sobota, 2 sierpnia 2014

(#2) 33.Nigdy się nie zmienię.

Sam...
Wczorajsze odkrycie nie dawało mi spokoju. Nie mogłam uwierzyć, że Mila jest w ciąży. Nie potrafiłam sobie wyobrazić jej w roli matki. Mimo tego, że w ostatnim czasie wydoroślała nie potrafiłam jej do końca zaufać. Nadal wydawała mi się skrajnie nieodpowiedzialna. Od wiadomości o dziecku nie miałam odwagi wypuścić jej z domu, bojąc się, że do głowy wpadnie jej jakiś niedorzeczny pomysł. Jestem pewna, że Harry ucieszy się na wieść o dziecku. Naprawdę kochał Milę, a ona odwzajemniała to uczucie.
Gdy o tym myślałam przypominała mi się jedno. MILA MIAŁA POINFORMOWAĆ HARREGO, ŻE JEST W CIĄŻY. Zgaduje, że do tej pory nie miała wystarczającej odwagi by to zrobić. Rozumiem to. Jest w szoku. Gdyby to na mnie przypadło nie miałabym pojęcia co zrobić. Też bałabym się poinformować o tym Nialla.
Postanowiłam zaczerpnąć informacji od źródła i wprost spytać się jej czy dzwoniła do swojego chłopaka.
-Mila... - zaczęłam poważmy tonem.
-Tak powiedziałam już Harremu. - powiedziała, zgadując, że o to mi chodzi.
-CO?! - krzyknęłam zaskoczona. - Jak zareagował? - spytałam podniecona.
-Stwierdził, że powinnam je usunąć. - odrzekła spokojnie dziewczyna.
-Proszę? - zdziwiłam się, że Harry mógłby powiedzieć coś takiego.
-Powiedział mi, że nie chce tego dziecka i że powinnam je usunąć. Postanowiłam że jeszcze dziś poszukam kliniki. - stwierdziła. 
-Boże...nie...niewierze.
-To uwierz.Wiedziałam,że tak będzie.Nie było sensu mu mówić,Sam.
-Mila nie ważne co powiedział Harry nie możesz usunąć tego malucha.To nieludzkie.
-Malucha?!Raczej pasożyta żerującego na moich siłach a niedługo ciele.Nie pozwolę na to.Z resztą to mój wybór co zrobię z tym czymś.Harry tylko potwierdził mój wybór.
-Nie mów tak!
-Skoro tak bardzo go chcesz to sama je sobie zrób.-odgryzła się i zniknęła w swoim pokoju.
Nie mogłam uwierzyć,że Harry tak powiedział!Palant!Przecież powinni się cieszyć.Połączy ich coś...więcej niż tylko uczucie.Oboje się boją ale...cholera nie można robić takich rzeczy!
Cała zdenerwowana zadzwoniłam do Harrego.Miałam zamiar powiedzieć parę słów,które o nim myślę.A było ich wiele.
-Halo.-usłyszałam zachrypnięty głos Harrego.
-Ty sukinsynu jak mogłeś powiedzieć,że go nie chcesz?!Myślałam,że jesteś odpowiedzialnym mężczyzną ale widać,że się myliłam!Palancie powinieneś ją wesprzeć i nawet o tym nie myśleć!To fakt w tym wieku nie dziwie się,że się boicie.To odpowiedzialność na całe życie.Jesteś idiotą...
-Sam!-krzyknął.-O co ci chodzi bo nie rozumiem?
-O to co powiedziałeś Mili! - krzyczałam do telefonu
-To znaczy? - spytał niecierpliwie. Słyszałam, że traci nerwy.
-O dziecku! Jak mogłeś kazać jej je usunąć! - wybuchłam.
-Jakim dziecku?
-Przecież Mila dzwoniła do ciebie i ci powiedziała. - wytłumaczyłam zdezorientowana.
-Sam. Ona jest w ciąży?! - krzyknął do słuchawki. Usłyszałam w tle krzyki: KTO?! JAK TO?!
-Tak... Jest. Myślałam, że ci powiedziała. Znaczy... Mi wcisnęła taką wersję. - tłumaczyłam się zawstydzona. - Przepraszam, że na ciebie naskoczyłam... Muszę kończyć.
Usłyszałam w słuchawce krótkie: ale..., ale nie miałam czasu. Musiałam ją znaleźć i oczywiście opieprzyć. To stawało się już tradycją. Uświadomiłam sobie, że Mila wyszła z domu. Cholera jasna. Gdzie ta dziewczyna znowu polazła. Z zamyślenia wyrwał mnie dzwonek do drzwi. Ucieszona rzuciłam się w stronę wejścia. Pewnie Mila czegoś zapomiała, myślałam. Otworzyłam drzwi... Ale nie było tam Mili.
-Sam! Jak ty wyrosłaś. - krzyknęła kobieta stojąca na wycieraczce. Była wysoka, szczupła, miała kręcone brązowe włosy i była... cholera jasna. Moją matką.

-Co..co tu robisz?-spytałam zaskoczona.
-Słyszałam o ojcu i postanowiłam wrócić.-uśmiechnęła się.-Cieszysz się?
-Nie było cię 10 lat.
-Ale już jestem.Zaprosisz mnie do środka czy będę tak tu stała?
Zastanowiłam się przez chwile.Chciałam poznać odpowiedzi na pytania gdzie do cholery była przez cały ten czas.Dlaczego wyjechała i zostawiła mnie z ojcem.Ale uh...nie mogłam pozwolić żeby Mila zrobiła coś niewyobrażalnie głupiego.Musiałam ją znaleźć.Wiem,że będzie żałowała swojego wyboru.
-Śpieszę się gdzieś.Może wpadniesz jutro popołudniu?-zapytałam ściskając mocniej klamkę.
-Oh...jasne.-mruknęła moja mama.-Masz ważniejsze sprawy na głowie niż twoja matka.
-Jeżeli myślałaś,że tym iż się pojawisz zmienisz całe 10 lat to się pomyliłaś.-zamknęłam drzwi.
Pobiegłam do pokoju Mili.Na łóżku leżał laptop.Może z niego dowiem się gdzie pojechała.
Cholera jasna!Mogłam się tego spodziewać!Hasło.
Zaczęłam wpisywać wszystko co przyszło mi do głowy.
Harry.
Nathan.
Samantha.
Niall.
Liam.
Ale nic...Przeglądałam w głowie listę wszystkich osób na jakich jej zależało aż w końcu mnie olśniło.
C.H.R.I.S.T.I.A.N.
Bingo.
Przeglądarka internetowa była otworzona na klinikach ginekologicznych w Londynie.Jedna została zaznaczona.
-Tu cię mam,Mila.
Spisałam szybko adres na kartkę leżącą blisko mnie i zatrzasnęłam laptopa. Co ona sobie myśli?! Nie pozwolę jej skrzywdzić tego dziecka!
Wybiegłam z domu otoczona swoimi myślami. Z jednej strony chciałam porozmawiać z matką, a z drugiej strony nie mogłam pozwolić zabić Mili tego malutkiego cudziku! Wsiadłam w samochód i wcisnęłam gaz. Jechałam tak szybko jak nigdy. Moje serce biło tak głośno, że byłam w stanie je usłyszeć. Po dłużącej się w nieskończoność drodze dotarłam do kliniki. Wysiadłam z auta mocno trzaskając mocno drzwiami i nie zważając na to, że nie zamknęłam ich na klucz ruszyłam do wejścia. Klinika mieściła się na obrzeżach miasta. Przełknęłam ślinę. Otworzyłam drzwi i przeszłam przez rażący bielą korytarz. W poczekalni siedziała Mila zapatrzona w telefon do tego stopnia, że nawet nie zauważyła mojego przybycia.
-MILA! - krzyknęłam na całe gardło. -Ty kłamliwa suko!
-Matko, uspokój się. Dlaczego tak zależy ci na tym pierdolonym dziecku? - spytała z pogardą. -Może sama nie możesz mieć? - wyszczerzyła zęby we wrednym uśmiechu. -Mówiłam ci już. Jak tak bardzo go chcesz to idź do Nialla, nie bierz pigułek czy nie wiem czego wy tam używacie i voilà.
W tym momencie nie wytrzymałam i rzuciłam się na nią. Ciągnęłam ją za włosy, a z moich ust leciały najgorsze możliwe obelgi. W pewnym momencie, zaniepokojony hałasem z poczekalni, zza drzwi wyjrzał lekarz, do którego Mila miała się udać.
-Co tu się dzieje?! - krzyknął zdegustowany naszym zachowaniem. Ja cały czas biłam Milę po twarzy i ciągłam jej włosy. Nie zapominajmy też o słowach które wciąż wypadały mi z ust. Suka i dziwka to najlżejsze z nich.
Gdy go zobaczyłam uspokoiłam się i spojrzałam na niego. Uśmiechnęłam się z pogardą. Nie mogłam patrzeć na człowieka który dokonuje aborcji.
-Gówno się dzieje. - odpowiedziałam, wydymając usta. -Mila idziemy do domu. -rozkazałam władczym tonem, pewna siebie bardziej niż kiedykolwiek. 

-Nie Sam.Nie pójdę.
-Dzwoniłam do Harrego.-powiedziałam kiedy miała już wejść do gabinetu.Jak na komendę zatrzymała się w drzwiach.
-Co zrobiłaś?
-Wie o dziecku.Założę się,że będzie ucieszony na wieść,że własna dziewczyna nie powiedziała mu o ich wspólnym dziecku. 
-To nie była twoja sprawa.-przeczesała ręką włosy.
-Okłamałaś mnie.Znowu.
-Nie miałam innego wyjścia.Nie pozwoliłabyś mi zrobić tego co chce.
-Najpierw porozmawiaj z Harrym a potem coś rób.Coś mi się wydaje,że jest w drodze do was.
-Żadnych nas.-syknęła przez zęby.
-Wróć ze mną do domu.Jesteś nadal w szoku.Też pewnie bym była ale...poczekaj kilka dni.Porozmawiaj z nim.Może coś się zmieni.
-Nic się nie zmieni Sam...-powiedziała idąc w moją stronę.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz