekowała ponieważ tego tygodnia zemdlałam już 4 razy.Ona wiedziała tylko o 2.I dobrze.Nie potrzebnie by się martwiła.
-Mila.-usłyszałam głos Sam kiedy wychodziłam z łazienki po kolejnym incydencie żołądkowym.-Już w porządku?
-Tak.-odparłam.-Jest okey.
-Możemy porozmawiać?-w tonie jej głosu wywnioskowałam,że chciała mi coś powiedzieć ale cholernie się bała.Prawdopodobnie mojej reakcji.
-Pewnie.
Zeszłyśmy do salonu gdzie wiele się zmieniło od czasu wprowadzi.Nie chciałam,żeby cokolwiek przypominało mi już tego dzieciństwa i cholernego planu przez które mogłyśmy zginąć.
-Nie czujesz się jakoś...em...inaczej?-zapytała.
-Nieee?-skłamałam.
Szczerze to czułam się inaczej.Tak..ciężej.
-Bo widzisz...ostatnio źle się czujesz i...pomyślałam,że ci to kupie.-podeszła do szafki i wyjęła z niej biało różowe pakowanie.Od razu wiedziałam co to.
-Sam nie.-warknęłam czując nagły przypływ złości.-Nie ma mowy.
-Mila.Masz wszystkie objawy.Mało jesz.Dużo śpisz,masz omdlenia,wymiotujesz!Mila ty możesz być w ciąży.
-Nie Sam.-pokręciłam przecząco głową.-Nie mogę.
-Chociaż zrób go.Dla pewności.Musisz wiedzieć no!
-Nie!
-Boisz się rozumiem ale no...musisz wiedzieć.Miej to już z głowy.
Bałam się tak pierwszy raz w życiu.Nie mogłam być w ciąży.To było niemożliwe przecież dobrze się zabezpieczałam.Nie chce żadnego pieprzonego bachora.
-Ile jeszcze?-zapytałam Sam.która chodziła w tą i z powrotem po salonie.
-Chwila.
Westchnęłam i zaczęłam bawić się moimi paznokciami.Dlaczego to trwało tak cholernie długo no!
-Okey jest.-mruknęła Sam patrząc na test.Z jej miny nie mogłam wysnuć niczego.Posłałam jej pytające spojrzenie po czym usłyszałam:
-Gratulacje.-uśmiechnęła się.-Będziesz miała dziecko.Z Harrym.
Będziesz miała dziecko.Będziesz miała dziecko.Będziesz miała dziecko.Będziesz miała dziecko te słowa odbijały się echem w mojej głowie.Nie,nie,nie!To nie mogła być prawda!Nie!
Wstałam i z całych sił kopnęłam wazę,która rozbiła się na milion kawałeczków.
-Spokojnie.-powiedziała Sam.
-Spokojnie?!-krzyknęłam.-Spokojnie?!Jak ja mam być spokojna?!Sam jestem w ciąży!Mam to coś w sobie!
-Dziecko.-poprawiła mnie Sam.-Dziecko.
-To coś!Cholera co ja teraz zrobię?!
-Na początek uspokój się.-poprosiła i kazała usiąść mi na kanapie.-Musisz powiedzieć Harremu.
Popatrzyłam się na nią by wyczytać czy mówi serio.
-Nie ma mowy.
-Mila...
-Nie powiem mu i koniec!
-To co będziesz milczała całe 9 miesięcy?!Mila to jest też jego dziecko.Ma prawo wiedzieć.
Właśnie.Cholerny kretyn zrobił mi dziecko.W tym momencie nie myślałam jasno jednak czułam cholerny gniew,wręcz nienawiść.
-Słyszałaś co powiedziałam?-z zamyśleń wyrwał mnie głos mojej siostry.-Mówiłam,że nie masz innego wyjścia.Zadzwoń do niego i poproś żeby przyjechał.
-Nie będę go tutaj sprowadzała.Ma swoje sprawy.
-A ty jesteś najważniejszą.Posłuchaj jeśli ty do niego nie zadzwonisz ja to zrobię za ciebie.
-Nie odważysz się.-warknęłam.
Sam wyjęła telefon z kieszeni i zaczęła wpisywać numer.
-Nie!Sam nie!-rzuciłam się na nią.
-Zadzwonisz do niego?
-Nie teraz.
Nacisnęła coś na telefonie.Cholera tylko nie to.
-Sam!
-No cześć.-powiedziała.-Co tam u ciebie?
-Dobra w porządku zadzwonię do niego.Okey zadzwonię.
Dziewczyna kiwnęła głową i uśmiechnęła się szeroko.
-Tak Niall jest okey.
Mina mi zrzedła.Jak mogłam dać się tak nabrać.Boże...
Wróciłam do swojego pokoju i podeszłam do lustra.Podciągnęłam bluzkę i zaczęłam się przyglądać.Nie wiele się zmieniło.Brzuch trochę urósł ale był prawie niewidoczny.
-Przez ciebie będę miała masę problemów ale chyba już wiem jak je rozwiążę...
(#2) Prolog
Od ostatniego czasu w życiu naszej siódemki wiele się zmieniło. Zniknęły problemy z którymi musieli się borykać. Można by ulec pozorom że ich życie jest wręcz idealne. Nie, nie jest. Teraz jest nudne. Sam jest teraz cholernie szczęśliwa ze swoim prze idealnym narzeczonym. Niall jest oczywiście szczęśliwy z Sam. Czy można sobie wymarzyć nudniejszy związek? Nie sądzę. Martwię się, że do ich związku wkradnie się rutyna. A tego nie chce nikt. Pomogę im rozruszać ich idealne życie. Nie zapominajmy o Mili. Teraz się zmieniła. Przestała pić, imprezować, odpuściła sobie wyścigi. Zamienia się w grzeczną dziewczynkę? Nie ulegajmy pozorom. Jest też oczywiście jej chłopak, Harry. Ten to ma cierpliwość! Ta go pewnie zdradziła wiele razy, a ten dalej jej ufa i jest z nią. Też wieje nudą. Ale czy aby na pewno? Może Mila ma jakiś sekret którego nie chce ujawnić? Pomogę jej. Może Harry wcale nie jest taki cierpliwy? Wypróbujmy go. Może Sam wcale nie jest taka grzeczna? Sprawdzę to. Może Niall nie kocha Sam do takiego stopnia jakiego ona się spodziewa? Możliwe. Może One Direction wcale nie jest tak trwałe jak każdy myśli?
Jest wiele pytań, ale ja znajdę odpowiedź i sprawie że odechce im się żyć...
Jest wiele pytań, ale ja znajdę odpowiedź i sprawie że odechce im się żyć...
Część druga
Bardzo nam miło powiedzieć,że zaczynamy pisać drugą część.
OBSADA
OBSADA
Lily Collins jako Sam Howard
Mila Kunis jako Mila Teyne
Harry Styles jako on sam

Niall Horan jako on sam
Liam Payne jako on sam

Zayn Malik jako on sam
Louis Tomlinson jako on sam
Keegan Allen jako Toby Cavanaugh
Jai Brooks jako on sam
Emma Thompson jako Susan Howard
piątek, 1 sierpnia 2014
31.Dopiero gdy odejdziesz z mojej pamięci, będę wolna.
*Oczami Harrego*
Cholera,cholera,cholera.
Jechaliśmy już jakiś czas nie odzywając się do siebie ani słowem.Każdy bał się cokolwiek powiedzieć.Zayn nerwowo pukał w okno,Louis z kimś pisał,Liam rozmawiał z kimś przez telefon,Niall patrzył na Sam jak by miał widzieć ją ostatni raz w życiu a ja?Spoglądałem na swoje buty,które nigdy wcześniej nie wydawały się tak interesujące jak teraz.
-Jest gorzej niż na pogrzebie.-mruknęła moja dziewczyna wiercąc się na siedzeniu.Przynajmniej ona umiała rzucić jakimś komentarzem,który pomaga się rozluźnić.Mila spojrzała na nasze twarze i westchnęła.
-Okey.Posłuchajcie mnie,bo prawdopodobnie nie powtórzę tego nigdy więcej.Wszyscy jesteście ludźmi,którym zaufałam bardziej niż innym.Nie pokocham nigdy tak bardzo innych osób jak was.Nawet ciebie Payne.Ten sukinsyn nie zrobi wam krzywdy.Przysięgam na całe moje życie.Nie dotknie was.Jesteście najważniejszą częścią mojego życia.Nie pozwolę mu was zabrać.
Wszyscy byli pod wrażeniem nagłego przemówienia Mili.Prawdopodobnie pierwszy raz słyszeli,żeby mówiła o swoich uczuciach.Zmieniła się.I to bardzo.Nie przypominała mi już tej samej dziewczyny,którą spotkałem w restauracji.Była inna.
-To najsłodsza rzecz jaką w życiu powiedziałaś.-jęknęła Sam.-Oprócz tego Payna.To było akurat mega smutne.
Wszyscy zaczęli się śmiać.Radosne głosy w końcu ożywiły samochód.
-Razem jesteśmy najlepsi.-powiedział Tomlinson.-I kiedy się to w końcu skończy będziemy zachowywać się jak paczka najlepszych przyjaciół.
-Na zawsze.-powiedziałem.
-Na wieczność.-dodała reszta.
Po kilku minutach dojechaliśmy na miejsce.Katniss czekała już na nas przed wejściem.Pierwsze co zobaczyliśmy to masa ochroniarzy.O wiele więcej niż zazwyczaj.
-Okey.-zaczęła Katniss.-Ochroniarze są wszędzie.Sprawdzają gości przed wejściem,mają zdjęcie każdego.Kiedy tylko zobaczą Christiana,zgarną go.Tu macie słuchawki.-podała je dziewczynom.-Możecie się kontaktować ze wszystkimi ochroniarzami.Myślę,że wam się przyda.-zatrzymaliśmy się przed garderobą cały czas spięci.-Okey to chyba na tyle.Przebierajcie się.Zaraz zaczynamy.
Odeszła kilka kroków jednak po chwili krzyknęła.
-A i jeszcze jedno.Mila.-dziewczyna odwróciła się.-Dzisiaj możesz robić wszystko.Oczyszczam cię ze wszystkiego co zrobisz.Oczywiście są pewnie granice.
Mila kiwnęła głową i weszła do garderoby.Stała już w niej Lou czekając aż oddamy jej się by mogła przygotować nas na koncert.
Mila...
Po tym jak chłopaki zniknęli ja poszłam obejrzeć scenę i wszystkie zakamarki wokół niej. Musiałam się upewnić czy wszystko jest oby na pewno bezpieczne. Spojrzałam na Sam stojącej po przeciwnej stronie. Wyglądała na przejętą całą sprawą. No cóż. Kto by nie był? Może na zawsze stracić swojego narzeczonego i przyjaciół. I mnie... Westchnęłam ciężko po czym zostałam brutalnie poturbowana przez kompletnie nieznajomego mi faceta biegającego z słuchawkami na uszach i podkładką reklamującą jakąś firmę. Nie rozumiałam tego całego pośpiechu. Dla mnie przygotowania do koncertu mogły trwać w nieskończoność. Ci ludzie nie zdawali sobie sprawy co może się tu zdarzyć dziś wieczorem.
-Panowie macie siedem minut! - usłyszałam wysoki głos, ale nie miałam najmniejszych wątpliwości że należy do mężczyzny. Spojrzałam na bajecznie przygotowanych chłopaków i zrobiło mi się dość słabo na myśl że być może widzę ich ostatni raz.
-Pięć minut! - przypominał głos.
-Wchodzimy na ten podest a później on nas unosi. - wyjaśnił z przerażeniem Harry.
-Spokojnie. Wszystko będzie dobrze. - uspokoiłam go, choć sama miałam do tego wątpliwości.-Powodzenia.-podeszłam do mojego chłopaka i mocno wpiłam się w jego malinowe usta.
Podobno tak na prawdę kocha się raz w życiu.Skoro tak.Nie mogłam go stracić.Moje serce nie przeżyłoby tego.Jego zapach.Sposób w jaki mnie trzymał.Idealne ciało.Nie!On dzisiaj nie zginie!
-Kochanie.-usłyszałam zachrypnięty głos.-Musisz mnie puścić.
Dopiero wtedy zdałam sobie sprawę,że w przyczepiłam się do niego jak pijawka.Odchrząknęłam odsuwając się od chłopaka.
-To co Sam?-zagadnęłam gdy zostałyśmy same.-Przedstawienie czas zacząć.
Chłopaki robili niesamowite show.Głos całej piątki był przepiękny.Jak śpiew syren,tyle że męskich.Obserwowałam wszystkich próbując wyszukać jednej twarzy.Niestety nie mogłam jej znaleźć.Byłam pewna,całkowicie pewna,że sam będzie chciał zakończyć całą tą zabawę.
Nagle mój brzuch przeszył ból.Starałam się nie pokazywać tego Sam,żeby się nie martwiła.Jak na taką delikatną i kruchą osóbkę miała już wyjątkowo dużo zmartwień.
-Wszystko w porządku?-zapytała dziewczyna.
Byłam dupną aktorką.
-Tak.
-Na pewno?
-Tak.-powtórzyłam i zmieniłam temat.-Dlaczego nie atakuje?Ma idealne warunki,Boże...Dlaczego nic się nie dzieje?!
Jak na zawołanie usłyszeliśmy alarm przeciw pożarowy.
-Katniss co się dzieje?-spytała Sam.
-Nie mam pojęcia...-odezwała się.
Wszyscy zaczęli uciekać ile tylko sił w nogach.Sam od razu wyskoczyła jak torpeda w stronę chłopaków.
-Sam idź z nimi do garderoby i tam zaczekajcie.-rozkazała Katniss.-Mila.
-Już się robi.-odparłam.
Weszłam na ogromną scenę i zaczęłam iść w kierunku kobiety.Christian nie mógł zrobić tego na oczach całej widowni dlatego...
-Cholera jasna.-mruknęłam do siebie.
Tego właśnie chciał!Chaosu!Braku świadków.Skoro teraz są w jednym miejscu z dziewczyną,którą najłatwiej jest zlikwidować to...
Pędziłam ile sił w nogach w stronę garderoby.Co jeśli już ich zabił...co jeśli się spóźniłam?Nie,nie mogę.Skręciłam w korytarz prowadzący do pomieszczenia.Przed drzwiami stał chłopak z bronią w ręku.Boże dzięki ci za tłumik!
Szybko pozbyłam się chłopaka kulką w pierś.Nie było nawet słychać kiedy go trafiłam.Podeszłam bliżej drzwi gdzie słyszałam krzyki.
-Zostaw ich!-Sam płakała.Słyszałam to po jej głosie.
-Zamknij się mała.Ciebie też załatwię ale najpierw będziesz patrzyła jak twoi przyjaciele zdychają.-Głos Christiana jak zawsze był olśniewający.
-Chyba,że sam prędzej to zrobisz.-warknęłam.Mężczyzna odwrócił się z uśmiechem na ustach.
-Tak myślałem,że nie długo do nas dołączysz,skarbie-mruknął szczęśliwy jak nigdy.-Nie było by zabawy bez ciebie.
-Traktowałam cię jak ojca sukinsyniu.Jak ojca...-powiedziałam.-Wychowałeś mnie.Ufałam ci.Cholernie ci ufałam jak nikomu innemu.
-Dlatego nie strzelisz.Nie zrobiłabyś tego.Kochanie...Dobrze wiesz,że oprócz mnie nie masz nikogo,kto cię zrozumie.Oni?-wskazał na 1D.-Ona?-po policzkach Sam płynęły łzy.Tak gorzkie jak było to możliwe.-Nie zrozumieją kogoś takiego jak nasza dwójka.Jesteśmy po prostu inni.
Jego słowa raniły.Poczułam pierwszy raz w życiu,że ktoś wbił nóż w moje serce i powoli go przekręcał by ranić mnie bardziej.
-Daj mi dokończyć to co zacząłem.Później uciekniemy stąd gdziekolwiek będziesz chciała.Razem.Bądź mądrą dziewczynką.
-Podoba mi się to rozwiązanie.-przyznałam.-Tylko bez jednego elementu.Ciebie.
Kula przeszyła mu płuco.Kiedy chciał wziąć broń Sam kopnęła ją gdzieś w inną stronę.
-Głupia...
-Nie wysilaj się.Pożegnaj ode mnie diabła.-tym razem byłam pewna że kula trafiła w jego serce.O ile jeszcze je miał.
Wszyscy odetchnęli z ulgą.
Sam rzuciła się na Nialla jak lwica.Ja nadal stałam nad Christianem.
-Mila.-powiedział Harry z troską w głosie.
-Traktowałam go jak ojca.-popatrzyłam na niego a po moich policzkach poleciała łza.-Nie powinno się zabijać własnego ojca...
Koniec części pierwszej.
Chciałabym bardzo podziękować wszystkim tym którzy czytali,komentowali i byli ze mną i Olą kiedy pisałyśmy.Jesteście niesamowici xD
Cholera,cholera,cholera.
Jechaliśmy już jakiś czas nie odzywając się do siebie ani słowem.Każdy bał się cokolwiek powiedzieć.Zayn nerwowo pukał w okno,Louis z kimś pisał,Liam rozmawiał z kimś przez telefon,Niall patrzył na Sam jak by miał widzieć ją ostatni raz w życiu a ja?Spoglądałem na swoje buty,które nigdy wcześniej nie wydawały się tak interesujące jak teraz.
-Jest gorzej niż na pogrzebie.-mruknęła moja dziewczyna wiercąc się na siedzeniu.Przynajmniej ona umiała rzucić jakimś komentarzem,który pomaga się rozluźnić.Mila spojrzała na nasze twarze i westchnęła.
-Okey.Posłuchajcie mnie,bo prawdopodobnie nie powtórzę tego nigdy więcej.Wszyscy jesteście ludźmi,którym zaufałam bardziej niż innym.Nie pokocham nigdy tak bardzo innych osób jak was.Nawet ciebie Payne.Ten sukinsyn nie zrobi wam krzywdy.Przysięgam na całe moje życie.Nie dotknie was.Jesteście najważniejszą częścią mojego życia.Nie pozwolę mu was zabrać.
Wszyscy byli pod wrażeniem nagłego przemówienia Mili.Prawdopodobnie pierwszy raz słyszeli,żeby mówiła o swoich uczuciach.Zmieniła się.I to bardzo.Nie przypominała mi już tej samej dziewczyny,którą spotkałem w restauracji.Była inna.
-To najsłodsza rzecz jaką w życiu powiedziałaś.-jęknęła Sam.-Oprócz tego Payna.To było akurat mega smutne.
Wszyscy zaczęli się śmiać.Radosne głosy w końcu ożywiły samochód.
-Razem jesteśmy najlepsi.-powiedział Tomlinson.-I kiedy się to w końcu skończy będziemy zachowywać się jak paczka najlepszych przyjaciół.
-Na zawsze.-powiedziałem.
-Na wieczność.-dodała reszta.
Po kilku minutach dojechaliśmy na miejsce.Katniss czekała już na nas przed wejściem.Pierwsze co zobaczyliśmy to masa ochroniarzy.O wiele więcej niż zazwyczaj.
-Okey.-zaczęła Katniss.-Ochroniarze są wszędzie.Sprawdzają gości przed wejściem,mają zdjęcie każdego.Kiedy tylko zobaczą Christiana,zgarną go.Tu macie słuchawki.-podała je dziewczynom.-Możecie się kontaktować ze wszystkimi ochroniarzami.Myślę,że wam się przyda.-zatrzymaliśmy się przed garderobą cały czas spięci.-Okey to chyba na tyle.Przebierajcie się.Zaraz zaczynamy.
Odeszła kilka kroków jednak po chwili krzyknęła.
-A i jeszcze jedno.Mila.-dziewczyna odwróciła się.-Dzisiaj możesz robić wszystko.Oczyszczam cię ze wszystkiego co zrobisz.Oczywiście są pewnie granice.
Mila kiwnęła głową i weszła do garderoby.Stała już w niej Lou czekając aż oddamy jej się by mogła przygotować nas na koncert.
Mila...
Po tym jak chłopaki zniknęli ja poszłam obejrzeć scenę i wszystkie zakamarki wokół niej. Musiałam się upewnić czy wszystko jest oby na pewno bezpieczne. Spojrzałam na Sam stojącej po przeciwnej stronie. Wyglądała na przejętą całą sprawą. No cóż. Kto by nie był? Może na zawsze stracić swojego narzeczonego i przyjaciół. I mnie... Westchnęłam ciężko po czym zostałam brutalnie poturbowana przez kompletnie nieznajomego mi faceta biegającego z słuchawkami na uszach i podkładką reklamującą jakąś firmę. Nie rozumiałam tego całego pośpiechu. Dla mnie przygotowania do koncertu mogły trwać w nieskończoność. Ci ludzie nie zdawali sobie sprawy co może się tu zdarzyć dziś wieczorem.
-Panowie macie siedem minut! - usłyszałam wysoki głos, ale nie miałam najmniejszych wątpliwości że należy do mężczyzny. Spojrzałam na bajecznie przygotowanych chłopaków i zrobiło mi się dość słabo na myśl że być może widzę ich ostatni raz.
-Pięć minut! - przypominał głos.
-Wchodzimy na ten podest a później on nas unosi. - wyjaśnił z przerażeniem Harry.
-Spokojnie. Wszystko będzie dobrze. - uspokoiłam go, choć sama miałam do tego wątpliwości.-Powodzenia.-podeszłam do mojego chłopaka i mocno wpiłam się w jego malinowe usta.
Podobno tak na prawdę kocha się raz w życiu.Skoro tak.Nie mogłam go stracić.Moje serce nie przeżyłoby tego.Jego zapach.Sposób w jaki mnie trzymał.Idealne ciało.Nie!On dzisiaj nie zginie!
-Kochanie.-usłyszałam zachrypnięty głos.-Musisz mnie puścić.
Dopiero wtedy zdałam sobie sprawę,że w przyczepiłam się do niego jak pijawka.Odchrząknęłam odsuwając się od chłopaka.
-To co Sam?-zagadnęłam gdy zostałyśmy same.-Przedstawienie czas zacząć.
Chłopaki robili niesamowite show.Głos całej piątki był przepiękny.Jak śpiew syren,tyle że męskich.Obserwowałam wszystkich próbując wyszukać jednej twarzy.Niestety nie mogłam jej znaleźć.Byłam pewna,całkowicie pewna,że sam będzie chciał zakończyć całą tą zabawę.
Nagle mój brzuch przeszył ból.Starałam się nie pokazywać tego Sam,żeby się nie martwiła.Jak na taką delikatną i kruchą osóbkę miała już wyjątkowo dużo zmartwień.
-Wszystko w porządku?-zapytała dziewczyna.
Byłam dupną aktorką.
-Tak.
-Na pewno?
-Tak.-powtórzyłam i zmieniłam temat.-Dlaczego nie atakuje?Ma idealne warunki,Boże...Dlaczego nic się nie dzieje?!
Jak na zawołanie usłyszeliśmy alarm przeciw pożarowy.
-Katniss co się dzieje?-spytała Sam.
-Nie mam pojęcia...-odezwała się.
Wszyscy zaczęli uciekać ile tylko sił w nogach.Sam od razu wyskoczyła jak torpeda w stronę chłopaków.
-Sam idź z nimi do garderoby i tam zaczekajcie.-rozkazała Katniss.-Mila.
-Już się robi.-odparłam.
Weszłam na ogromną scenę i zaczęłam iść w kierunku kobiety.Christian nie mógł zrobić tego na oczach całej widowni dlatego...
-Cholera jasna.-mruknęłam do siebie.
Tego właśnie chciał!Chaosu!Braku świadków.Skoro teraz są w jednym miejscu z dziewczyną,którą najłatwiej jest zlikwidować to...
Pędziłam ile sił w nogach w stronę garderoby.Co jeśli już ich zabił...co jeśli się spóźniłam?Nie,nie mogę.Skręciłam w korytarz prowadzący do pomieszczenia.Przed drzwiami stał chłopak z bronią w ręku.Boże dzięki ci za tłumik!
Szybko pozbyłam się chłopaka kulką w pierś.Nie było nawet słychać kiedy go trafiłam.Podeszłam bliżej drzwi gdzie słyszałam krzyki.
-Zostaw ich!-Sam płakała.Słyszałam to po jej głosie.
-Zamknij się mała.Ciebie też załatwię ale najpierw będziesz patrzyła jak twoi przyjaciele zdychają.-Głos Christiana jak zawsze był olśniewający.
-Chyba,że sam prędzej to zrobisz.-warknęłam.Mężczyzna odwrócił się z uśmiechem na ustach.
-Tak myślałem,że nie długo do nas dołączysz,skarbie-mruknął szczęśliwy jak nigdy.-Nie było by zabawy bez ciebie.
-Traktowałam cię jak ojca sukinsyniu.Jak ojca...-powiedziałam.-Wychowałeś mnie.Ufałam ci.Cholernie ci ufałam jak nikomu innemu.
-Dlatego nie strzelisz.Nie zrobiłabyś tego.Kochanie...Dobrze wiesz,że oprócz mnie nie masz nikogo,kto cię zrozumie.Oni?-wskazał na 1D.-Ona?-po policzkach Sam płynęły łzy.Tak gorzkie jak było to możliwe.-Nie zrozumieją kogoś takiego jak nasza dwójka.Jesteśmy po prostu inni.
Jego słowa raniły.Poczułam pierwszy raz w życiu,że ktoś wbił nóż w moje serce i powoli go przekręcał by ranić mnie bardziej.
-Daj mi dokończyć to co zacząłem.Później uciekniemy stąd gdziekolwiek będziesz chciała.Razem.Bądź mądrą dziewczynką.
-Podoba mi się to rozwiązanie.-przyznałam.-Tylko bez jednego elementu.Ciebie.
Kula przeszyła mu płuco.Kiedy chciał wziąć broń Sam kopnęła ją gdzieś w inną stronę.
-Głupia...
-Nie wysilaj się.Pożegnaj ode mnie diabła.-tym razem byłam pewna że kula trafiła w jego serce.O ile jeszcze je miał.
Wszyscy odetchnęli z ulgą.
Sam rzuciła się na Nialla jak lwica.Ja nadal stałam nad Christianem.
-Mila.-powiedział Harry z troską w głosie.
-Traktowałam go jak ojca.-popatrzyłam na niego a po moich policzkach poleciała łza.-Nie powinno się zabijać własnego ojca...
Koniec części pierwszej.
Chciałabym bardzo podziękować wszystkim tym którzy czytali,komentowali i byli ze mną i Olą kiedy pisałyśmy.Jesteście niesamowici xD
30.Nie poznamy prawdy, nie znając przyczyny.
Sam...
Wielki dzień w końcu nadszedł.Nie mogłam w to uwierzyć.Dzisiejszego wieczoru mogłam go stracić.Na zawsze.Starałam nie dopuszczać do siebie myśli,że tak może się stać jednak w głębi mojej podświadomości ta myśl była cały czas obecna.
Zbliżała się druga po południu a Mila nadal siedziała u siebie.Po wizycie Nata od razu poszła spać.Postanowiłam powiedzieć jej,że powinnyśmy już się szykować więc wspięłam się po schodkach i zapukałam do drzwi.Nikt mi nie odpowiedział.Pchnęłam drzwi.
W łóżku pod kołdrą leżała zwinięta w kulkę brunetka.Usiadłam na skraju łóżka i potrząsnęłam "Śpiącą Królewnie".
-Mila,wstawaj.-powiedziałam jednak dziewczyna coś tam mruknęła i dalej drzemała.-Słyszysz?Wiem,że ci się nie chce ale musimy się szykować.
-Daj mi pięć minut.-jęknęła rozespana.
Dziwne.Nigdy nie spała na dużo a szczerze mówiąc prawie wcale.Miała często bezsenne noce i właśnie wtedy włóczyła się po klubach.
-Powiesz mi co się dzieje?-zapytałam.
Podniosła swoje zwłoki i popatrzyła na mnie wkurzona.
-Mówiłam,że nic mi nie jest!-krzyknęła.-Dajcie mi kurwa święty spokój.
-Ale przecież widzę.Wiesz,że mnie możesz powiedzieć wszystko.
-Nic mi nie jest.Może trochę się przeziębiłam i tyle.-odrzuciła kołdrę na bok.
-Wiem,że kłamiesz ale skoro nie chcesz powiedzieć to nie.-wzruszyłam ramionami wstając.-Nie będę cię do niczego zmuszała.Jak nie to nie.
-Tak!Zawsze wierzyłam,że będziesz normalna.-uśmiechnęła się z sarkazmem po czym spytała.-Która godzina?
-Po drugiej.
-O matko.
Wyszła z pokoju i zbiegła po schodach.Poszłam za nią wiedząc,że będę musiała z nią porozmawiać na temat koncertu.
-Masz pewność,że wyjdziemy z tego cało?-zapytałam opierając się o blat w kuchni.
-Zapewnię,ktoś ucierpi.-przyznała a moje mięśnie napięły się.-Musisz mi coś obiecać Sam.
-Ale...
-Obiecaj.
-W porządku.O co chodzi?
-Cokolwiek by się działo chronisz siebie i chłopaków.-sięgnęła po kubek by zrobić sobie kawy.
-A co z tobą?-przestraszyłam się.
-Poradzę sobie.Obiecaj mi to.O nic więcej nie proszę.
-W porządku.-kiwnęłam głową niechętnie.
-Pójdę się szykować.Podjedziemy do Katniss,chłopaki już tam są.
-Nic nie zjesz?-zapytałam.
-Nie jestem jakoś specjalnie głodna.-zniknęła w pokoju.
Miała rację.Powinnyśmy się już szykować.
Wzięłam prysznic i nałożyłam na siebie <KLIK>.Wybrałam numer Nialla i po chwili odebrał.W jego głosie słyszałam niepokój.
-Będziemy u was za jakąś godzinę okey?
-Dobrze.Jak się czujesz?
-Jak przed egzaminem,który ma zaważyć na całym moim życiu.
-Nie byłem w szkole od dość dawna więc nie pamiętam jak to było.Ale powiedzmy,że tak samo mocno.
-Nie martw się.Wszystko będzie dobrze.
-Wierzysz w to?
-Tak.
Po kilku minutach zeszła Mila ubrana w <KLIK>.Poszłyśmy do garażu gdzie stało auto Mili.Choć nie chciałam żeby prowadziła ale nie miałam co się sprzeczać.
Wsiadłyśmy do auta i od razu pojechałyśmy do Katniss. Oczywiście Mila prowadziła jak szalona. Miałam wrażenie że nie może zdjąć nogi z pedału gazu.
-Możesz zwolnić? Inaczej zabijesz nas zanim gdziekolwiek dotrzemy.-Zaprotestowałam
-Jesteś taka nudna. - warknęła.
-Po prostu wolę żyć. - zaprzeczyłam.
Po tym nie odzywałyśmy się do siebie aż do domu Katniss. Chłopaki już tam byli. Drzwi otworzył nam roztrzęsiony Harry.
-Spokojnie będzie dobrze. - uspokoiła go pocałunkiem Mila. Ta to umiała uspokajać...
W salonie spotkałam małą dziewczynkę z brązowymi włosami.Siedziała przy stoliku i coś rysowała.Czy to o niej mówiła Mila kiedy powiedziała,że jeśli Katniss zdradzi zrobi coś jej bliskiej osobie?Nie to nie możliwe.Nie skrzywdziła by tak ślicznej dziewczynki.
-Dobra.Przy wejściach mamy po dwóch strażników.Każdy z was ma po dwóch plus wy dziewczyny.Ja widzę wszystko z góry.Macie kontakt ze wszystkimi ochroniarzami na bieżąco.-mówiła po czym spojrzała na swoją córeczkę,która usiadła na kolanach zdziwionej Mili.-Mam nadzieję,że wszystko pójdzie dobrze i nikomu z was się nic nie stanie.
-W życiu trzeba być optymistą.-mruknęłam zdenerwowana.Ścisnęłam rękę Nialla.
-Powinnyśmy się zbierać.-zauważyła Katniss wstając i podchodząc do szafki.Wyjęła z niej jakieś pudełko.-Masz.-rzuciła w stronę Mili.-Nie było go łatwo zdobyć.
-Co to jest?-spytałam zaciekawiona jednak gdy zobaczyłam co to jest,zamarłam<KLIK>.
-Chyba nie zamierzasz...?-Harry chciał zaprotestować jednak dziewczyna była zbyt zafascynowana swoją nową zabawką.-Dlaczego jej na to pozwoliłaś?
-Ma was chronić.Nie ważne jak.-wzruszyła ramionami policjantka.-Poza tym nie zrobi niczego głupiego.Prawda?-zwróciła się do brunetki.
-Oczywiście.-uśmiechnęła się tak szyderczo jak tylko mogła.
Po kilku minutach ktoś zapukał do drzwi.
-Zaraz przyjdę.-powiedziała Katniss i zniknęła w przedpokoju.
-Jesteś chora.-od razu ją zbeształam.
-Dużo osób ostatnio mi to mówi.-włożyła broń za spodnie.Ciekawe po kim miała ten nawyk.Ach...ojciec zawsze robił to samo...
-Okey,możemy jechać.-wróciła do pokoju Katniss.Wszyscy poderwali się z miejsca i poszli w stronę wyjścia.
-Masz jakiś plan?-szepnęłam do Mili.
-Tak.Zabić tego skurwiela.
Wielki dzień w końcu nadszedł.Nie mogłam w to uwierzyć.Dzisiejszego wieczoru mogłam go stracić.Na zawsze.Starałam nie dopuszczać do siebie myśli,że tak może się stać jednak w głębi mojej podświadomości ta myśl była cały czas obecna.
Zbliżała się druga po południu a Mila nadal siedziała u siebie.Po wizycie Nata od razu poszła spać.Postanowiłam powiedzieć jej,że powinnyśmy już się szykować więc wspięłam się po schodkach i zapukałam do drzwi.Nikt mi nie odpowiedział.Pchnęłam drzwi.
W łóżku pod kołdrą leżała zwinięta w kulkę brunetka.Usiadłam na skraju łóżka i potrząsnęłam "Śpiącą Królewnie".
-Mila,wstawaj.-powiedziałam jednak dziewczyna coś tam mruknęła i dalej drzemała.-Słyszysz?Wiem,że ci się nie chce ale musimy się szykować.
-Daj mi pięć minut.-jęknęła rozespana.
Dziwne.Nigdy nie spała na dużo a szczerze mówiąc prawie wcale.Miała często bezsenne noce i właśnie wtedy włóczyła się po klubach.
-Powiesz mi co się dzieje?-zapytałam.
Podniosła swoje zwłoki i popatrzyła na mnie wkurzona.
-Mówiłam,że nic mi nie jest!-krzyknęła.-Dajcie mi kurwa święty spokój.
-Ale przecież widzę.Wiesz,że mnie możesz powiedzieć wszystko.
-Nic mi nie jest.Może trochę się przeziębiłam i tyle.-odrzuciła kołdrę na bok.
-Wiem,że kłamiesz ale skoro nie chcesz powiedzieć to nie.-wzruszyłam ramionami wstając.-Nie będę cię do niczego zmuszała.Jak nie to nie.
-Tak!Zawsze wierzyłam,że będziesz normalna.-uśmiechnęła się z sarkazmem po czym spytała.-Która godzina?
-Po drugiej.
-O matko.
Wyszła z pokoju i zbiegła po schodach.Poszłam za nią wiedząc,że będę musiała z nią porozmawiać na temat koncertu.
-Masz pewność,że wyjdziemy z tego cało?-zapytałam opierając się o blat w kuchni.
-Zapewnię,ktoś ucierpi.-przyznała a moje mięśnie napięły się.-Musisz mi coś obiecać Sam.
-Ale...
-Obiecaj.
-W porządku.O co chodzi?
-Cokolwiek by się działo chronisz siebie i chłopaków.-sięgnęła po kubek by zrobić sobie kawy.
-A co z tobą?-przestraszyłam się.
-Poradzę sobie.Obiecaj mi to.O nic więcej nie proszę.
-W porządku.-kiwnęłam głową niechętnie.
-Pójdę się szykować.Podjedziemy do Katniss,chłopaki już tam są.
-Nic nie zjesz?-zapytałam.
-Nie jestem jakoś specjalnie głodna.-zniknęła w pokoju.
Miała rację.Powinnyśmy się już szykować.
Wzięłam prysznic i nałożyłam na siebie <KLIK>.Wybrałam numer Nialla i po chwili odebrał.W jego głosie słyszałam niepokój.
-Będziemy u was za jakąś godzinę okey?
-Dobrze.Jak się czujesz?
-Jak przed egzaminem,który ma zaważyć na całym moim życiu.
-Nie byłem w szkole od dość dawna więc nie pamiętam jak to było.Ale powiedzmy,że tak samo mocno.
-Nie martw się.Wszystko będzie dobrze.
-Wierzysz w to?
-Tak.
Po kilku minutach zeszła Mila ubrana w <KLIK>.Poszłyśmy do garażu gdzie stało auto Mili.Choć nie chciałam żeby prowadziła ale nie miałam co się sprzeczać.
Wsiadłyśmy do auta i od razu pojechałyśmy do Katniss. Oczywiście Mila prowadziła jak szalona. Miałam wrażenie że nie może zdjąć nogi z pedału gazu.
-Możesz zwolnić? Inaczej zabijesz nas zanim gdziekolwiek dotrzemy.-Zaprotestowałam
-Jesteś taka nudna. - warknęła.
-Po prostu wolę żyć. - zaprzeczyłam.
Po tym nie odzywałyśmy się do siebie aż do domu Katniss. Chłopaki już tam byli. Drzwi otworzył nam roztrzęsiony Harry.
-Spokojnie będzie dobrze. - uspokoiła go pocałunkiem Mila. Ta to umiała uspokajać...
W salonie spotkałam małą dziewczynkę z brązowymi włosami.Siedziała przy stoliku i coś rysowała.Czy to o niej mówiła Mila kiedy powiedziała,że jeśli Katniss zdradzi zrobi coś jej bliskiej osobie?Nie to nie możliwe.Nie skrzywdziła by tak ślicznej dziewczynki.
-Dobra.Przy wejściach mamy po dwóch strażników.Każdy z was ma po dwóch plus wy dziewczyny.Ja widzę wszystko z góry.Macie kontakt ze wszystkimi ochroniarzami na bieżąco.-mówiła po czym spojrzała na swoją córeczkę,która usiadła na kolanach zdziwionej Mili.-Mam nadzieję,że wszystko pójdzie dobrze i nikomu z was się nic nie stanie.
-W życiu trzeba być optymistą.-mruknęłam zdenerwowana.Ścisnęłam rękę Nialla.
-Powinnyśmy się zbierać.-zauważyła Katniss wstając i podchodząc do szafki.Wyjęła z niej jakieś pudełko.-Masz.-rzuciła w stronę Mili.-Nie było go łatwo zdobyć.
-Co to jest?-spytałam zaciekawiona jednak gdy zobaczyłam co to jest,zamarłam<KLIK>.
-Chyba nie zamierzasz...?-Harry chciał zaprotestować jednak dziewczyna była zbyt zafascynowana swoją nową zabawką.-Dlaczego jej na to pozwoliłaś?
-Ma was chronić.Nie ważne jak.-wzruszyła ramionami policjantka.-Poza tym nie zrobi niczego głupiego.Prawda?-zwróciła się do brunetki.
-Oczywiście.-uśmiechnęła się tak szyderczo jak tylko mogła.
Po kilku minutach ktoś zapukał do drzwi.
-Zaraz przyjdę.-powiedziała Katniss i zniknęła w przedpokoju.
-Jesteś chora.-od razu ją zbeształam.
-Dużo osób ostatnio mi to mówi.-włożyła broń za spodnie.Ciekawe po kim miała ten nawyk.Ach...ojciec zawsze robił to samo...
-Okey,możemy jechać.-wróciła do pokoju Katniss.Wszyscy poderwali się z miejsca i poszli w stronę wyjścia.
-Masz jakiś plan?-szepnęłam do Mili.
-Tak.Zabić tego skurwiela.
wtorek, 22 kwietnia 2014
29."Bardziej od pieniędzy, potrzebujesz miłości. Miłość to siła nabywcza szczęścia."
Niall...
Od kiedy zaręczyłem się z Sam, wszystko było cudowne. Sam wyszła ze szpitala, co prawda jeszcze obita i znów przerażona, ale żywa. Nawet Mila i Harry zdawali się być o wiele szczęśliwsi niż zwykle. Nareszcie wszystko było... idealnie.
Dzień koncertu zbliżał się wielkimi krokami dlatego dziewczyny zaprosiły nas na kolacje abyśmy omówili wszystko jeszcze raz.Nie mogłem dopuścić do siebie myśli,że mógł bym stracić kogoś na kim mi zależy.Sam,Harrego,Zayna,Liama...Mile z resztą też.Ta dziewczyna działała mi na nery ale bez niej było by jakoś tak nudno.
Przyjechaliśmy z chłopakami dwoma autami pod dom dziewczyn.Szczerze to był dom Cary ale,że się wyprowadziło po incydencie z Harrym,choć nie do końca wiedziałem dlaczego.Przecież to był jej dom.
Zapukaliśmy do drzwi.Po chwili otworzyła je Sam ubrana w <KLIK>.Wyglądała pięknie.Jak zawsze.
Pocałowałem ją w usta delikatnie po czym zaprosiła wszystkich do środka.W domu zapachniało jakimś ciastem.
-Czyż byś zaczęła robić za cukiernika?-zaśmiał się Louis,zdejmując kurtkę.
-Ja tylko pomagałam.-uśmiechnęła się.
Ze schodów zbiegła Mila ubrana w <KLIK>Wyglądała na wycieńczoną jednak ze wszystkich sił starała się to ukryć.Przywitała się z nami i popędziła do kuchni.
Usiedliśmy na kanapie i zaczęliśmy się śmiać kiedy Mila przyniosła roladki z truskawkami.
-Wyglądają wyśmienicie.-mruknął Liam,biorąc jedną.
-I tak samo smakują.-powiedziałem z pełnymi ustami na co wszyscy zaczęli się śmiać.
Sam usiadła obok mnie i złapała za rękę.Nastała minuta ciszy.Każdy wiedział po co tu przyszliśmy więc watro było już zaczynać.
-Dobra.Więc...-zacząłem.
-Na wstępie mówię,że nic wam nie będzie.-przerwała mi Mila.
-Nie był bym tego taki pewny.-jęknął Zayn.-Sami mówiliście,że jest jednym z najlepszych.
-Myślę,że znajdzie sposób żeby dostać się na scenę.-dodał Louis.
-Miejmy nadzieję,że nie.
Nagle rozległ się dzwonek do drzwi.
-Spodziewacie się kogoś?-spytał.
-Nie.-mruknęła brunetka.-Zostań tu.-dodała widząc jak Sam ruszyła się by pójść z nią.
Nasłuchiwaliśmy jak otwiera drzwi i po chwili krzyczy.
-Matko!
Chcieliśmy się już ruszyć kiedy usłyszeliśmy dalszą konwersacje.
-Nat,co tu robisz?
-Przyszedłem do ciebie.
-Nie mogę teraz.
-Spotkamy się później,choć wolał bym z tobą pogadać teraz.
-Dzisiaj o dziesiątej?
-W porządku.Do zobaczenia.
-Hej.-zatrzymał ją jeszcze na chwile,ponieważ chyba chciała zamknąć drzwi.-Kiepsko wyglądasz.Wszystko okey?
-Tak.-odpowiedziała szybko.-O dziesiątej.
Po chwili wróciła do nas.
-Katniss będzie was broniła.Ona przejęła stanowisko Howarda.-mówiła dalej jak gdyby nie było tu przed chwilą Nata.
-Masz pewność,że nie współpracuje z Christianem?-zapytał Harry.
-Tak mam.Nie zdradziła,ani nie zdradzi wiem to.W razie czego znam jej słaby punkt.-usiadła na kolana loczkowi.
-Jaki?-dopytywałem się.
-Ma córeczkę.Kto wie co może jej się stać.
-Mila chyba nie chcesz...-zaprotestował Harry jednak brunetka przerwała mu.
-Zrobię to co słuszne,żeby was chronić okey?A kto zdradzi zapłaci wysoką cenę.Nie ważne kto ucierpi.
-Jesteś chora.-mruknął Liam.
-Liam to gra.Zginiesz ty i twoi przyjaciele albo on.Zawsze jest o krok przed nami.Nie wiem dlaczego.Nie wiem jak on to robi.Jednak cały czas nas zaskakuje.
Wszyscy pogrążyli się w swoich myślach.Chciałem zmienić temat na jakiś śmieszniejszy.Nie miałem zamiaru siedzieć tu i myśleć nad tym czego nie mogłem znieść.
-Dlaczego nie jest?-zwróciłem się do Mili.
-Nie jestem głodna.-odparła nonszalancko.
Sam...
Stałam w kuchni myjąc naczynia kiedy Harry przyniósł mi kolejną porcję talerzy.
-Możemy chwile porozmawiać?-zapytałam wycierając ręce o ściereczkę.
-Pewnie.Coś się stało?-oparł się o blat.
-Chodzi o Mile.Nie je nic od dwóch dni.Zrobiła się jakaś drażliwa i cały czas śpi.Ledwo co wyciągnęłam ją z łózka.Nie chce mi nic powiedzieć...Może ty...mógł byś z niej coś wyciągnąć?
-Jasne postaram się.-kiwnął głową.-Dzięki,że mi powiedziałaś.Wiesz gdzie teraz jest?
-W swoim pokoju.
Harry...
Zapukałem do pokoju jednak nikt mi nie odpowiedział.Ponowiłem czynność jednak nadal odpowiedziała mi cisza.Nacisnąłem klamkę i zdziwiłem się,że drzwi były otwarte.
Dziewczyna leżała na łóżku mając nogi przysunięte do klatki piersiowej.
-Kochanie...-odgarnąłem jej włosy z twarzy.Zszokowało mnie to,że po jej policzkach leciały łzy.-Kochanie,co się stało?
-Nic.-jęknęła.
-Przecież widzę.Nie musisz kłamać.
-Mówię,że nic mi nie jest.
-Ależ widzę,że tak.Martwię się.Powiedz o co chodzi.-głaskałem jej głowę jednak ona dalej nie chciała powiedzieć o co chodzi.
-Coś z Nat'em nie tak?-zapytałem znowu.
-Nie!-zaprzeczyła od razu.-Harry zostaw mnie samą proszę.
-Ale...
-Wyjdź stąd!-ryknęła uderzając w moją rękę tak mocno,że zapewne będę miał nazajutrz wielkiego sinika.
Od kiedy zaręczyłem się z Sam, wszystko było cudowne. Sam wyszła ze szpitala, co prawda jeszcze obita i znów przerażona, ale żywa. Nawet Mila i Harry zdawali się być o wiele szczęśliwsi niż zwykle. Nareszcie wszystko było... idealnie.
Dzień koncertu zbliżał się wielkimi krokami dlatego dziewczyny zaprosiły nas na kolacje abyśmy omówili wszystko jeszcze raz.Nie mogłem dopuścić do siebie myśli,że mógł bym stracić kogoś na kim mi zależy.Sam,Harrego,Zayna,Liama...Mile z resztą też.Ta dziewczyna działała mi na nery ale bez niej było by jakoś tak nudno.
Przyjechaliśmy z chłopakami dwoma autami pod dom dziewczyn.Szczerze to był dom Cary ale,że się wyprowadziło po incydencie z Harrym,choć nie do końca wiedziałem dlaczego.Przecież to był jej dom.
Zapukaliśmy do drzwi.Po chwili otworzyła je Sam ubrana w <KLIK>.Wyglądała pięknie.Jak zawsze.
Pocałowałem ją w usta delikatnie po czym zaprosiła wszystkich do środka.W domu zapachniało jakimś ciastem.
-Czyż byś zaczęła robić za cukiernika?-zaśmiał się Louis,zdejmując kurtkę.
-Ja tylko pomagałam.-uśmiechnęła się.
Ze schodów zbiegła Mila ubrana w <KLIK>Wyglądała na wycieńczoną jednak ze wszystkich sił starała się to ukryć.Przywitała się z nami i popędziła do kuchni.
Usiedliśmy na kanapie i zaczęliśmy się śmiać kiedy Mila przyniosła roladki z truskawkami.
-Wyglądają wyśmienicie.-mruknął Liam,biorąc jedną.
-I tak samo smakują.-powiedziałem z pełnymi ustami na co wszyscy zaczęli się śmiać.
Sam usiadła obok mnie i złapała za rękę.Nastała minuta ciszy.Każdy wiedział po co tu przyszliśmy więc watro było już zaczynać.
-Dobra.Więc...-zacząłem.
-Na wstępie mówię,że nic wam nie będzie.-przerwała mi Mila.
-Nie był bym tego taki pewny.-jęknął Zayn.-Sami mówiliście,że jest jednym z najlepszych.
-Myślę,że znajdzie sposób żeby dostać się na scenę.-dodał Louis.
-Miejmy nadzieję,że nie.
Nagle rozległ się dzwonek do drzwi.
-Spodziewacie się kogoś?-spytał.
-Nie.-mruknęła brunetka.-Zostań tu.-dodała widząc jak Sam ruszyła się by pójść z nią.
Nasłuchiwaliśmy jak otwiera drzwi i po chwili krzyczy.
-Matko!
Chcieliśmy się już ruszyć kiedy usłyszeliśmy dalszą konwersacje.
-Nat,co tu robisz?
-Przyszedłem do ciebie.
-Nie mogę teraz.
-Spotkamy się później,choć wolał bym z tobą pogadać teraz.
-Dzisiaj o dziesiątej?
-W porządku.Do zobaczenia.
-Hej.-zatrzymał ją jeszcze na chwile,ponieważ chyba chciała zamknąć drzwi.-Kiepsko wyglądasz.Wszystko okey?
-Tak.-odpowiedziała szybko.-O dziesiątej.
Po chwili wróciła do nas.
-Katniss będzie was broniła.Ona przejęła stanowisko Howarda.-mówiła dalej jak gdyby nie było tu przed chwilą Nata.
-Masz pewność,że nie współpracuje z Christianem?-zapytał Harry.
-Tak mam.Nie zdradziła,ani nie zdradzi wiem to.W razie czego znam jej słaby punkt.-usiadła na kolana loczkowi.
-Jaki?-dopytywałem się.
-Ma córeczkę.Kto wie co może jej się stać.
-Mila chyba nie chcesz...-zaprotestował Harry jednak brunetka przerwała mu.
-Zrobię to co słuszne,żeby was chronić okey?A kto zdradzi zapłaci wysoką cenę.Nie ważne kto ucierpi.
-Jesteś chora.-mruknął Liam.
-Liam to gra.Zginiesz ty i twoi przyjaciele albo on.Zawsze jest o krok przed nami.Nie wiem dlaczego.Nie wiem jak on to robi.Jednak cały czas nas zaskakuje.
Wszyscy pogrążyli się w swoich myślach.Chciałem zmienić temat na jakiś śmieszniejszy.Nie miałem zamiaru siedzieć tu i myśleć nad tym czego nie mogłem znieść.
-Dlaczego nie jest?-zwróciłem się do Mili.
-Nie jestem głodna.-odparła nonszalancko.
Sam...
Stałam w kuchni myjąc naczynia kiedy Harry przyniósł mi kolejną porcję talerzy.
-Możemy chwile porozmawiać?-zapytałam wycierając ręce o ściereczkę.
-Pewnie.Coś się stało?-oparł się o blat.
-Chodzi o Mile.Nie je nic od dwóch dni.Zrobiła się jakaś drażliwa i cały czas śpi.Ledwo co wyciągnęłam ją z łózka.Nie chce mi nic powiedzieć...Może ty...mógł byś z niej coś wyciągnąć?
-Jasne postaram się.-kiwnął głową.-Dzięki,że mi powiedziałaś.Wiesz gdzie teraz jest?
-W swoim pokoju.
Harry...
Zapukałem do pokoju jednak nikt mi nie odpowiedział.Ponowiłem czynność jednak nadal odpowiedziała mi cisza.Nacisnąłem klamkę i zdziwiłem się,że drzwi były otwarte.
Dziewczyna leżała na łóżku mając nogi przysunięte do klatki piersiowej.
-Kochanie...-odgarnąłem jej włosy z twarzy.Zszokowało mnie to,że po jej policzkach leciały łzy.-Kochanie,co się stało?
-Nic.-jęknęła.
-Przecież widzę.Nie musisz kłamać.
-Mówię,że nic mi nie jest.
-Ależ widzę,że tak.Martwię się.Powiedz o co chodzi.-głaskałem jej głowę jednak ona dalej nie chciała powiedzieć o co chodzi.
-Coś z Nat'em nie tak?-zapytałem znowu.
-Nie!-zaprzeczyła od razu.-Harry zostaw mnie samą proszę.
-Ale...
-Wyjdź stąd!-ryknęła uderzając w moją rękę tak mocno,że zapewne będę miał nazajutrz wielkiego sinika.
28.'..po drodze na pewno będzie niejedno wyzwanie, wiedz tylko jedno, przejdziemy przez to razem !..'
Harry.
Dziewczyna przez jakiś czas stała z grobową miną jednak po chwili powstrzymywała się od śmiechu.Odetchnąłem z ulgą.Matko gdyby okazało się,że była w ciąży...Tak na prawdę nie wiem co bym zrobił.
-Harry.-wypuściła powietrze chcąc się uspokoić.-Zabezpieczam się lepiej niż nie jedna dziewczyna więc nie masz się o co martwić.
-Przestraszyłaś mnie.-usiadłem na toalecie.
-Wiem,że byś nie chciał.-dotknęła swojej zranionej wargi,po której leciało trochę krwi.Podszedłem do niej i złapałem za biodra.Popatrzyła się w moje oczy,kiedy zbliżyłem swoje usta do jej i scałowałem jej krew z wargi.
-Chyba muszę częściej dostawać.Podoba mi się to.-zaśmiała się,wyciągając coś spod sukienki.
Broń.
-Skąd ją masz?-zapytałem.
-No wiesz...Bałam się,że będziesz mnie wkurwiał.-uśmiechnęła się do mnie łobuzersko.-Żartuje.Ubezpieczałam się na wypadki takie jak ten.I się nie pomyliłam.
-Co chcesz zrobić?
Popatrzyła na mnie z nie dowierzaniem.Podniosłem ręce w celu kapitulacji.
-Tylko masz być ostrożna.-pocałowałem ją delikatnie.
-Zawsze jestem,Styles.A teraz mój świetny plan.
Sam.
Całe moje ciało było obolałe.Nie mogłam nawet wykrztusić z siebie słowa więc z moich ust wydobywały się ciche pojękiwania i piski.
Kopał mnie.Uderzał.Traktował jak szmatę.
Nie chciałam,żeby Niall to widział.
Nagle rozległ się huk.Do pokoju wpadła Mila z Harrym.Ona celowała w Jai'a bronią.On rzucił na podłogę dwóch kolegów mojego byłego.
-Puść ją.-syknęła Mila pewnie.Wiedziałam,że nie zawahała by się strzelić.
-Hahahahaha.Wiedziałem,że łżesz.-zaśmiał się szyderczo brunet.-Jak rasowa suka.
-A ty ciągle się nabierasz.Masz miękkie serduszko.Ja nigdy nie mówię prawdy.
Nastała chwila ciszy kiedy Jai rzucił mną o podłogę.Jęknęłam czując ból w okolicach żeber.
-Ale ja mam ochotę wpakować kulkę w twój parszywy łeb.-mruknęła Mila z uśmiechem na twarzy kiedy Niall brał mnie na ręce.Harry wyciągnął telefon by zadzwonić na policje.
-Jesteście w naszym pokoju...-filozofował Jai.-Możemy powiedzieć,że się do nas włamaliście bo chcieliście nas okraść...Hmm...
-Tak ciekawe komu uwierzą.-prychnął Niall.-Chłopakom z zespołu i jego dziewczynom czy gwałcicielowi.
-Pragnę zauważyć,że jedna z ich dziewczyn ma nie złą kartotekę.
Spojrzałam że mięśnie na twarzy brunetki napięły się i walczyła sama ze sobą by nie strzelić.
-Mila...-jęknęłam ponieważ każde słowo przyprawiało moje ciało o niesamowity ból.-N-N-nierób tego.Nie daj mu satysfakcji.
Jej rysy lekko złagodniały.Uf!Na szczęście.Inaczej mieli byśmy problem numer dwa brzmiący "Wyciągnąć Mile zza kratek:.
Nagle czarnowłosemu zadzwonił telefon.
-Nie waż się odbierać.-powiedziała brunetka patrząc się na niego.
-To Christian.-uśmiechnął się triumfalnie i włączył na głośno mówiący.
-Witajcie moje ptaszki.-zadźwięczał jego zadowolony głos.Mięśnie Nialla napięły się i przycisnęły do siebie mocnej.-Stwierdziłem,że możecie się trochę nudzić w Los Angeles więc poprosilem mojego dobrego przyjaciela o przysługę.-spojrzałam na Jai'a,który stał jak gdyby nigdy nic.-Mila skarbie tęsknie za tobą.Możesz opuścić broń.Nie zrobią wam już krzywdy.-dziewczyna nawet nie drgnęła.-Kochanie,zrób o co proszę.
-Pierdol się.-warknęła wkurzona.Nie była zadowolona w sposób jaki do niej mówi.
-Słońce nie chce żeby policja znalazła przy tobie broń.
-Jest legalna.Nie martw się bo wyłysiejesz z tego stresu.
-Uwielbiam cię.-zaśmiał się szyderczo.-Mówiłem prawdę.Bardzo za tobą tęsknie.
-Urażę cię kiedy powiem,że ja za tobą nie?
-Bardzo.
-Sorki.
-Macie jeszcze trzy dni a później cała wasza siódemka umrze.
Drgnęłam na te słowa.On nie mógł tego zrobić!Nie miał takiej władzy!Przecież była tam policja,ochroniarze którzy wiedzieli,że na nas poluje.Nie tknął by nas nawet.
-My-mylisz się.-jęknęłam cicho.-Nie tkniesz nas.
-Uwierz mam swoje sposoby,kochanie.Odezwę się jeszcze do was.
Połączenie się urwało a Jai zrobił kilka kroków w moją stronę.Mila nawisnęła spust i oddała dwa strzały w jego pierś.
Chłopak przewrócił się i upadł na ziemię kiedy do pokoju weszli policjanci.
Ostatnie co pamiętam to obezwładnianie Mili i krzyk Harrego.
Obudziłam się na czymś twardym a biel uderzyła w moje oczy każąc im się od razu zamknąć.Poczułam czyjąś rękę na swojej.
-Sam.-głos Nialla łamał się ale starał się być silnym. -Sam,kochanie.
-Gdzie...-zaczęłam ale ból w okolicy moich żeber był nie do wytrzymania.
-W szpitalu.Jest już wszystko dobrze.Jesteś bezpieczna.
-Co z Jai'em?
-Na jego cholerne szczęście miał kamizelkę więc przeżył.-ścisnął mocniej zęby.Nie był z tego zadowolony tak samo jak ja.
-Mila...
-Siedzi w areszcie.
-T-To wszystko przeze mnie.-po moich policzkach spłynęły łzy.Przed oczami miałam Milę siedzącą w pomarańczowym ubraniu za kratkami.
-Hej.-przytulił mnie blondyn.-Ciii już nie płacz.Będzie dobrze.Harry składał swoje zeznania a Mila nikogo nie zastrzeliła.Będzie dobrze.
-Nie wiem Niall.Tak bardzo się boję.
-Ja też skarbie ja też. -nastała minuta ciszy po czym blondyn wyjął coś z tylnej kieszeni spodni.-Może to nie najlepszy moment na takie wyznania ale...Kocham Cię Sam i pragnę być z tobą na wieczność a nawet jeszcze dłużej.-w moich oczach stanęły łzy szczęścia kiedy zobaczyłam czerwone pudełeczko a po chwili <KLIK>.-Samanto Howards czy uczynisz mi ten zaszczyt i zostaniesz moją żoną?
Kiwnęłam głową i przytuliłam się do niego.Boże czy mogło być coś piękniejszego na świecie niż oświadczyny chłopaka,którego kochałam nad życie?!Nie sądzę.
Pierścionek był idealny.Łzy ciekły mi po policzkach mimowolnie.
-Gratulacje.-usłyszałam klaskanie a po chwili uśmiechniętą Mile.
-Jezu!Myślałam,że cię przymknęli!-krzyknęłam podekscytowana ale po chwili pożałowałam.
-Gdyby nie ten pan.-wskazała na Harrego który stał za nią z uśmiechem na twarzy.-Prawdopodobnie posłali by mnie za kraty.Ale to teraz nie ważne.-usiadła obok mnie i zobaczyła pierścionek.-Postarałeś się blondasku.
-Miałem dobrego pomocnika.-wyszczerzył się w kierunku Loczka.
-Kupowałeś pierścionek z Niallem i nie kupiłeś dla mnie?!-oburzyła się dziewczyna nie przestając się uśmiechać.
-Przecież sama powiedziałaś,że nigdy nie będziesz wychodziła za mąż.
-Dobry argument.-przyznała i zwróciła się do mnie.-To kiedy dzieci?No wiesz...Nie widziałam na korytarzu pielęgniarek także...
-Mila!-oburzyłam się wiedząc co chce powiedzieć.Nagle po prostu wybiegła z pokoju do łazienki.Harry popędził za nią.
-Pewnie znowu coś zjadła.-powiedziałam.-Ma bardzo...łagodny żołądek.
-Zniszczony przez alkochol.
-To też,kochanie.-powiedziałam kiedy złączył nasze usta w długim i namiętnym pocałunku.
Dziewczyna przez jakiś czas stała z grobową miną jednak po chwili powstrzymywała się od śmiechu.Odetchnąłem z ulgą.Matko gdyby okazało się,że była w ciąży...Tak na prawdę nie wiem co bym zrobił.
-Harry.-wypuściła powietrze chcąc się uspokoić.-Zabezpieczam się lepiej niż nie jedna dziewczyna więc nie masz się o co martwić.
-Przestraszyłaś mnie.-usiadłem na toalecie.
-Wiem,że byś nie chciał.-dotknęła swojej zranionej wargi,po której leciało trochę krwi.Podszedłem do niej i złapałem za biodra.Popatrzyła się w moje oczy,kiedy zbliżyłem swoje usta do jej i scałowałem jej krew z wargi.
-Chyba muszę częściej dostawać.Podoba mi się to.-zaśmiała się,wyciągając coś spod sukienki.
Broń.
-Skąd ją masz?-zapytałem.
-No wiesz...Bałam się,że będziesz mnie wkurwiał.-uśmiechnęła się do mnie łobuzersko.-Żartuje.Ubezpieczałam się na wypadki takie jak ten.I się nie pomyliłam.
-Co chcesz zrobić?
Popatrzyła na mnie z nie dowierzaniem.Podniosłem ręce w celu kapitulacji.
-Tylko masz być ostrożna.-pocałowałem ją delikatnie.
-Zawsze jestem,Styles.A teraz mój świetny plan.
Sam.
Całe moje ciało było obolałe.Nie mogłam nawet wykrztusić z siebie słowa więc z moich ust wydobywały się ciche pojękiwania i piski.
Kopał mnie.Uderzał.Traktował jak szmatę.
Nie chciałam,żeby Niall to widział.
Nagle rozległ się huk.Do pokoju wpadła Mila z Harrym.Ona celowała w Jai'a bronią.On rzucił na podłogę dwóch kolegów mojego byłego.
-Puść ją.-syknęła Mila pewnie.Wiedziałam,że nie zawahała by się strzelić.
-Hahahahaha.Wiedziałem,że łżesz.-zaśmiał się szyderczo brunet.-Jak rasowa suka.
-A ty ciągle się nabierasz.Masz miękkie serduszko.Ja nigdy nie mówię prawdy.
Nastała chwila ciszy kiedy Jai rzucił mną o podłogę.Jęknęłam czując ból w okolicach żeber.
-Ale ja mam ochotę wpakować kulkę w twój parszywy łeb.-mruknęła Mila z uśmiechem na twarzy kiedy Niall brał mnie na ręce.Harry wyciągnął telefon by zadzwonić na policje.
-Jesteście w naszym pokoju...-filozofował Jai.-Możemy powiedzieć,że się do nas włamaliście bo chcieliście nas okraść...Hmm...
-Tak ciekawe komu uwierzą.-prychnął Niall.-Chłopakom z zespołu i jego dziewczynom czy gwałcicielowi.
-Pragnę zauważyć,że jedna z ich dziewczyn ma nie złą kartotekę.
Spojrzałam że mięśnie na twarzy brunetki napięły się i walczyła sama ze sobą by nie strzelić.
-Mila...-jęknęłam ponieważ każde słowo przyprawiało moje ciało o niesamowity ból.-N-N-nierób tego.Nie daj mu satysfakcji.
Jej rysy lekko złagodniały.Uf!Na szczęście.Inaczej mieli byśmy problem numer dwa brzmiący "Wyciągnąć Mile zza kratek:.
Nagle czarnowłosemu zadzwonił telefon.
-Nie waż się odbierać.-powiedziała brunetka patrząc się na niego.
-To Christian.-uśmiechnął się triumfalnie i włączył na głośno mówiący.
-Witajcie moje ptaszki.-zadźwięczał jego zadowolony głos.Mięśnie Nialla napięły się i przycisnęły do siebie mocnej.-Stwierdziłem,że możecie się trochę nudzić w Los Angeles więc poprosilem mojego dobrego przyjaciela o przysługę.-spojrzałam na Jai'a,który stał jak gdyby nigdy nic.-Mila skarbie tęsknie za tobą.Możesz opuścić broń.Nie zrobią wam już krzywdy.-dziewczyna nawet nie drgnęła.-Kochanie,zrób o co proszę.
-Pierdol się.-warknęła wkurzona.Nie była zadowolona w sposób jaki do niej mówi.
-Słońce nie chce żeby policja znalazła przy tobie broń.
-Jest legalna.Nie martw się bo wyłysiejesz z tego stresu.
-Uwielbiam cię.-zaśmiał się szyderczo.-Mówiłem prawdę.Bardzo za tobą tęsknie.
-Urażę cię kiedy powiem,że ja za tobą nie?
-Bardzo.
-Sorki.
-Macie jeszcze trzy dni a później cała wasza siódemka umrze.
Drgnęłam na te słowa.On nie mógł tego zrobić!Nie miał takiej władzy!Przecież była tam policja,ochroniarze którzy wiedzieli,że na nas poluje.Nie tknął by nas nawet.
-My-mylisz się.-jęknęłam cicho.-Nie tkniesz nas.
-Uwierz mam swoje sposoby,kochanie.Odezwę się jeszcze do was.
Połączenie się urwało a Jai zrobił kilka kroków w moją stronę.Mila nawisnęła spust i oddała dwa strzały w jego pierś.
Chłopak przewrócił się i upadł na ziemię kiedy do pokoju weszli policjanci.
Ostatnie co pamiętam to obezwładnianie Mili i krzyk Harrego.
Obudziłam się na czymś twardym a biel uderzyła w moje oczy każąc im się od razu zamknąć.Poczułam czyjąś rękę na swojej.
-Sam.-głos Nialla łamał się ale starał się być silnym. -Sam,kochanie.
-Gdzie...-zaczęłam ale ból w okolicy moich żeber był nie do wytrzymania.
-W szpitalu.Jest już wszystko dobrze.Jesteś bezpieczna.
-Co z Jai'em?
-Na jego cholerne szczęście miał kamizelkę więc przeżył.-ścisnął mocniej zęby.Nie był z tego zadowolony tak samo jak ja.
-Mila...
-Siedzi w areszcie.
-T-To wszystko przeze mnie.-po moich policzkach spłynęły łzy.Przed oczami miałam Milę siedzącą w pomarańczowym ubraniu za kratkami.
-Hej.-przytulił mnie blondyn.-Ciii już nie płacz.Będzie dobrze.Harry składał swoje zeznania a Mila nikogo nie zastrzeliła.Będzie dobrze.
-Nie wiem Niall.Tak bardzo się boję.
-Ja też skarbie ja też. -nastała minuta ciszy po czym blondyn wyjął coś z tylnej kieszeni spodni.-Może to nie najlepszy moment na takie wyznania ale...Kocham Cię Sam i pragnę być z tobą na wieczność a nawet jeszcze dłużej.-w moich oczach stanęły łzy szczęścia kiedy zobaczyłam czerwone pudełeczko a po chwili <KLIK>.-Samanto Howards czy uczynisz mi ten zaszczyt i zostaniesz moją żoną?
Kiwnęłam głową i przytuliłam się do niego.Boże czy mogło być coś piękniejszego na świecie niż oświadczyny chłopaka,którego kochałam nad życie?!Nie sądzę.
Pierścionek był idealny.Łzy ciekły mi po policzkach mimowolnie.
-Gratulacje.-usłyszałam klaskanie a po chwili uśmiechniętą Mile.
-Jezu!Myślałam,że cię przymknęli!-krzyknęłam podekscytowana ale po chwili pożałowałam.
-Gdyby nie ten pan.-wskazała na Harrego który stał za nią z uśmiechem na twarzy.-Prawdopodobnie posłali by mnie za kraty.Ale to teraz nie ważne.-usiadła obok mnie i zobaczyła pierścionek.-Postarałeś się blondasku.
-Miałem dobrego pomocnika.-wyszczerzył się w kierunku Loczka.
-Kupowałeś pierścionek z Niallem i nie kupiłeś dla mnie?!-oburzyła się dziewczyna nie przestając się uśmiechać.
-Przecież sama powiedziałaś,że nigdy nie będziesz wychodziła za mąż.
-Dobry argument.-przyznała i zwróciła się do mnie.-To kiedy dzieci?No wiesz...Nie widziałam na korytarzu pielęgniarek także...
-Mila!-oburzyłam się wiedząc co chce powiedzieć.Nagle po prostu wybiegła z pokoju do łazienki.Harry popędził za nią.
-Pewnie znowu coś zjadła.-powiedziałam.-Ma bardzo...łagodny żołądek.
-Zniszczony przez alkochol.
-To też,kochanie.-powiedziałam kiedy złączył nasze usta w długim i namiętnym pocałunku.
poniedziałek, 21 kwietnia 2014
27.Nie daj się zaskoczyć zaskoczeniu. Ty je zaskocz.
Mila
Stałam przed lustrem nadal nie wierząc,że to robię.Wyglądałam jak jakaś lafirynda spod latarni.<KLIK>.Matko święta co ta dziewczyna ze mną robiła?Dodatkowo zamówiła fryzjerkę!<KLIK>.Jezus...
-Wyglądasz...imponująco.-zaśmiał się Harry.
-Nawet jak bym chciała to nie mogę tobie...
-Zrobić dobrze?Poczekaj słońce do wieczora.-podszedł do mnie i mocno przytulił do siebie.
-Już mamy wieczór idioto.-zauważyłam.
-Poczekaj do tego późniejszego wieczoru.-zaśmiałam się i podeszłam do drzwi.-Idziesz?-rzuciłam w jego kierunku gdyż nadal stał w tym samym miejscu.
-Ale tak fajnie widać twój tyłek w tej kiecce.Chyba będę zazdrosny.-zwilżył usta językiem.
Popatrzyłam się w jego zielone,przenikające mnie tęczówki i uśmiechnęłam się widząc w nich iskrę pożądania.
-To będziesz cały czas stał za mną.-wyciągnęłam rękę w jego kierunku,którą po chwili złapał i razem wyszliśmy na korytarz gdzie czekali na nas Sam <KLIK> i Niall.
W sali bankietowej zebrał się już tłum ludzi.
-Kosztowanie wina?-podniosłam brew.-Wiesz,że go nienawidzę.
-Serio?Sorry ale jakoś nie zauważyłam.Prawie codziennie żłopiesz wszystko co wpadnie ci do ręki.Nawet wino.-zauważyła Sam.
-Jestem wtedy zdenerwowana.-tłumaczyłam się,kiedy Harry lekko podniósł mnie do góry pomagając zejść ze schodka.
-Możesz zawsze do mnie zadzwonić.-uśmiechnął się zadziornie Loczek.
Zaczęliśmy powoli próbować każdego po trochu.Nie smakowało mi ani jedno z nich.Były jakieś takie dziwne w smaku.
-Pójdę do łazienki.-powiedziała nagle Sam kierując się w stronę toalet.Zostałam z chłopakami sama.
-Mila?-usłyszałam głos Nialla.
-Kim jest Jai?-zakrztusiłam się winem kiedy mnie o to spytał.
Wiedziałam o wszystkim co zrobił jej ten bydlak jednak nie mogłam wtedy interweniować.Zaślepiał mnie gniew to dziewczyny i to przez niego Jai zrobił jej krzywdę.
-To jej były.-odparłam szybko.
-Iiii?-dopytywał się blondyn.
-Powiedzmy,że należy do mężczyzn dla których w związku on jest Panem a kobieta Uległą.
-Chcesz powiedzieć,że...-otworzył szeroko oczy.
-Sam teoretycznie była dziewicą jednak tak na prawdę on ją zgwałcił.Nie wiem ile razy...Była z nim jakieś pół roku.-wytłumaczyłam.
Oboje stali jak wryci i przetwarzali informacje jakie im podałam.
-Narry,bufor time.-pociągnęłam łyk wina,rozbawiona ich minami.
-Przeklęty sukinsyn.-mruknął w końcu Niall rozwścieczony.
-Spokojnie blondasku.-uśmiechnęłam się.-Siedział swoje a to,że go spotkaliśmy to zwykły...przypadek.
-Obyś miała racje.-odparł zamyślony.
Staliśmy przez kilka minut w ciszy jaka panowała w naszym towarzystkie
-Sam coś długo nie wraca.-powiedziałam idąc w kierunku łazienki.
Napięłam swoje wszystkie mięśnie kiedy zobaczyłam co dzieje się w holu.
Czterech chłopaków razem z Jaiem stało przy Sam,z uśmiechem na twarzy.Jak ja się cieszyłam,że ta sukienka ma rozcięcie przy boku.
Sam miała czerwony policzek,prawdopodobnie od uderzenia Jaia.
-Chyba naprawdę chcesz wpakować się do grobu.-zaśmiałam się oparta o szklane okno.-Chętnie ci w tym pomogę.
-Skarbie,tak właśnie liczyłem,że się zjawisz.Przygotowałem dla ciebie coś specjalnego.-odwrócił się w moją stronę z bananem na twarzy.
-Nigdy mnie nie umiałeś rozczarować.-odwzajemniłam uśmiech,kiedy poczułam za sobą jakieś szelesty.
W mgnieniu oka odwróciłam się i dałam w twarz.Kojarzyłam go skądś <KLIK>.Kiedy jego koledzy stwierdzili,że ma ze mną problem,pomogło mu dwóch innych.
Gdyby nie ta cholerna sukienka sprała bym im tyłki.
Czarnowłosy chłopak z kolczykiem w wardze trzymał moje ręce uniemożliwiając mi wyswobodzenie się z jego uścisku.Po chwili rozległy się krzyki Nialla i Harrego.Zostali przyprowadzeni przez kolejnych dwóch.
-Widzisz,skarbie?-Jai zwrócił się do cicho łkającej Sam.-Nikt cię już nie obroni.-chciał dotknąć jej policzka jednak Niall krzyknął.
-Tknij ją tylko a pożałujesz!
Jai dał znak swojemu wolnemu koledze,który wymierzył mocny cios w brzuch blondyna.
-Hej!-oburzyłam się.-Myślałam,że nie bije się bezbronnych.
-To twoje zasrane zasady!-odkrzyknął wyprowadzony z równowagi.
-Ja przynajmniej je mam.
Rzucił Sam o ziemię i podszedł do mnie.
-Wiedziałem,że będziesz zadziorna.-pogłaskał mnie po policzku na co Harry zareagował mocnym szarpnięciem.Dałam mu znać,że sobie poradzę.-Lubie cię taką.-jego wzrok spoczął na moich ustach.-Ciekawe...Pociągacie mnie obie...Tyle,że ty..nigdy nie krzyczałaś.
-Słucham?-pisnęła nieśmiało Sam.
-Nie tylko ciebie zaliczył.-westchnęłam przypominając sobie jego usta...uh!Fuj!
-Przynajmniej ty nie darłaś się ani nie płakałaś.
-Sukinsyn.-mruknęłam pod nosem chcąc dać mu w twarz.
-Co powiedziałaś?!-wkurzył się.
-Sukinsyn.-powtórzyłam patrząc mu w oczy z satysfakcją.
-Chyba musimy się przenieść do pokoju.-zarządził.-Dostaniesz to na co zasługujesz,suko.
Wziął przerażoną Sam i chłopaków po czym poszliśmy do windy.
Hol był opustoszały przez trwający bankiet.Cholera było niedobrze.Bardzo niedobrze.
Jai był psychiczny i każdy to wiedział.Kiedy wpakowali nas do dwóch osobnych wind powiedziałam do swojego "ochroniarza".
-Jesteś Dominic,prawda?-zapytałam.Drgnął lekko ale nie odpowiedział.-Wiem,że mnie pamiętasz.Pracowałeś dla Christiana.-wymówienie jego imienia przyprawiło mnie o zawrót głowy.
-I co z tego?-odezwał się w końcu,chłodno jak zimowy poranek.
-Co się stało,że nie jesteś przy nim?
-A kto ci powiedział,że nie.-syknął.-Czeka na was w Londynie.
Zesztywniałam kiedy pociągnął moje ręce jeszcze mocnej do tyłu.
-Delikatniej.-syknęłam z bólu.
Wypchnął mnie z windy i powlókł do pokoju na osiemnastym piętrze.Na nim również nikogo nie było.Mój wzrok spoczął na Sam,którą Jai prowadził na początku. Miała przerażoną minę a jej strach czułam jak gdyby stała obok.Wtedy pomyślałam pierwszy raz w życiu."Biedna Sam".
Wepchnięto albo wręcz wrzucono do pokoju i zamknięto na klucz a przy drzwiach stanęło dwóch chłopaków.
-Ich możecie puścić.-wskazał na Nialla i Harrego.-Nie radzę wam się ruszać.Nie chcecie chyba,żeby coś stało się waszym dziewczynom.
Harry miał zaciśniętą szczękę kiedy przypinano mnie kajdankami do ramy łóżka.
Poczułam się słabo i niedobrze.
-Włącz klimatyzacje.-jęknęłam w stronę Jaia.-Strasznie tu duszno.
-Mam cię w dupie.
-Chcesz,żebym się zrzygała na to łózko.-oddychałam głęboko jednak nie przechodziło mi wcale.
Dominic podszedł do pilota i zrobił to o co poprosiłam.
-Jeden normalny.-westchnęłam.
-Dobra koniec tego.-spojrzał na Sam,leżącą na podłodze.Kopnął ją raz w brzuch na co Niall chciał się na niego rzucić.Karą za nieposłuszeństwo był kolejny cios wymierzony w jej stronę.
-Ty przeklęta suko!-krzyczał.-Gniłem przez dwa lata w pierdlu a ty się puszczałaś z innymi!Ciekawe ilu cię skosztowało?!
Na twarzy Sam pojawił się grymas,że taki temat porusza właśnie Jai.
-Nie mów tak do niej!-oburzył się Niall,trzymany przez jednego z chłopaków.
-Będę do niej mówił jak mi się żywnie podoba.-dał jej w drugi policzek.-Suko dzisiaj będą na ciebie patrzyli jak obrywasz za całe dwa lata!
-Ummm...przepraszam.-wtrąciłam cicho.Wzrok Jaia spoczął na mnie.-Muszę siusiu.
-Nie ze mną takie gierki,Tayne.-warknął.
-Chcesz żebym zeszcza...-zaczęłam ale uderzył mnie w twarz,tak,że poczułam rdzawy smak w swoich ustach.
-Możesz wiedzieć,że ci za to oddam.-uśmiechnęłam się.
-Sean odczep ją.-rozkazał Jai.
Brunet podszedł do mnie i wsadził kluczyk do zamka.
-Dziękuje.-wstałam jednak zachwiałam się.-Harry pomożesz mi?Kiepsko się czuje.
-Nie opowiadaj tu bajeczek.-wtrącił się Jai.-Oboje wiemy,że kłamiesz.
Szczerze to mówiłam prawdę.Czułam się okropnie.
-Jestem w ciąży.-powiedziałam a w pokoju nastała cisza.Każdy patrzył się na mnie nie dowierzając.Oczy Harrego były szeroko otwarte.
-Pomożesz mi skarbie?-spytałam po raz drugi.
Chłopak objął mnie w pasie i pomógł wejść do łazienki.Oparłam się o zlew i spojrzałam na bruneta.
-Jesteś w ciąży?-spytał ze strachem w oczach.
Stałam przed lustrem nadal nie wierząc,że to robię.Wyglądałam jak jakaś lafirynda spod latarni.<KLIK>.Matko święta co ta dziewczyna ze mną robiła?Dodatkowo zamówiła fryzjerkę!<KLIK>.Jezus...
-Wyglądasz...imponująco.-zaśmiał się Harry.
-Nawet jak bym chciała to nie mogę tobie...
-Zrobić dobrze?Poczekaj słońce do wieczora.-podszedł do mnie i mocno przytulił do siebie.
-Już mamy wieczór idioto.-zauważyłam.
-Poczekaj do tego późniejszego wieczoru.-zaśmiałam się i podeszłam do drzwi.-Idziesz?-rzuciłam w jego kierunku gdyż nadal stał w tym samym miejscu.
-Ale tak fajnie widać twój tyłek w tej kiecce.Chyba będę zazdrosny.-zwilżył usta językiem.
Popatrzyłam się w jego zielone,przenikające mnie tęczówki i uśmiechnęłam się widząc w nich iskrę pożądania.
-To będziesz cały czas stał za mną.-wyciągnęłam rękę w jego kierunku,którą po chwili złapał i razem wyszliśmy na korytarz gdzie czekali na nas Sam <KLIK> i Niall.
W sali bankietowej zebrał się już tłum ludzi.
-Kosztowanie wina?-podniosłam brew.-Wiesz,że go nienawidzę.
-Serio?Sorry ale jakoś nie zauważyłam.Prawie codziennie żłopiesz wszystko co wpadnie ci do ręki.Nawet wino.-zauważyła Sam.
-Jestem wtedy zdenerwowana.-tłumaczyłam się,kiedy Harry lekko podniósł mnie do góry pomagając zejść ze schodka.
-Możesz zawsze do mnie zadzwonić.-uśmiechnął się zadziornie Loczek.
Zaczęliśmy powoli próbować każdego po trochu.Nie smakowało mi ani jedno z nich.Były jakieś takie dziwne w smaku.
-Pójdę do łazienki.-powiedziała nagle Sam kierując się w stronę toalet.Zostałam z chłopakami sama.
-Mila?-usłyszałam głos Nialla.
-Kim jest Jai?-zakrztusiłam się winem kiedy mnie o to spytał.
Wiedziałam o wszystkim co zrobił jej ten bydlak jednak nie mogłam wtedy interweniować.Zaślepiał mnie gniew to dziewczyny i to przez niego Jai zrobił jej krzywdę.
-To jej były.-odparłam szybko.
-Iiii?-dopytywał się blondyn.
-Powiedzmy,że należy do mężczyzn dla których w związku on jest Panem a kobieta Uległą.
-Chcesz powiedzieć,że...-otworzył szeroko oczy.
-Sam teoretycznie była dziewicą jednak tak na prawdę on ją zgwałcił.Nie wiem ile razy...Była z nim jakieś pół roku.-wytłumaczyłam.
Oboje stali jak wryci i przetwarzali informacje jakie im podałam.
-Narry,bufor time.-pociągnęłam łyk wina,rozbawiona ich minami.
-Przeklęty sukinsyn.-mruknął w końcu Niall rozwścieczony.
-Spokojnie blondasku.-uśmiechnęłam się.-Siedział swoje a to,że go spotkaliśmy to zwykły...przypadek.
-Obyś miała racje.-odparł zamyślony.
Staliśmy przez kilka minut w ciszy jaka panowała w naszym towarzystkie
-Sam coś długo nie wraca.-powiedziałam idąc w kierunku łazienki.
Napięłam swoje wszystkie mięśnie kiedy zobaczyłam co dzieje się w holu.
Czterech chłopaków razem z Jaiem stało przy Sam,z uśmiechem na twarzy.Jak ja się cieszyłam,że ta sukienka ma rozcięcie przy boku.
Sam miała czerwony policzek,prawdopodobnie od uderzenia Jaia.
-Chyba naprawdę chcesz wpakować się do grobu.-zaśmiałam się oparta o szklane okno.-Chętnie ci w tym pomogę.
-Skarbie,tak właśnie liczyłem,że się zjawisz.Przygotowałem dla ciebie coś specjalnego.-odwrócił się w moją stronę z bananem na twarzy.
-Nigdy mnie nie umiałeś rozczarować.-odwzajemniłam uśmiech,kiedy poczułam za sobą jakieś szelesty.
W mgnieniu oka odwróciłam się i dałam w twarz.Kojarzyłam go skądś <KLIK>.Kiedy jego koledzy stwierdzili,że ma ze mną problem,pomogło mu dwóch innych.
Gdyby nie ta cholerna sukienka sprała bym im tyłki.
Czarnowłosy chłopak z kolczykiem w wardze trzymał moje ręce uniemożliwiając mi wyswobodzenie się z jego uścisku.Po chwili rozległy się krzyki Nialla i Harrego.Zostali przyprowadzeni przez kolejnych dwóch.
-Widzisz,skarbie?-Jai zwrócił się do cicho łkającej Sam.-Nikt cię już nie obroni.-chciał dotknąć jej policzka jednak Niall krzyknął.
-Tknij ją tylko a pożałujesz!
Jai dał znak swojemu wolnemu koledze,który wymierzył mocny cios w brzuch blondyna.
-Hej!-oburzyłam się.-Myślałam,że nie bije się bezbronnych.
-To twoje zasrane zasady!-odkrzyknął wyprowadzony z równowagi.
-Ja przynajmniej je mam.
Rzucił Sam o ziemię i podszedł do mnie.
-Wiedziałem,że będziesz zadziorna.-pogłaskał mnie po policzku na co Harry zareagował mocnym szarpnięciem.Dałam mu znać,że sobie poradzę.-Lubie cię taką.-jego wzrok spoczął na moich ustach.-Ciekawe...Pociągacie mnie obie...Tyle,że ty..nigdy nie krzyczałaś.
-Słucham?-pisnęła nieśmiało Sam.
-Nie tylko ciebie zaliczył.-westchnęłam przypominając sobie jego usta...uh!Fuj!
-Przynajmniej ty nie darłaś się ani nie płakałaś.
-Sukinsyn.-mruknęłam pod nosem chcąc dać mu w twarz.
-Co powiedziałaś?!-wkurzył się.
-Sukinsyn.-powtórzyłam patrząc mu w oczy z satysfakcją.
-Chyba musimy się przenieść do pokoju.-zarządził.-Dostaniesz to na co zasługujesz,suko.
Wziął przerażoną Sam i chłopaków po czym poszliśmy do windy.
Hol był opustoszały przez trwający bankiet.Cholera było niedobrze.Bardzo niedobrze.
Jai był psychiczny i każdy to wiedział.Kiedy wpakowali nas do dwóch osobnych wind powiedziałam do swojego "ochroniarza".
-Jesteś Dominic,prawda?-zapytałam.Drgnął lekko ale nie odpowiedział.-Wiem,że mnie pamiętasz.Pracowałeś dla Christiana.-wymówienie jego imienia przyprawiło mnie o zawrót głowy.
-I co z tego?-odezwał się w końcu,chłodno jak zimowy poranek.
-Co się stało,że nie jesteś przy nim?
-A kto ci powiedział,że nie.-syknął.-Czeka na was w Londynie.
Zesztywniałam kiedy pociągnął moje ręce jeszcze mocnej do tyłu.
-Delikatniej.-syknęłam z bólu.
Wypchnął mnie z windy i powlókł do pokoju na osiemnastym piętrze.Na nim również nikogo nie było.Mój wzrok spoczął na Sam,którą Jai prowadził na początku. Miała przerażoną minę a jej strach czułam jak gdyby stała obok.Wtedy pomyślałam pierwszy raz w życiu."Biedna Sam".
Wepchnięto albo wręcz wrzucono do pokoju i zamknięto na klucz a przy drzwiach stanęło dwóch chłopaków.
-Ich możecie puścić.-wskazał na Nialla i Harrego.-Nie radzę wam się ruszać.Nie chcecie chyba,żeby coś stało się waszym dziewczynom.
Harry miał zaciśniętą szczękę kiedy przypinano mnie kajdankami do ramy łóżka.
Poczułam się słabo i niedobrze.
-Włącz klimatyzacje.-jęknęłam w stronę Jaia.-Strasznie tu duszno.
-Mam cię w dupie.
-Chcesz,żebym się zrzygała na to łózko.-oddychałam głęboko jednak nie przechodziło mi wcale.
Dominic podszedł do pilota i zrobił to o co poprosiłam.
-Jeden normalny.-westchnęłam.
-Dobra koniec tego.-spojrzał na Sam,leżącą na podłodze.Kopnął ją raz w brzuch na co Niall chciał się na niego rzucić.Karą za nieposłuszeństwo był kolejny cios wymierzony w jej stronę.
-Ty przeklęta suko!-krzyczał.-Gniłem przez dwa lata w pierdlu a ty się puszczałaś z innymi!Ciekawe ilu cię skosztowało?!
Na twarzy Sam pojawił się grymas,że taki temat porusza właśnie Jai.
-Nie mów tak do niej!-oburzył się Niall,trzymany przez jednego z chłopaków.
-Będę do niej mówił jak mi się żywnie podoba.-dał jej w drugi policzek.-Suko dzisiaj będą na ciebie patrzyli jak obrywasz za całe dwa lata!
-Ummm...przepraszam.-wtrąciłam cicho.Wzrok Jaia spoczął na mnie.-Muszę siusiu.
-Nie ze mną takie gierki,Tayne.-warknął.
-Chcesz żebym zeszcza...-zaczęłam ale uderzył mnie w twarz,tak,że poczułam rdzawy smak w swoich ustach.
-Możesz wiedzieć,że ci za to oddam.-uśmiechnęłam się.
-Sean odczep ją.-rozkazał Jai.
Brunet podszedł do mnie i wsadził kluczyk do zamka.
-Dziękuje.-wstałam jednak zachwiałam się.-Harry pomożesz mi?Kiepsko się czuje.
-Nie opowiadaj tu bajeczek.-wtrącił się Jai.-Oboje wiemy,że kłamiesz.
Szczerze to mówiłam prawdę.Czułam się okropnie.
-Jestem w ciąży.-powiedziałam a w pokoju nastała cisza.Każdy patrzył się na mnie nie dowierzając.Oczy Harrego były szeroko otwarte.
-Pomożesz mi skarbie?-spytałam po raz drugi.
Chłopak objął mnie w pasie i pomógł wejść do łazienki.Oparłam się o zlew i spojrzałam na bruneta.
-Jesteś w ciąży?-spytał ze strachem w oczach.
CDN
26.Guche i nieczułe groźby biorą z nas przykład.
Sam
Nie mogłam uwierzyć w to co zobaczyłam!Pobiegłam szybko do pokoju tak szybko jak to było możliwe.Kiedy z entuzjazmem zamknęłam drzwi Niall poderwał się z łóżka.
-Co się stało?-spytał zaskoczony moim humorem.
-Poszłam do Mili i Harrego bo ich nie widziałam od rana i zgadnij co widziałam!-zaśmiałam się tańcząc z radości.-Byli nadzy!W łóżku!
-Czekaj chwila.-zatrzymał mnie,łapiąc za ramiona.-Chcesz powiedzieć,że oni...
-Kochali się ze sobą!-wykrzyknęłam uradowana.-Jestem lepsza niż swatka!
-Nasze dzieci cię zabiją jeżeli będziesz im tak robiła.
-Będą mi za to dziękować.Będę zajebistą matką!-oburzyłam się po czym doszło do mnie to co powiedział.-Chcesz mieć ze mną dzieci?-zapytałam już spokojniej patrząc w jego niebieskie tęczówki.
-Oczywiście że tak. - odparł uśmiechając się. -Chce z tobą mieszkać, mieć dzieci, zestarzeć się. Tylko z tobą. - powiedział całując mnie w czoło.
-Kocham cię. - mruknęłam.
-Ja ciebie też. - zaśmiał się podrywając mnie do góry i kierując się w stronę łóżka.
-No chyba nie. - zaprzeczyłam.
-Cicho bądź. - odparł i rzucił mnie na łóżko. W tym samym momencie drzwi od naszego pokoju otworzyły się i weszli do niego Mila i Harry.
-Chyba przyszliśmy w złym momencie.-powiedział brunet na którego policzkach pojawił się lekki rumieniec jednak po tonie jego głosu stwierdziłam,że był rozbawiony.
-Poczekaj możemy zostać jeszcze przez chwilę?-zapytała Mila chłopaka po czym dodała patrząc na nas.-Nie wzięłam pornoli z domu.
-Robię to co ty.-odgryzłam się wstając z łóżka.
-Idziecie z nami na plaże?-zapytał Loczek obejmując moją siostrę za biodra.Jego ręka było stosunkowo za nisko.Niall nigdy nie obmacywał by mnie przez cały czas!
-A będziecie się całować?-zapytałam a po chwili poczułam wzrok wszystkich na sobie.-No co?Chce uwiecznić dzień w którym jesteście razem.
-Jezu.-pokręcił głową Niall z niedowierzaniem.Uderzyłam go łokciem w brzuch,żeby siedział cicho.
-Mogę zaproponować zakupy?-zapytała Mila.Tym razem wzrok wszystkich spoczął na niej.-No co?-dodała.
-Czy z tobą wszystko w porządku?-spytałam nie dowierzając.-Harry...nie uderzyła się za mocno w głowę w nocy...czy coś.
-Nie,po prostu nie mam ciuchów a te już mi się znudziły.-westchnęła.-Poza tym...czy ty byłaś w naszym pokoju?
-Chciałam sprawdzić czy się nie pozabijaliście na wzajem...albo zarż...-urwałam kiedy przypomniałam sobie co powiedziała mi dziewczyna w samolocie.Domyśliła się co chce powiedzieć i zesztywniała.
-No to zakupy! - poderwał się Niall z łóżka poprawiając koszulkę.
-Pójdę się przebrać. - warknęła Mila, a za nią udał się Harry.
-Czasem przesadzasz. - powiedział Niall patrząc się na mnie z wściekłością.
-Chciałam dob... - jęknęłam
-Tym razem ci nie wyszło. - popatrzył się na mnie z odrazą i poszedł do łazienki.
Cholera... Nie chciałam żeby tak wyszło. Powinnam delikatniej dobierać słowa. Ale liczy się fakt że Mila i Harry się pogodzili! Ucieszona tym faktem spakowałam potrzebne rzeczy do torebki i wyszłam na korytarz. Po tym wyszedł Niall, jeszcze na mnie zły. Zaraz po nim Mila i Harry, szczęśliwi, jak nigdy dotąd.
-Kto prowadzi? - spytała Mila.
-Ja. - odrzekł szybko Harry.
Popędziliśmy na dół i od razu zajęliśmy miejsca w samochodzie. Harry prowadził, Mila siedziała przy nim, a ja i Niall musieliśmy siedzieć z tyłu.
Po pięciu minutach jazdy Niall szepnął
-Kurwa, nie umiem być na ciebie zły. - po czym delikatnie mnie pocałował.
-Znów zaczynacie? - spytała Mila patrząc się nas. -Mogę to nagrać. Sekstaśma z jednym z 1D. Wow, to zrobi furrorę. - warknęła.
-Ja mogłam nagrać was.
-Miała byś co oglądać.-zaśmiała się brunetka,podgryzając dolną wargę a przy tym patrząc na twarz Harrego.
Nie mogłam się na nich napatrzeć.Pierwszy raz w życiu zachowywali się jak...para.Normalna para.
Podjechaliśmy pod The Water Garden i zaparkowaliśmy samochód na parkingu podziemnym.
-Dobra to gdzie najpierw?-zapytałam patrząc na ilość sklepów w tym centrum.
Chłopaki popatrzyli po sobie na co Mila szybko powiedziała.
-Nie,nie kupujemy bielizny.
Popatrzyłam się pytająco na Nialla.On i takie pomysły?Co mu się ostatnio stało?
-Lubię cię w niej oglądać.-Harry przytulił Mile od tyłu.Wyglądali naprawdę słodko.
-Nie.-odparła stanowczo.
Już po pierwszym sklepie wyszłyśmy z mega wielką ilością toreb.(kupiłam sobie <KLIK>,<KLIK>,<KLIK>,<KLIK> a Mila <KLIK>,<KLIK>,<KLIK>,<KLIK>)
-Wiecie,że w hotelu dzisiaj urządzają jakiś bankiet?-zapytałam kiedy przypomniała mi się ulotka na drzwiach kiedy wychodziliśmy z budynku.
-Czyli chcesz żebyśmy tam poszli?-spytał Niall.
-Tak tylko...-spojrzałam na Mile.-Obowiązuje strój wieczorowy.
-Nie ma mowy.-odparła szybko i zdecydowanie.-Nigdy wiecej.-przypomniałam sobie jak na gali została zaatakowana.Szybko odrzuciłam widok jej zakrwawionej nogi z głowy.
-Proszę.-piszczałam jak małe dziecko.-Bądź moją siostrą i pójdź ze mną przymierzyć sukienki.
-Nie.
-Proszę.-nie odpuszczałam widząc jak powoli gniew ulatnia się z jej ciała.
-No dobrze, już dobrze. - jęknęła, po czym pociągnęłam ją do najbliższego sklepu. Chwyciłam kilka sukienek, pasujących do figury Mili.
-Przymierzasz to. - powiedziałam władczo rzucając w nią kilkunastoma sukienkami gdy chłopaki weszli do sklepu.
-Naprawdę ona to przymierza? - prychnął Harry.
-Tak. - jęknęła.
-Pomóc ci? - Spytał Harry uśmiechając się.
-Sama sobie dam radę. - pocałowała go.
-A ja tob.. - zaczął Niall.
-Nie. - urwałam mu sucho i poszłam szukać sukienek dla siebie.
Byłam w swoim żywiole kiedy wchodziłam do przymierzalni.Nareszcie Mila zachowywała się jak normalna dziewczyna,nie zabójczyni oraz jak...siostra.Moja siostra.Ten fakt tak mnie ucieszył,że z entuzjazmem zrzuciłam z siebie ubranie.
-Cholera.-usłyszałam głos Mili z kabiny obok.
-Ubrałaś się?-spytałam.
-Tak.-jęknęła.-Nie każ mi wychodzić.
Założyłam swoją sukienkę <KLIK> i wyszłam z przebieralni.Niall uśmiechnął się na mój widok i dodał:
-Wyglądasz olśniewająco.Jak zawsze.
-Dzięki skarbie.Mila pokaż się.
Brunetka wyszła z przebieralni <KLIK> z kwaśną miną.Wyglądała ślicznie jednak Harry prasnął śmiechem.
-Strzał w dziesiątkę Sam.-powiedział.-Wystarczy tylko pociągnąć za suwak i...
-Uważaj żebym to ja za coś cię nie pociągnęła.-warknęła.
-Mila wyglądasz pięknie! - krzyknęłam uradowana. -przymierzaj następne. -Rozkazałam.
Po tym znów obie schowałyśmy się w przymierzalni i podobnie jak przedtem znów się wynurzyłyśmy. otrzymałyśmy dużo komplementów od chłopaków, ale oni widząc do czego to zmierza krzyknęli:
-No to bierzemy te.
Zgodziłam się i wyciągnięta przez Nialla siłą ze sklepu zostałam zaciągnięta do kawiarni.
Usiedliśmy przy stoliku,rozbawieni sytuacją w sklepie.Harry jeszcze pomagał Mili się ubrać co wiedziałam jak się skończy.
-Late?-spytał Niall nagle.
-Z mlekiem,poproszę.-wyszczerzyłam się słodko dostając soczystego buziaka.
Odprowadziłam wzrokiem Nialla kiedy poczułam na swoim ramieniu czyjąś rękę.
-Sam,to na prawdę ty?-wzdrygnęłam się słysząc ten specyficzny dla mnie głos.Stare emocje odżyły na nowo.
-Jai?-jęknęłam cicho,łamiącym się głosem.-Co..Co tu robisz?
Spojrzałam na chłopaka <KLIK>.Byłam przerażona a moje ciało miało zamiar uciec.Tak bardzo chciałam żeby Niall wrócił w tej chwili.
-Mieszkam tu.-zaśmiał się.-Wyładniałaś,skarbie.
-Um...mam chłopaka...także.
-Tęskniłem za tobą wiesz.Całymi dniami o tobie myślałem.
-Ale... Ja mam chłopaka już. - Jęknęłam cicho.
-Szybko się pocieszyłaś. - warknął, a ja modliłam się w duchu żeby Niall wrócił.
-Możemy spróbować jeszcze raz, skarbie. - powiedział władczym tonem.
-Ja nie chce.
-Słucham? - zapytał ze śmiechem.
-Ja NIE chce. - powiedziałam z naciskiem, po czym zobaczyłam jego rękę lecącą w kierunku mojej twarzy. Pisnęłam, ale w ostatniej chwili oprzytomniał.
-Chyba nie chce powtarzać starych wydarzeń. - warknął agresywnie. Stare uczucia wróciły. W tym momencie zmarnowałam wszystko. Lata u psychologa, wsparcie, otrząśnięcie się po gwałcie. Znów byłam przestraszoną dziewczynką.
W pewnym momencie usłyszałam głos Nialla. Zobaczył gdy chłopak trzymał rękę przy mojej twarzy.
-Masz jakiś problem?! - spytał agresywnie.
-To on? - parsknął Jai, a moje oczy przepełniły się łzami.
-Odpieprz się od niej.-warknął Niall.
-Wolał bym ją pieprzyć.-zaśmiał się gardłowo Jai.
Blondyn nie wytrzymał i wymierzył mu prawy sierpowy w szczękę.Jai tylko ścisnął swoje pięści gotowy na oddanie cioosu.
-Przestańcie.-pisnęłam gdy zaczęli się okładać pięściami.
-Hej,hej!-krzyknęła Mila,trzymając dłonie na torsie Nialla.-Spokojnie.-mówiła do blondyna i przerzuciła spojrzenie na Jaia.
-Mila.-uśmiechnął się zadziornie.-Tyle czasu a ty nadal się nie zmieniasz.
-Spierdalaj stąd,Jai.-warknęła stając twarzą w twarz z chłopakiem.-Albo sami sobie porozmawiamy.
-Chętnie.-zachichotał.
Dopiero wtedy oberwał z kolana prosto w brzuch.Ludzie znów zaczęli się na nas gapić jak na jakiś debili.
Twarz Jeia wyrażała tylko ból ale po chwili zobaczyłam coś jeszcze.Rozbawienie.
-Nadal zadziorna.-dodał sztucznie się uśmiechając.
-Odpierdol się i od Sam i od Nialla.Rozumiesz?!-uderzyła go tak mocno,że chłopak wylądował na podłodze,skomląc.
-Jeszcze się policzę z waszą dwójką.
Nie mogłam uwierzyć w to co zobaczyłam!Pobiegłam szybko do pokoju tak szybko jak to było możliwe.Kiedy z entuzjazmem zamknęłam drzwi Niall poderwał się z łóżka.
-Co się stało?-spytał zaskoczony moim humorem.
-Poszłam do Mili i Harrego bo ich nie widziałam od rana i zgadnij co widziałam!-zaśmiałam się tańcząc z radości.-Byli nadzy!W łóżku!
-Czekaj chwila.-zatrzymał mnie,łapiąc za ramiona.-Chcesz powiedzieć,że oni...
-Kochali się ze sobą!-wykrzyknęłam uradowana.-Jestem lepsza niż swatka!
-Nasze dzieci cię zabiją jeżeli będziesz im tak robiła.
-Będą mi za to dziękować.Będę zajebistą matką!-oburzyłam się po czym doszło do mnie to co powiedział.-Chcesz mieć ze mną dzieci?-zapytałam już spokojniej patrząc w jego niebieskie tęczówki.
-Oczywiście że tak. - odparł uśmiechając się. -Chce z tobą mieszkać, mieć dzieci, zestarzeć się. Tylko z tobą. - powiedział całując mnie w czoło.
-Kocham cię. - mruknęłam.
-Ja ciebie też. - zaśmiał się podrywając mnie do góry i kierując się w stronę łóżka.
-No chyba nie. - zaprzeczyłam.
-Cicho bądź. - odparł i rzucił mnie na łóżko. W tym samym momencie drzwi od naszego pokoju otworzyły się i weszli do niego Mila i Harry.
-Chyba przyszliśmy w złym momencie.-powiedział brunet na którego policzkach pojawił się lekki rumieniec jednak po tonie jego głosu stwierdziłam,że był rozbawiony.
-Poczekaj możemy zostać jeszcze przez chwilę?-zapytała Mila chłopaka po czym dodała patrząc na nas.-Nie wzięłam pornoli z domu.
-Robię to co ty.-odgryzłam się wstając z łóżka.
-Idziecie z nami na plaże?-zapytał Loczek obejmując moją siostrę za biodra.Jego ręka było stosunkowo za nisko.Niall nigdy nie obmacywał by mnie przez cały czas!
-A będziecie się całować?-zapytałam a po chwili poczułam wzrok wszystkich na sobie.-No co?Chce uwiecznić dzień w którym jesteście razem.
-Jezu.-pokręcił głową Niall z niedowierzaniem.Uderzyłam go łokciem w brzuch,żeby siedział cicho.
-Mogę zaproponować zakupy?-zapytała Mila.Tym razem wzrok wszystkich spoczął na niej.-No co?-dodała.
-Czy z tobą wszystko w porządku?-spytałam nie dowierzając.-Harry...nie uderzyła się za mocno w głowę w nocy...czy coś.
-Nie,po prostu nie mam ciuchów a te już mi się znudziły.-westchnęła.-Poza tym...czy ty byłaś w naszym pokoju?
-Chciałam sprawdzić czy się nie pozabijaliście na wzajem...albo zarż...-urwałam kiedy przypomniałam sobie co powiedziała mi dziewczyna w samolocie.Domyśliła się co chce powiedzieć i zesztywniała.
-No to zakupy! - poderwał się Niall z łóżka poprawiając koszulkę.
-Pójdę się przebrać. - warknęła Mila, a za nią udał się Harry.
-Czasem przesadzasz. - powiedział Niall patrząc się na mnie z wściekłością.
-Chciałam dob... - jęknęłam
-Tym razem ci nie wyszło. - popatrzył się na mnie z odrazą i poszedł do łazienki.
Cholera... Nie chciałam żeby tak wyszło. Powinnam delikatniej dobierać słowa. Ale liczy się fakt że Mila i Harry się pogodzili! Ucieszona tym faktem spakowałam potrzebne rzeczy do torebki i wyszłam na korytarz. Po tym wyszedł Niall, jeszcze na mnie zły. Zaraz po nim Mila i Harry, szczęśliwi, jak nigdy dotąd.
-Kto prowadzi? - spytała Mila.
-Ja. - odrzekł szybko Harry.
Popędziliśmy na dół i od razu zajęliśmy miejsca w samochodzie. Harry prowadził, Mila siedziała przy nim, a ja i Niall musieliśmy siedzieć z tyłu.
Po pięciu minutach jazdy Niall szepnął
-Kurwa, nie umiem być na ciebie zły. - po czym delikatnie mnie pocałował.
-Znów zaczynacie? - spytała Mila patrząc się nas. -Mogę to nagrać. Sekstaśma z jednym z 1D. Wow, to zrobi furrorę. - warknęła.
-Ja mogłam nagrać was.
-Miała byś co oglądać.-zaśmiała się brunetka,podgryzając dolną wargę a przy tym patrząc na twarz Harrego.
Nie mogłam się na nich napatrzeć.Pierwszy raz w życiu zachowywali się jak...para.Normalna para.
Podjechaliśmy pod The Water Garden i zaparkowaliśmy samochód na parkingu podziemnym.
-Dobra to gdzie najpierw?-zapytałam patrząc na ilość sklepów w tym centrum.
Chłopaki popatrzyli po sobie na co Mila szybko powiedziała.
-Nie,nie kupujemy bielizny.
Popatrzyłam się pytająco na Nialla.On i takie pomysły?Co mu się ostatnio stało?
-Lubię cię w niej oglądać.-Harry przytulił Mile od tyłu.Wyglądali naprawdę słodko.
-Nie.-odparła stanowczo.
Już po pierwszym sklepie wyszłyśmy z mega wielką ilością toreb.(kupiłam sobie <KLIK>,<KLIK>,<KLIK>,<KLIK> a Mila <KLIK>,<KLIK>,<KLIK>,<KLIK>)
-Wiecie,że w hotelu dzisiaj urządzają jakiś bankiet?-zapytałam kiedy przypomniała mi się ulotka na drzwiach kiedy wychodziliśmy z budynku.
-Czyli chcesz żebyśmy tam poszli?-spytał Niall.
-Tak tylko...-spojrzałam na Mile.-Obowiązuje strój wieczorowy.
-Nie ma mowy.-odparła szybko i zdecydowanie.-Nigdy wiecej.-przypomniałam sobie jak na gali została zaatakowana.Szybko odrzuciłam widok jej zakrwawionej nogi z głowy.
-Proszę.-piszczałam jak małe dziecko.-Bądź moją siostrą i pójdź ze mną przymierzyć sukienki.
-Nie.
-Proszę.-nie odpuszczałam widząc jak powoli gniew ulatnia się z jej ciała.
-No dobrze, już dobrze. - jęknęła, po czym pociągnęłam ją do najbliższego sklepu. Chwyciłam kilka sukienek, pasujących do figury Mili.
-Przymierzasz to. - powiedziałam władczo rzucając w nią kilkunastoma sukienkami gdy chłopaki weszli do sklepu.
-Naprawdę ona to przymierza? - prychnął Harry.
-Tak. - jęknęła.
-Pomóc ci? - Spytał Harry uśmiechając się.
-Sama sobie dam radę. - pocałowała go.
-A ja tob.. - zaczął Niall.
-Nie. - urwałam mu sucho i poszłam szukać sukienek dla siebie.
Byłam w swoim żywiole kiedy wchodziłam do przymierzalni.Nareszcie Mila zachowywała się jak normalna dziewczyna,nie zabójczyni oraz jak...siostra.Moja siostra.Ten fakt tak mnie ucieszył,że z entuzjazmem zrzuciłam z siebie ubranie.
-Cholera.-usłyszałam głos Mili z kabiny obok.
-Ubrałaś się?-spytałam.
-Tak.-jęknęła.-Nie każ mi wychodzić.
Założyłam swoją sukienkę <KLIK> i wyszłam z przebieralni.Niall uśmiechnął się na mój widok i dodał:
-Wyglądasz olśniewająco.Jak zawsze.
-Dzięki skarbie.Mila pokaż się.
Brunetka wyszła z przebieralni <KLIK> z kwaśną miną.Wyglądała ślicznie jednak Harry prasnął śmiechem.
-Strzał w dziesiątkę Sam.-powiedział.-Wystarczy tylko pociągnąć za suwak i...
-Uważaj żebym to ja za coś cię nie pociągnęła.-warknęła.
-Mila wyglądasz pięknie! - krzyknęłam uradowana. -przymierzaj następne. -Rozkazałam.
Po tym znów obie schowałyśmy się w przymierzalni i podobnie jak przedtem znów się wynurzyłyśmy. otrzymałyśmy dużo komplementów od chłopaków, ale oni widząc do czego to zmierza krzyknęli:
-No to bierzemy te.
Zgodziłam się i wyciągnięta przez Nialla siłą ze sklepu zostałam zaciągnięta do kawiarni.
Usiedliśmy przy stoliku,rozbawieni sytuacją w sklepie.Harry jeszcze pomagał Mili się ubrać co wiedziałam jak się skończy.
-Late?-spytał Niall nagle.
-Z mlekiem,poproszę.-wyszczerzyłam się słodko dostając soczystego buziaka.
Odprowadziłam wzrokiem Nialla kiedy poczułam na swoim ramieniu czyjąś rękę.
-Sam,to na prawdę ty?-wzdrygnęłam się słysząc ten specyficzny dla mnie głos.Stare emocje odżyły na nowo.
-Jai?-jęknęłam cicho,łamiącym się głosem.-Co..Co tu robisz?
Spojrzałam na chłopaka <KLIK>.Byłam przerażona a moje ciało miało zamiar uciec.Tak bardzo chciałam żeby Niall wrócił w tej chwili.
-Mieszkam tu.-zaśmiał się.-Wyładniałaś,skarbie.
-Um...mam chłopaka...także.
-Tęskniłem za tobą wiesz.Całymi dniami o tobie myślałem.
-Ale... Ja mam chłopaka już. - Jęknęłam cicho.
-Szybko się pocieszyłaś. - warknął, a ja modliłam się w duchu żeby Niall wrócił.
-Możemy spróbować jeszcze raz, skarbie. - powiedział władczym tonem.
-Ja nie chce.
-Słucham? - zapytał ze śmiechem.
-Ja NIE chce. - powiedziałam z naciskiem, po czym zobaczyłam jego rękę lecącą w kierunku mojej twarzy. Pisnęłam, ale w ostatniej chwili oprzytomniał.
-Chyba nie chce powtarzać starych wydarzeń. - warknął agresywnie. Stare uczucia wróciły. W tym momencie zmarnowałam wszystko. Lata u psychologa, wsparcie, otrząśnięcie się po gwałcie. Znów byłam przestraszoną dziewczynką.
W pewnym momencie usłyszałam głos Nialla. Zobaczył gdy chłopak trzymał rękę przy mojej twarzy.
-Masz jakiś problem?! - spytał agresywnie.
-To on? - parsknął Jai, a moje oczy przepełniły się łzami.
-Odpieprz się od niej.-warknął Niall.
-Wolał bym ją pieprzyć.-zaśmiał się gardłowo Jai.
Blondyn nie wytrzymał i wymierzył mu prawy sierpowy w szczękę.Jai tylko ścisnął swoje pięści gotowy na oddanie cioosu.
-Przestańcie.-pisnęłam gdy zaczęli się okładać pięściami.
-Hej,hej!-krzyknęła Mila,trzymając dłonie na torsie Nialla.-Spokojnie.-mówiła do blondyna i przerzuciła spojrzenie na Jaia.
-Mila.-uśmiechnął się zadziornie.-Tyle czasu a ty nadal się nie zmieniasz.
-Spierdalaj stąd,Jai.-warknęła stając twarzą w twarz z chłopakiem.-Albo sami sobie porozmawiamy.
-Chętnie.-zachichotał.
Dopiero wtedy oberwał z kolana prosto w brzuch.Ludzie znów zaczęli się na nas gapić jak na jakiś debili.
Twarz Jeia wyrażała tylko ból ale po chwili zobaczyłam coś jeszcze.Rozbawienie.
-Nadal zadziorna.-dodał sztucznie się uśmiechając.
-Odpierdol się i od Sam i od Nialla.Rozumiesz?!-uderzyła go tak mocno,że chłopak wylądował na podłodze,skomląc.
-Jeszcze się policzę z waszą dwójką.
Subskrybuj:
Posty (Atom)