Harry...
Po tym jak Sam i Niall się pogodzili, poprosili mnie, bym pojechał z nimi do Los Angeles. Znajomy załatwił im jakiś luksusowy hotel za darmo. Na początku nie chciałem się zgodzić lecz w końcu uległem. Pomyślałem że dobrze zrobi mi taki wyjazd. Może kogoś poznam i zapomnę o Mili.
W dzień wyjazdu pod dom podjechało czarne, eleganckie auto z przyciemnianymi szybami <KLIK>.
Chwyciłem walizkę i przepychając się z Niallem na schodach dotarłem na dół. Niall zamykał drzwi a ja podszedłem do auta. Zatkało mnie gdy zobaczyłem, że auto prowadzi Mila, a z tyłu siedzi Sam.
-Sam.-warknąłem, na co ona tylko szeroko się uśmiechnęła.
-Cześć kochanie.-przywitał ją Niall, całując delikatnie.
-Ja może zostanę w domu.-powiedziałem.
-Przecież obiecałeś,że pojedziesz!-oburzyła się.-Proszę.
Przewróciłem oczami.Jezu a miało być tak pięknie.Niall usiadł obok mnie co świadczyło o tym,że bylem zmuszony usiąść obok Mili.Ta nawet nie podniosła wzroku.
-Dobra.Ja prowadzę więc tak.Po pierwsze nie liżemy sobie gardeł,nie pieprzymy na się na tylnych siedzeniach a jak chcemy zrobić sobie dobrze mówimy,żebym stanęła na stacji.Jasne?-powiedziała nagle Mila.
Wszyscy pokiwali głowami lekko zdziwieni.Miałem nadzieje,że podróż szybko mi minie.
Wyjechaliśmy z Londynu kierując się w stronę lotniska.
-Nie przepieprzyła bym się na tylnym siedzeniu przy Tobie...-mruknęła Sam.
-A kto Cię tam wie.-wzruszyła ramionami brunetka.
-Nie jest Tobą.-powiedziałem po nosem myśląc,że nie usłyszy.
-Ja przynajmniej mam z kim się pieprzyć.-odparła.
-Pewnie dlatego każdy traktuje cię jak dziwkę.-prychnąłem.
-Wole być dziwką niż skurwielem.-odrzekła patrząc się na mnie wymownie.
-Przestaniecie?-poprosiła Sam.-Miało być miło.
-Z nim nigdy nie będzie.-warknęła Mila.
-Ile tu czekamy?-spytała Sam, nie czekając na to aż odgryzę się Mili.
-Ponad 30 minut.-odparł Niall.
-Och macie czas by się pokłócić.-powiedziała z sarkazmem Sam.
-Zajebiście. Ty masz czas żeby zrobić laskę Niallowi.-rzuciła i udała się w stronę kawiarni.
-Co?-spytała Sam, sama siebie.
-To Mila.-odparłem.
Nie wiedziałem co mam robić przez ten czas.Dołączyliśmy z Sam i Niallem do Mili,która zamówiła nam kawę.
-Czy to zatrułaś?-spytałem z niesmakiem na twarzy.
-Twoją spermą.
-Tą która była w Tobie tyle razy mieszając się ze spermą innych,suko ?
-Błagam przestańcie.-jęknęła Sam.
-Zawsze udawałam orgazm z Tobą.Jesteś kiepski Styles.
-To może chodź i przekonamy się w jakim czasie dojdziesz co?
-Przestańcie oboje!-poniosła głos Sam a wszyscy popatrzyli się na nas dziwnie.
-Ciesze się że skończyliśmy z naszym psycho-związkiem.-krzyknąłem
-Psycho czy nie, było ci dobrze!-wrzasnęła Mila na całą kawiarnię, a Sam przewróciła oczami.
-Udawałem, żeby zrobić ci przyjemność, szmato!
-Tak?!
-Tak!
-I super. Teraz się zamknijcie.-zaproponował Niall.
-Nie! Ty się zamkniesz!-krzyknąłem.
-Przez Ciebie już po godzinie spieprzyłeś ten wyjazd!-oburzyła się Mila.
-Miałaś nie jechać!Nie moja wina,że zaczynasz!
-Ja zaczynam?
-Tak.
-Ja dopiero mogę zacząć.
-Chyba robić loda.
-A co już za tym tęsknisz?
-To ostatnia rzecz jakiej teraz bym chciał.Nie jesteś jedyną lodziarką na tym świecie.
-Słyszałam,że Cara Cię rzuciła.-uśmiechnęła się dziewczyna.Cholera czy można z nią wygrać?!
-I dobrze.Lubie być singlem.
-I męską dziwką.-upiła łyk kawy tak samo jak Sam.
-Hahahaha.-zaśmiała się Sam nieoczekiwanie.-Szkoda że musicie przerwać tą niesamowitą konwersacje. Musimy iść a w samolocie ja będę siedziała z Milą, a ty Niall, z Harrym.-zarządziła.
-Ale..-odezwał się Niall niezadowolony.
-Zamkniesz się, czy nie? Teraz idziemy w całkowitej ciszy. Jak ktoś się odezwie to w hotelu śpi w wannie!-odpowiedziała wkurzona Sam.
-Ja tam mogę spać w wannie.-powiedziała Mila biorąc kubek z kawą.
Droga do samolotu była niedługa jednak po przeszukaniu nas i tym podobnym trochę się przedłużyło.
Pierwsza klasa była niesamowita.Jak zawsze z resztą.Niall pocałował Sam i poszedł ze mną nająć miejsca.
Od razu podeszła do nas stewardesa.
-Harry Styles i Niall Horan?-zapytała.
-Tak.odparłem lekko się uśmiechając.
-Mam córkę która was uwielbia.Mogli byście się tu podpisać?-wyciągnęła karteczkę i długopis.
-Oczywiście.-odparł Niall.Po zapisaniu autografów nastała niezręczna cisza.
-Czemu mi nie powiedziałeś,że ona też leci?-warknąłem.
-Sam nie wiedziałem.Dopiero wczoraj się dowiedziałem a ty...wczoraj byłeś na imprezie.
-Dobra nie ważne.Mam nadzieje,że poznam kogoś innego.
-Harry...czemu sobie nie wybaczycie?One musiały to zrobić...Howard...
-To już nie o to chodzi.Ona jest bezduszną suką,dwulicową dla ,której liczy się tylko kasa.
-I ty.
Sam...
Siedziałyśmy wraz z Milą na swoich miejscach.
-Sam, po co go tu wzięłaś?-spytała nagle.
-Bo się kochacie. LA to magiczne miejsce. Pogodzicie się.-odparłam.
-Nie rozumiesz że między tobą a Niallem jest coś silnego? Dlatego się pogodziliście. Dorośnij. Między mną a Harrym jest tylko i wyłącznie sex. Tylko.-mruknęła.
-Przyznaj,że o nim myślisz.
-Nie nie myślę,Sam.Myślę to tym jak nie zginąć przez jego humorki.
-Nie da się z Tobą normalnie porozmawiać a od dawna chciałam.Tu przynajmniej nigdzie nie znikniesz.-Popatrzyła na mnie spode łba.-Chce żebyś opowiedziała co się dokładnie stało z naszą matką.
-Nie Sam.-pokiwała głową chcąc wstać ale szybko zrezygnowała.
-Mam prawo wiedzieć!-oburzyłam się.-Proszę.
-Nie...-jęknęła błagalnie.Nie miałam zamiaru dać jej za wygraną.
-Proszę...
-Już z rok nie mieszkaliście z nami.-zaczęła nie patrząc mi w oczy.-Pojechali na jakąś misje porwania morderców...czy kogoś tam.Matka wróciła późno do domu.Poszłyśmy razem do mojego pokoju.Dopiero po kilku minutach usłyszałyśmy jak ktoś wyważa drzwi.-zacisnęła pięści.-Kazała schować mi się pod łóżko i pod żadnym pozorem nie wychodzić.Miało mnie nie być.-zaczęła płakać.Pierwszy raz.Przy mnie.-Mężczyźni weszli do pokoju i zaciągnęli ją na dół za włosy.Krzyczała żeby ją zostawili...-tym razem i po moich policzkach zaczęły płynąc łzy.-Zaczęli ją gwałcić.Każdy po kolei.Jak chcieli.Płakała...Tak strasznie płakała.Błagała żeby przestali.Gdyby nasz ojciec nie spóźnił się o kilka minut...żyła by...Ale zginęła w najgorszy możliwy sposób.Chroniła mnie.A ja nic nie zrobiłam.
-To nie twoja wina...
-Nie obroniłam jej rozumiesz?!Powinnam była odwrócić ich uwagę...Oh!
Właśnie w tamtej chwili rozgryzłam Mile Tenye.Ona była taka tylko dlatego,że nienawidziła samej siebie...I kto wie...Być może czekała na śmierć...
sobota, 15 marca 2014
23.Jeżeli kochasz, czas znajdziesz, nie mając ani jednej chwili.
Sam...
Od kilku dni leżałam w łóżku i płakałam.Nic nie jadłam.Nie miałam na nic ochoty.Chciałam zniknąć na zawsze.Moje życie bez Nialla nie miało sensu.
Nie mogłam liczyć na nikogo.Mila całymi dniami i nocami imprezowała.Nic już już nie ruszało.Stała się jeszcze większą suką niż była,o ile to w ogóle możliwe.Miałam nadzieje,że wszystko się ułoży,chłopaki nam wybaczą lecz z każdym kolejnym dniem traciłam na to nadzieje.
Sobotniego poranka kiedy na zegarku dochodziła godzina 10 usłyszałam jak ktoś krzyczy.Po chwili rozpoznałam Nialla.
-Nie będę gadał z tą dziwką!-wrzeszczał.
-Będziesz zamknij się i na górę!
Mila wiedziała jak budzić strach,Moje serce zabiło mocnej.
-Właź.-wepchnęła go do pokoju..
-Ale..
-Nie wyjdziesz stąd dopóki się nie dogadacie! - warknęła do chłopaka.
-Wyjdę teraz! - krzyknął, ale Mila już zdążyła zamknąć drzwi. Stanął jak wryty i skierował się w stronę fotela, tego samego, na którym powiedział mi kiedyś, że kocha mnie najbardziej na świecie. Teraz to nie miało znaczenia. Usiadł na nim ciężko i westchnął wpatrując się we mnie.
-Naprawdę ośmielasz się do mnie odzywać po tym wszystkim?-warknął.
-To Mila, nie ja.-mruknęłam ściskając ręce.
-Mam to w dupie. Nienawidzę cię.-odparł nad wyraz spokojnie.
-Niall, przepraszam. Błagam, wybacz mi. To co między nami było nie było udawane. Ja cię naprawdę kocham!-krzyczałam przez łzy.
-Nie wierzę Ci!-krzyknął.
-Nigdy nie poszłabym do łóżka z kimś kogo naprawdę nie kocham najbardziej na świecie.-mruknęłam, poddając się. -Jednak jeśli ty masz mnie za dziwkę, rozumiem. Masz prawo.
-Tak uważam Cię za nią, ale wiesz co?! Kochałem Cię i Cię kurwa kocham, ale nie chce mieć już z tobą nic wspólnego! Nic! Zostaw mnie w spokoju suko!-krzyczał, a ja zobaczyłam na jego twarzy łzy. Również się rozpłakałam.
-Niall...-zaczęłam.
-Nie będę Cię słuchał!-wrzasnął i podszedł do drzwi.
-Niall błagam wybacz mi.
-KURWA WYPUŚĆ MNIE STĄD!-krzyczał, a ja usłyszałam głos Mili:
-Nie.
-Ja pierdole.-szepnął.-Czego ty ode mnie oczekujesz?! Że przyjdę tu cały w skowronkach i jak tylko poprosisz mnie, żebym ci wybaczył ja powiem: "Tak, kochanie. Oczywiście. Kocham Cię najmocniej na świecie słoneczko. To nic, że okłamywałaś mnie i zniszczyłaś mi życie. Spokojnie. Już ci wybaczyłem."-wyrecytował z zażenowaniem.
-Niall, błagam.-mruknęłam i usiadłam obok niego.-Kocham Cię najbardziej na świecie.
-Ja ciebie też.-powiedział łamiącym się głosem, a ja przypomiałam sobie cały nasz związek.-Ale nie możemy być razem, Sam. Ja ci już nie zaufam, a na tym opiera się związek.
-Umrę bez Ciebie. Proszę. Spróbujmy. Możemy spróbuwać. Jeśli mi wybaczysz objecuje Ci, że już nigdy cię nie zranię. Będę cię kochać właściwie i lepiej, jeśli to w ogóle możliwe.
-Sam, ja cię kocham. Nigdy nie kochałem nikogo tak mocno. Jesteś dla mnie wszystkim, rozumiesz? Wszystkim. Nigdy nie przestanę Cię kochać. Chciałbym być z tobą, ale nie potrafię.-mówił przez łzy.
-Spróbuj. Możemy próbwać. Nikt nas nie ukaże za próbowanie.
-Nikt nas nie może ukarać za miłość.-uśmiechnął się
-No właśnie. Nie rób nic... Tylko mnie kochaj.-mruknęłam, usiadłam na nim okrakiem i pocałowałam.
Harry....
Nie wiedziałem co już ze sobą zrobić.Przeklęta suka!Ona nigdy się nie zmieni!Przeklinam dzień w którym ją poznałem!Nigdy jej nie wybaczę!Nigdy!
Usiadłem na kanapie i zacząłem oglądać jakiś głupi serial.Dopiero po paru chwilach zorientowałem się,że Mila lubiła ten serial.
Chciałem go już przełączyć lecz nieoczekiwanie główna bohaterka powiedziała.
-Nigdy nie okaże słabości a już tym bardziej miłości.Chyba,że spotkam osobę,której zaufam.
-Cholera!-rzuciłem pilotem o ścianę.
Z góry zbiegł Louis,przestraszony.
-Co się stało?-spytał.
-Gówno,kurwa!-wrzasnąłem.
-Właśnie widzę.-przewrócił oczami.-Mila?
-Tak ona!
-Nie krzycz,uspokój się.Będzie dobrze.
-Nie nie będzie!Ja ją kocham!
-Uuuu.Harry Styles kogoś kocha.-prychnął.
-Zabawne...-mruknąłem chowając twarz w dłonie.
-Harry,wiem,że ją kochasz.Widać...
-Ona mnie nie.
-Może warto było by się przekonać kim tak naprawdę jest Mila Tenye?
-Jest suką...
Mila...
-Myślałam,że nie zobaczę Cię tu nie skutą kajdankami?-zaśmiała się Katniss.<KLIK> Była jedną osobą,która na pewno nie miała związku z Christianem.
-Przychodzę pokojowo.-mruknęłam wpraszając się do niej.-Nieźle się urządziłaś <KLIK>.Mąż polityk przypuszczam?
-Dobrze przypuszczasz.Po co przyszłaś?
-Co tak mało przyjaźnie się do mnie odzywasz?-zaśmiałam się.-Ja na razie jestem miła.
-Na razie...-prychnęła.-Po co przyjechałaś?
-Chodzi o plan Howarda...Wiesz o nim.
-Wiem.-usiadła w fotelu.-Spieprzyłyście go.
Zacisnęłam ręce.
-Howard wszystko sobie zaplanował.Mamy zginąć razem z chłopakami.
-To jakiś absurd!-poderwała się z miejsca.-On nigdy...!
Rzuciłam jej teczkę w której wszystko miałam.
-Przeczytaj sobie.Zobaczymy czy po tym będziesz uważała tak samo.
Katniss wzięła do ręki kartki i zaczęła czytać.
Nagle z góry zeszła mała dziewczynka <KLIK>.
-Mamusiu...-powiedziała słodkim głosikiem.-Pobawisz się ze mną?
-Kochanie nie teraz.-machnęła ręką.Mała zrobiłam smutną minkę i wróciła na górę.
-Nie wiedziałam,że masz córeczkę.-popatrzyłam na nią.
-Tobie ta informacja nic do życia by nie dała.-mruknęła zamyślona.-Cholera...co chcesz z tym zrobić?
-Ochronić.
-Nie rozumiem.
-Przesunęli termin koncertu.Myślę,że własnie wtedy Christian chce to wszystko zakończyć...Harry,Niall,Louis...Mają przeżyć.Sam też...
-A co z tobą?-Spuściłam wzrok.Nie mogłam powiedzieć co planowałam.-Czy ty chcesz...?
-Nie umiem przewidzieć przyszłości ale chce żebyście w razie czego ratowali ich nie mnie....Oni są dla mnie...ważni.
Od kilku dni leżałam w łóżku i płakałam.Nic nie jadłam.Nie miałam na nic ochoty.Chciałam zniknąć na zawsze.Moje życie bez Nialla nie miało sensu.
Nie mogłam liczyć na nikogo.Mila całymi dniami i nocami imprezowała.Nic już już nie ruszało.Stała się jeszcze większą suką niż była,o ile to w ogóle możliwe.Miałam nadzieje,że wszystko się ułoży,chłopaki nam wybaczą lecz z każdym kolejnym dniem traciłam na to nadzieje.
Sobotniego poranka kiedy na zegarku dochodziła godzina 10 usłyszałam jak ktoś krzyczy.Po chwili rozpoznałam Nialla.
-Nie będę gadał z tą dziwką!-wrzeszczał.
-Będziesz zamknij się i na górę!
Mila wiedziała jak budzić strach,Moje serce zabiło mocnej.
-Właź.-wepchnęła go do pokoju..
-Ale..
-Nie wyjdziesz stąd dopóki się nie dogadacie! - warknęła do chłopaka.
-Wyjdę teraz! - krzyknął, ale Mila już zdążyła zamknąć drzwi. Stanął jak wryty i skierował się w stronę fotela, tego samego, na którym powiedział mi kiedyś, że kocha mnie najbardziej na świecie. Teraz to nie miało znaczenia. Usiadł na nim ciężko i westchnął wpatrując się we mnie.
-Naprawdę ośmielasz się do mnie odzywać po tym wszystkim?-warknął.
-To Mila, nie ja.-mruknęłam ściskając ręce.
-Mam to w dupie. Nienawidzę cię.-odparł nad wyraz spokojnie.
-Niall, przepraszam. Błagam, wybacz mi. To co między nami było nie było udawane. Ja cię naprawdę kocham!-krzyczałam przez łzy.
-Nie wierzę Ci!-krzyknął.
-Nigdy nie poszłabym do łóżka z kimś kogo naprawdę nie kocham najbardziej na świecie.-mruknęłam, poddając się. -Jednak jeśli ty masz mnie za dziwkę, rozumiem. Masz prawo.
-Tak uważam Cię za nią, ale wiesz co?! Kochałem Cię i Cię kurwa kocham, ale nie chce mieć już z tobą nic wspólnego! Nic! Zostaw mnie w spokoju suko!-krzyczał, a ja zobaczyłam na jego twarzy łzy. Również się rozpłakałam.
-Niall...-zaczęłam.
-Nie będę Cię słuchał!-wrzasnął i podszedł do drzwi.
-Niall błagam wybacz mi.
-KURWA WYPUŚĆ MNIE STĄD!-krzyczał, a ja usłyszałam głos Mili:
-Nie.
-Ja pierdole.-szepnął.-Czego ty ode mnie oczekujesz?! Że przyjdę tu cały w skowronkach i jak tylko poprosisz mnie, żebym ci wybaczył ja powiem: "Tak, kochanie. Oczywiście. Kocham Cię najmocniej na świecie słoneczko. To nic, że okłamywałaś mnie i zniszczyłaś mi życie. Spokojnie. Już ci wybaczyłem."-wyrecytował z zażenowaniem.
-Niall, błagam.-mruknęłam i usiadłam obok niego.-Kocham Cię najbardziej na świecie.
-Ja ciebie też.-powiedział łamiącym się głosem, a ja przypomiałam sobie cały nasz związek.-Ale nie możemy być razem, Sam. Ja ci już nie zaufam, a na tym opiera się związek.
-Umrę bez Ciebie. Proszę. Spróbujmy. Możemy spróbuwać. Jeśli mi wybaczysz objecuje Ci, że już nigdy cię nie zranię. Będę cię kochać właściwie i lepiej, jeśli to w ogóle możliwe.
-Sam, ja cię kocham. Nigdy nie kochałem nikogo tak mocno. Jesteś dla mnie wszystkim, rozumiesz? Wszystkim. Nigdy nie przestanę Cię kochać. Chciałbym być z tobą, ale nie potrafię.-mówił przez łzy.
-Spróbuj. Możemy próbwać. Nikt nas nie ukaże za próbowanie.
-Nikt nas nie może ukarać za miłość.-uśmiechnął się
-No właśnie. Nie rób nic... Tylko mnie kochaj.-mruknęłam, usiadłam na nim okrakiem i pocałowałam.
Harry....
Nie wiedziałem co już ze sobą zrobić.Przeklęta suka!Ona nigdy się nie zmieni!Przeklinam dzień w którym ją poznałem!Nigdy jej nie wybaczę!Nigdy!
Usiadłem na kanapie i zacząłem oglądać jakiś głupi serial.Dopiero po paru chwilach zorientowałem się,że Mila lubiła ten serial.
Chciałem go już przełączyć lecz nieoczekiwanie główna bohaterka powiedziała.
-Nigdy nie okaże słabości a już tym bardziej miłości.Chyba,że spotkam osobę,której zaufam.
-Cholera!-rzuciłem pilotem o ścianę.
Z góry zbiegł Louis,przestraszony.
-Co się stało?-spytał.
-Gówno,kurwa!-wrzasnąłem.
-Właśnie widzę.-przewrócił oczami.-Mila?
-Tak ona!
-Nie krzycz,uspokój się.Będzie dobrze.
-Nie nie będzie!Ja ją kocham!
-Uuuu.Harry Styles kogoś kocha.-prychnął.
-Zabawne...-mruknąłem chowając twarz w dłonie.
-Harry,wiem,że ją kochasz.Widać...
-Ona mnie nie.
-Może warto było by się przekonać kim tak naprawdę jest Mila Tenye?
-Jest suką...
Mila...
-Myślałam,że nie zobaczę Cię tu nie skutą kajdankami?-zaśmiała się Katniss.<KLIK> Była jedną osobą,która na pewno nie miała związku z Christianem.
-Przychodzę pokojowo.-mruknęłam wpraszając się do niej.-Nieźle się urządziłaś <KLIK>.Mąż polityk przypuszczam?
-Dobrze przypuszczasz.Po co przyszłaś?
-Co tak mało przyjaźnie się do mnie odzywasz?-zaśmiałam się.-Ja na razie jestem miła.
-Na razie...-prychnęła.-Po co przyjechałaś?
-Chodzi o plan Howarda...Wiesz o nim.
-Wiem.-usiadła w fotelu.-Spieprzyłyście go.
Zacisnęłam ręce.
-Howard wszystko sobie zaplanował.Mamy zginąć razem z chłopakami.
-To jakiś absurd!-poderwała się z miejsca.-On nigdy...!
Rzuciłam jej teczkę w której wszystko miałam.
-Przeczytaj sobie.Zobaczymy czy po tym będziesz uważała tak samo.
Katniss wzięła do ręki kartki i zaczęła czytać.
Nagle z góry zeszła mała dziewczynka <KLIK>.
-Mamusiu...-powiedziała słodkim głosikiem.-Pobawisz się ze mną?
-Kochanie nie teraz.-machnęła ręką.Mała zrobiłam smutną minkę i wróciła na górę.
-Nie wiedziałam,że masz córeczkę.-popatrzyłam na nią.
-Tobie ta informacja nic do życia by nie dała.-mruknęła zamyślona.-Cholera...co chcesz z tym zrobić?
-Ochronić.
-Nie rozumiem.
-Przesunęli termin koncertu.Myślę,że własnie wtedy Christian chce to wszystko zakończyć...Harry,Niall,Louis...Mają przeżyć.Sam też...
-A co z tobą?-Spuściłam wzrok.Nie mogłam powiedzieć co planowałam.-Czy ty chcesz...?
-Nie umiem przewidzieć przyszłości ale chce żebyście w razie czego ratowali ich nie mnie....Oni są dla mnie...ważni.
wtorek, 11 marca 2014
22.A kłamstwo jest lepkie, nie sposób się go pozbyć, brudzi wszystko wokół i brudzi twoje sumienie.
Sam...
Moje życie w ostatnim czasie drastycznie się zmieniło.Jedno zadanie pochłonęło zbyt wiele ofiar.Ale na razie nie mogłam myśleć o tym.W głowie miałam ciągle jedną myśl.Jak powiedzieć Niallowi o planie?To mnie pożerało.Mila miała racje.On mnie znienawidzi.
Razem z nią pojechałyśmy do chłopaków sprawdzić czy wszystko w porządku.Nie odbierali telefonów czym bardzo się zdenerwowałam.
-Spokojnie.-mówiła Mila gdy jechałyśmy przez miasto.
-Jak mam być spokojna?!Został nam tylko tydzień!-wrzasnęłam tracąc opanowanie.Cała aż dygotałam ze złości.
-Po pierwsze.Nie podnoś na mnie głosu.Po drogie nic im nie będzie i jemu też nie.-starannie podkreśliła słowo "Jemu".
-Jak ty to możesz mówić tak...spokojnie?Przecież tu chodzi o Harrego.
-Nie będę z tobą o tym rozmawiać.
-To z kim?!Oprócz mnie i Harrego nie masz nikogo!
Kilka minut milczała jednak zachowywała kamienną twarz.
-To i tak o dwa z dużo.-odparła w końcu.
-A ty nadal swoje...
Kiedy podjechaliśmy pod ich dom coś było nie tak.Jakiś czarny samochód <KLIK>.
-Nie widziałam go wcześniej.-mruknęła Mila wysiadając.
-Ja tak.Był w garażu Christiana...
To nie wróżyło nic dobrego.
Cichutko jak myszki weszłyśmy do ogrodu.Brunetka przyłożyła palec do ust i wyciągnęła zza koszulki broń.Weszła pierwsza.W domu było cicho jak makiem zasiał.Zobaczyłyśmy,że na parterze nikogo nie było.Wszędzie jednak panował bałagan.Wszystko było powywalane i poprzestawiane.
Weszłyśmy po schodach na górę.Nagle potknęłam się i prawie bym upadła.Mila przewróciła oczami.Wpadła do pokoju Liama.Nagle poczułam ciągnięcie do tyłu a później ból w okolicy barku.
Mężczyzna miał kominiarkę ale nie miał sylwetki Christiana.To nie był on.Przeturlaliśmy się po podłodze.Uderzyłam go łokciem w twarz po czym chciałam szybko wstać jednak pociągnął mnie i oboje spadliśmy ze schodów.
-Zginiesz jak twój ojciec!-krzyknął w pewnym momencie i wyjął z kieszeni nóż <KLIK>.Kiedy chciał mi wbić go w szyje,znieruchomiał.Dopiero po paru sekundach zobaczyłam czerwoną plamę na jego piersi.Odrzuciłam go na bok i jak dziecko oddaliłam się na jak daleko mogłam.
-Gadaj gdzie on jest!-potrząsnęła nim Mila.
-Nic Ci nie powiem!Zabije Ciebie ją i ich!
-Mylisz się.Pozdrów ode mnie szatana.-odrzuciła go.
Dopiero teraz na mnie spojrzała.Nie była zła.Raczej lekko przestraszona.Podeszła do mnie i mocno mnie przytuliła.Po moich policzkach zaczęły lecieć łzy.
-Nie płacz.-głaskała mnie po głowie.-Słyszysz?Nic się nie stało.Jesteś bezpieczna.
Nie wiem ile to trwało.Kilka minut może kilkanaście.Pierwszy raz poczułam,że jednak nie jest aż taka zimna,że ma jeszcze trochę człowieczeństwa w sobie.
Nagle usłyszałyśmy jak ktoś wchodzi do domu.
-Jezu co tu się dzieje?!-krzyknął Niall
-To wy nie wiecie?-wytarłam łzy.
-Nie.Wyszliśmy i...ale co wy tu robicie?Zabiłyście tego człowieka?!Kim wy jesteście do cholery?!-wrzasnął Harry.
-Zamknij się.-warknęła Mila.-On zaatakował Sam.Miałam go jeszcze pogłaskać po głowie?-mówiła to w miarę spokojnie.
-Nie zdziwił bym się.-zaśmiał się Niall.-Zadzwonię na policje.
-I tak nie ustalą jego tożsamości.-powiedziała Mila wyjmując jego portfel.-Ma lewe dokumenty.Znałam go.Christian posyła wszystkich młodych i niedoświadczonych na pierwszy ogień.
-Weźcie chwila.-przerwał jej Zayn.-Tak w ogóle czemu wy się ty tak bardzo interesujecie?
-Bo się o was martwimy.-odparłam szybko.
-To się nie klei.-poparł go Liam.
-Wszytko jest ok!-krzyknęła Mila.-Nie interesujcie się tym skoro do tej pory ochraniamy wam tyłki.
-Własnie narażacie się...dla nas.Dlaczego?-spytał Harry.
Mila chciała coś powiedzieć ale wiedziałam,że to właściwy moment żeby się dowiedzieli.Co ja mówiłam.Nie było takiego momentu.
-Już nie mogę Mila.Ja już nie mogę dalej udawać.-westchnęłam.-Nie spotkaliśmy się przypadkiem.Nic co na początku się zdarzyło nie było przypadkiem.Miałyśmy zadanie...od mojego...naszego ojca.Miałyśmy was uwieźć i jednocześnie chronić.Niall!-krzyknęłam kiedy blondyn zmierzał w kierunku drzwi.-Ale ja naprawdę Cię pokochałam!Niall,rozumiesz?
-Zostawi mnie.-wyszarpnął się.-Jesteś dwulicową suką!Jak mogłaś?!
-Uważaj co mówisz farbowany blondasku.-wtrąciła Mila niezadowolona.
-A ty co powiesz co?Jakoś nie prosisz bym został czy coś?-głos Loczkowi powili się załamywał.
-Nie będę się przed Tobą płaszczyła.-wzruszyła ramionami.-Myślałam,że się nie zakochujesz.
-Zrobiłem wyjątek dla Ciebie!-krzyknął załamany.
-Ale...-mruknęła Mila.
-Zamknijcie się obie!-wrzasnął Niall.-Myślałem,że znalazłem miłość swojego życia!-trzasnął drzwiami.
-Boże.-powiedziała Sam załamana.
-Nie chce Cię znać?!Rozumiesz?!Wypierdalaj z mojego życia!Jesteś mordercą!Tak samo jak ta cała twoja patologiczna rodzina!
-Pieprzony chuj!-warknęła i przystawiła mu pistolet do piersi.-Możesz mnie obrażać!Możesz mnie nawet zabić ale nigdy jej nie obrażaj!
Matko.Ona mnie broniła.
-Strzel.Właśnie straciłem serce.
-Chce powiedzieć,że będziemy was chroniły.Czy wam się to podoba czy nie.
-Pieprz się.
-Teraz będę mogła robić to legalnie.
-Co proszę?!
-To co słyszałeś Styles,Myślisz,że nie wiem o Carze?-zamilkł.-Jesteś dupkiem.
-Morderczynia.
-Męska dziwka.
-Suka.
-Jednorożec,kurwa!-wtrąciłam się.-Koniec!Idziemy na policje.Chyba wiem komu możemy zaufać.
-Zajmę się ciałem.-zaproponowała Mila.
-Harry pomożesz jej?-spytałam.-Proszę...
-Sama sobie poradzę.-prychnęła.
-Słyszałaś ją.Ona wie lepiej.
-Idź się puścić.
-Przestań Mila!-krzyknęłam na cały głos.
-Możesz wiedzieć,że pójdę.
-Nie obchodzi mnie to.
-Jezu przestańcie do jasnej cholery!-wydarł się Liam.
Moje życie w ostatnim czasie drastycznie się zmieniło.Jedno zadanie pochłonęło zbyt wiele ofiar.Ale na razie nie mogłam myśleć o tym.W głowie miałam ciągle jedną myśl.Jak powiedzieć Niallowi o planie?To mnie pożerało.Mila miała racje.On mnie znienawidzi.
Razem z nią pojechałyśmy do chłopaków sprawdzić czy wszystko w porządku.Nie odbierali telefonów czym bardzo się zdenerwowałam.
-Spokojnie.-mówiła Mila gdy jechałyśmy przez miasto.
-Jak mam być spokojna?!Został nam tylko tydzień!-wrzasnęłam tracąc opanowanie.Cała aż dygotałam ze złości.
-Po pierwsze.Nie podnoś na mnie głosu.Po drogie nic im nie będzie i jemu też nie.-starannie podkreśliła słowo "Jemu".
-Jak ty to możesz mówić tak...spokojnie?Przecież tu chodzi o Harrego.
-Nie będę z tobą o tym rozmawiać.
-To z kim?!Oprócz mnie i Harrego nie masz nikogo!
Kilka minut milczała jednak zachowywała kamienną twarz.
-To i tak o dwa z dużo.-odparła w końcu.
-A ty nadal swoje...
Kiedy podjechaliśmy pod ich dom coś było nie tak.Jakiś czarny samochód <KLIK>.
-Nie widziałam go wcześniej.-mruknęła Mila wysiadając.
-Ja tak.Był w garażu Christiana...
To nie wróżyło nic dobrego.
Cichutko jak myszki weszłyśmy do ogrodu.Brunetka przyłożyła palec do ust i wyciągnęła zza koszulki broń.Weszła pierwsza.W domu było cicho jak makiem zasiał.Zobaczyłyśmy,że na parterze nikogo nie było.Wszędzie jednak panował bałagan.Wszystko było powywalane i poprzestawiane.
Weszłyśmy po schodach na górę.Nagle potknęłam się i prawie bym upadła.Mila przewróciła oczami.Wpadła do pokoju Liama.Nagle poczułam ciągnięcie do tyłu a później ból w okolicy barku.
Mężczyzna miał kominiarkę ale nie miał sylwetki Christiana.To nie był on.Przeturlaliśmy się po podłodze.Uderzyłam go łokciem w twarz po czym chciałam szybko wstać jednak pociągnął mnie i oboje spadliśmy ze schodów.
-Zginiesz jak twój ojciec!-krzyknął w pewnym momencie i wyjął z kieszeni nóż <KLIK>.Kiedy chciał mi wbić go w szyje,znieruchomiał.Dopiero po paru sekundach zobaczyłam czerwoną plamę na jego piersi.Odrzuciłam go na bok i jak dziecko oddaliłam się na jak daleko mogłam.
-Gadaj gdzie on jest!-potrząsnęła nim Mila.
-Nic Ci nie powiem!Zabije Ciebie ją i ich!
-Mylisz się.Pozdrów ode mnie szatana.-odrzuciła go.
Dopiero teraz na mnie spojrzała.Nie była zła.Raczej lekko przestraszona.Podeszła do mnie i mocno mnie przytuliła.Po moich policzkach zaczęły lecieć łzy.
-Nie płacz.-głaskała mnie po głowie.-Słyszysz?Nic się nie stało.Jesteś bezpieczna.
Nie wiem ile to trwało.Kilka minut może kilkanaście.Pierwszy raz poczułam,że jednak nie jest aż taka zimna,że ma jeszcze trochę człowieczeństwa w sobie.
Nagle usłyszałyśmy jak ktoś wchodzi do domu.
-Jezu co tu się dzieje?!-krzyknął Niall
-To wy nie wiecie?-wytarłam łzy.
-Nie.Wyszliśmy i...ale co wy tu robicie?Zabiłyście tego człowieka?!Kim wy jesteście do cholery?!-wrzasnął Harry.
-Zamknij się.-warknęła Mila.-On zaatakował Sam.Miałam go jeszcze pogłaskać po głowie?-mówiła to w miarę spokojnie.
-Nie zdziwił bym się.-zaśmiał się Niall.-Zadzwonię na policje.
-I tak nie ustalą jego tożsamości.-powiedziała Mila wyjmując jego portfel.-Ma lewe dokumenty.Znałam go.Christian posyła wszystkich młodych i niedoświadczonych na pierwszy ogień.
-Weźcie chwila.-przerwał jej Zayn.-Tak w ogóle czemu wy się ty tak bardzo interesujecie?
-Bo się o was martwimy.-odparłam szybko.
-To się nie klei.-poparł go Liam.
-Wszytko jest ok!-krzyknęła Mila.-Nie interesujcie się tym skoro do tej pory ochraniamy wam tyłki.
-Własnie narażacie się...dla nas.Dlaczego?-spytał Harry.
Mila chciała coś powiedzieć ale wiedziałam,że to właściwy moment żeby się dowiedzieli.Co ja mówiłam.Nie było takiego momentu.
-Już nie mogę Mila.Ja już nie mogę dalej udawać.-westchnęłam.-Nie spotkaliśmy się przypadkiem.Nic co na początku się zdarzyło nie było przypadkiem.Miałyśmy zadanie...od mojego...naszego ojca.Miałyśmy was uwieźć i jednocześnie chronić.Niall!-krzyknęłam kiedy blondyn zmierzał w kierunku drzwi.-Ale ja naprawdę Cię pokochałam!Niall,rozumiesz?
-Zostawi mnie.-wyszarpnął się.-Jesteś dwulicową suką!Jak mogłaś?!
-Uważaj co mówisz farbowany blondasku.-wtrąciła Mila niezadowolona.
-A ty co powiesz co?Jakoś nie prosisz bym został czy coś?-głos Loczkowi powili się załamywał.
-Nie będę się przed Tobą płaszczyła.-wzruszyła ramionami.-Myślałam,że się nie zakochujesz.
-Zrobiłem wyjątek dla Ciebie!-krzyknął załamany.
-Ale...-mruknęła Mila.
-Zamknijcie się obie!-wrzasnął Niall.-Myślałem,że znalazłem miłość swojego życia!-trzasnął drzwiami.
-Boże.-powiedziała Sam załamana.
-Nie chce Cię znać?!Rozumiesz?!Wypierdalaj z mojego życia!Jesteś mordercą!Tak samo jak ta cała twoja patologiczna rodzina!
-Pieprzony chuj!-warknęła i przystawiła mu pistolet do piersi.-Możesz mnie obrażać!Możesz mnie nawet zabić ale nigdy jej nie obrażaj!
Matko.Ona mnie broniła.
-Strzel.Właśnie straciłem serce.
-Chce powiedzieć,że będziemy was chroniły.Czy wam się to podoba czy nie.
-Pieprz się.
-Teraz będę mogła robić to legalnie.
-Co proszę?!
-To co słyszałeś Styles,Myślisz,że nie wiem o Carze?-zamilkł.-Jesteś dupkiem.
-Morderczynia.
-Męska dziwka.
-Suka.
-Jednorożec,kurwa!-wtrąciłam się.-Koniec!Idziemy na policje.Chyba wiem komu możemy zaufać.
-Zajmę się ciałem.-zaproponowała Mila.
-Harry pomożesz jej?-spytałam.-Proszę...
-Sama sobie poradzę.-prychnęła.
-Słyszałaś ją.Ona wie lepiej.
-Idź się puścić.
-Przestań Mila!-krzyknęłam na cały głos.
-Możesz wiedzieć,że pójdę.
-Nie obchodzi mnie to.
-Jezu przestańcie do jasnej cholery!-wydarł się Liam.
czwartek, 6 marca 2014
21,Pije by paść,padam by wstać, wstaję by żyć, żyję by pić.
Mila...
Nic już nie było takie proste.Co chwila wszystko się waliło.Nawet ja nie miałam już na to siły.Jak ten dupek mógł to zrobić?!Ufałam mu!Ufałam do cholery jasnej!Jeśli Sam wpadnie na swój genialny pomysł on ją zabije. Starce wtedy wszystko.Moje życie straci sens.
Siedziałam w wannie wdychając zapach wanilii.Cholera nic już nie jest takie proste jak do tej pory mi się zdawało.
Razem z Sam wyprowadziłyśmy się z domu i zamieszkałyśmy u Cary.We trójkę dobrze nam się mieszkało.Wiedziałam,że cokolwiek by mi się stało moja przyjaciółka zaopiekuje się Sam.
-Mila długo jeszcze?!-krzyknęła Sam waląc w drzwi.-Siku!
-Poczekaj chwile.Już wychodzę.-przewróciłam oczami i owinęłam się ręcznikiem.
-O.Łatwo poszło.-zdziwiła się.
-Jestem za miła dla ciebie.-mruknęłam,a ona prasnęła śmiechem.
-Oczywiście.Wmawiaj sobie dalej.
-Naprawdę jestem miła,Sam.-powiedziałam wychodząc z łazienki a ona jak strzała wpadła do łazienki.Ubrałam się <KLIK> i czym prędzej je włożyłam.Gdy tylko się ubrałam do pokoju weszła Sam.
-Mila...-zaczęła.
-Nie chce słuchać o tobie,twoich problemach,Niallu,czy o czymś innym.
-Co z tym robimy?
-Ty i chłopaki nic.-popatrzyłam na nią.
-Nie...
-Nie dyskutuje z tobą na ten temat.To gra Sam.Kto pierwszy ten lepszy.Ktoś zginie i ma być to on.Pamiętasz jak mówił,że namierzył kogoś z Policji?
-Tak?
-To był Drake Morisson.
-Cholera.On...
-Nie żyje.Prawdopodobnie Christian go zabił.
Nareszcie wszystko układało się w logiczną całość.Szykuje się powili koniec tego wszystkiego.
-Powiemy im?-zapytała nagle.
-Sami się dowiedzą.Kiedy odejdziemy.
-Ale ja nie chce!-łzy spływały po jej policzkach.-Rozumiesz?Nie chce!
-Zmienisz zdanie,skarbie.-uśmiechnęłam się.
-Mila. Ja nie mogę odejść. Ty też nie. Dobrze wiem o tym, że go kochasz. Nigdy nikogo tak nie kochałaś.-łkała Sam.-Ja też go kocham.
-Musimy odejść, rozumiesz? Nie możesz pojąć tego, że nie będziecie razem...-wstrzymałam oddech.-Ja i Harry też nie.
-Pozwoliłaś mi się w to, aż tak bardzo wkręcić. Nie mogłaś mi dać w twarz jak Ci powiedziałam, że go kocham? Mogłaś zrobić cokolwiek.-płakała, chowając twarz w dłonie.
-Może jeszcze powiesz, że to moja wina, że się w nim zakochałaś? Ostrzegałam.- Mówiłam, że to nie ma przyszłości. Ty jak zwykle musiałaś włączyć to swoje czułe serduszko, zakochać się w nim, dać mu dupy kilka razy, a teraz siedzisz tu i płaczesz?! I wmawiasz mi, że to moja wina!-krzyknęłam nie wytrzymując.-Powiedz jeszcze,że to jeszcze kurwa moja wina,że Howard nie żyje!
-Przestań na mnie krzyczeć!-wrzasnęła gwałtownie wstając i łapiąc mnie za nadgarstki. Zmieniła się od początku zadania.
-Oj daj mi święty spokój.-wyrwałam jej się.-Sama zaczęłaś.A teraz już sobie idź.Mam cię dość.
Nic już nie było takie proste.Co chwila wszystko się waliło.Nawet ja nie miałam już na to siły.Jak ten dupek mógł to zrobić?!Ufałam mu!Ufałam do cholery jasnej!Jeśli Sam wpadnie na swój genialny pomysł on ją zabije. Starce wtedy wszystko.Moje życie straci sens.
Siedziałam w wannie wdychając zapach wanilii.Cholera nic już nie jest takie proste jak do tej pory mi się zdawało.
Razem z Sam wyprowadziłyśmy się z domu i zamieszkałyśmy u Cary.We trójkę dobrze nam się mieszkało.Wiedziałam,że cokolwiek by mi się stało moja przyjaciółka zaopiekuje się Sam.
-Mila długo jeszcze?!-krzyknęła Sam waląc w drzwi.-Siku!
-Poczekaj chwile.Już wychodzę.-przewróciłam oczami i owinęłam się ręcznikiem.
-O.Łatwo poszło.-zdziwiła się.
-Jestem za miła dla ciebie.-mruknęłam,a ona prasnęła śmiechem.
-Oczywiście.Wmawiaj sobie dalej.
-Naprawdę jestem miła,Sam.-powiedziałam wychodząc z łazienki a ona jak strzała wpadła do łazienki.Ubrałam się <KLIK> i czym prędzej je włożyłam.Gdy tylko się ubrałam do pokoju weszła Sam.
-Mila...-zaczęła.
-Nie chce słuchać o tobie,twoich problemach,Niallu,czy o czymś innym.
-Co z tym robimy?
-Ty i chłopaki nic.-popatrzyłam na nią.
-Nie...
-Nie dyskutuje z tobą na ten temat.To gra Sam.Kto pierwszy ten lepszy.Ktoś zginie i ma być to on.Pamiętasz jak mówił,że namierzył kogoś z Policji?
-Tak?
-To był Drake Morisson.
-Cholera.On...
-Nie żyje.Prawdopodobnie Christian go zabił.
Nareszcie wszystko układało się w logiczną całość.Szykuje się powili koniec tego wszystkiego.
-Powiemy im?-zapytała nagle.
-Sami się dowiedzą.Kiedy odejdziemy.
-Ale ja nie chce!-łzy spływały po jej policzkach.-Rozumiesz?Nie chce!
-Zmienisz zdanie,skarbie.-uśmiechnęłam się.
-Mila. Ja nie mogę odejść. Ty też nie. Dobrze wiem o tym, że go kochasz. Nigdy nikogo tak nie kochałaś.-łkała Sam.-Ja też go kocham.
-Musimy odejść, rozumiesz? Nie możesz pojąć tego, że nie będziecie razem...-wstrzymałam oddech.-Ja i Harry też nie.
-Pozwoliłaś mi się w to, aż tak bardzo wkręcić. Nie mogłaś mi dać w twarz jak Ci powiedziałam, że go kocham? Mogłaś zrobić cokolwiek.-płakała, chowając twarz w dłonie.
-Może jeszcze powiesz, że to moja wina, że się w nim zakochałaś? Ostrzegałam.- Mówiłam, że to nie ma przyszłości. Ty jak zwykle musiałaś włączyć to swoje czułe serduszko, zakochać się w nim, dać mu dupy kilka razy, a teraz siedzisz tu i płaczesz?! I wmawiasz mi, że to moja wina!-krzyknęłam nie wytrzymując.-Powiedz jeszcze,że to jeszcze kurwa moja wina,że Howard nie żyje!
-Przestań na mnie krzyczeć!-wrzasnęła gwałtownie wstając i łapiąc mnie za nadgarstki. Zmieniła się od początku zadania.
-Oj daj mi święty spokój.-wyrwałam jej się.-Sama zaczęłaś.A teraz już sobie idź.Mam cię dość.
środa, 5 marca 2014
20.Nie ma gorszego zła od pięknych słów, które kłamią.
Sam...
-Dobra.-zaczęła Mila.-Chyba wszyscy zgadzają się ze mną,że Howard maczał w tym swoje parszywe łapska...
-Mila!-oburzyłam się.
-No co?-zdziwiła się.-Moim ojcem ten sukinsyn nie był.
-Przestań!-wtrącił Niall.
-Nie ważne.-przerwał Liam.-Czy w tej sytuacji nie powinnyśmy iść z tym na policje?
-A myślisz przystojniaczku,że tak łatwo jest wykradać informacje w policji?-zakpiła.
-A myślisz przystojniaczku,że tak łatwo jest wykradać informacje w policji?-zakpiła.
-Ktoś musiał pomagać ojcu.
-Nie ktoś tylko masa ludzi.Samemu nic by nie zrobił.Cholera ale kto...Poznałaś kogoś z jego kolegów z pracy prawda?
-Kilku ale żaden z nich nie mógł by zdradzić.Wydawali się...
-Wyglądam na słodką a jednak nie jestem.-przerwała mi uśmiechając się złośliwie.
-Polemizowała bym.
-Dobrze a więc inny przykład.Ty.Słodka,nieskazitelna,miła.Idealna córeczka.A pod tą skóra czai się bogini seksu.-popatrzyła na Nialla.-Czasami jesteście ciutkę za głośno.
-Marzyłem o tym by to wiedzieć.-jęknął Zayn nie wierząc w to co słyszy.-Możemy wrócić do naszego bieżącego problemu?
-Też uważam,że Sam ma niedopasowany stanik.-podgryzła paznokcia uśmiechając się od ucha do ucha.
Nastało parę minut ciszy.Każdy miał pochmurne miny oprócz Mili.
Nagle nie wiedzieć czemu laptop sam się włączył.
-One Direction we własnej osobie.-usłyszeliśmy zniekształcony głos.Chłopaki drgnęli na kanapach a mnie serce podskoczyło do gardła.-Nareszcie możemy porozmawiać?
-Czego chcesz?-warknął Liam.
-Strachu.Jak tam twoja noga Mila?
-Muszę cię zmartwić.Żyje.
-Ale wasz ojciec już nie.-zaśmiał się szyderczo.-I wy też niedługo do niego dołączycie.
-Mylisz się.-warknęłam wściekłą.-Mój ojciec...
-Brał w tym udział.Wszystko co robiłyście było zamierzone.Przewidzieliśmy wszystko.
-Oj chyba jednak nie wszystko.-wtrąciła Mila.-Zaplanowałeś też śmierć Howarda?Czy nie powiedziałeś swoim ludziom,że mają go tylko lekko poturbować.
-To dobry argument.Musze przyznać.Ale chyba nie o to tu chodzi.Jestem wszędzie pamiętajcie o tym.Dotrzymam terminu choć bym miał sam zginąć.
-I tak się stanie sukinsynu.-dodałam gdy się wyłączył.
-Jeśli chciał nas przestraszyć to coś mu się nie udało.-zaśmiała się Mila ale nikt z nią.Popatrzyła na nas dziwnym wzrokiem.-Nie mówcie,że się na to nabraliście.
-Mila. to już nie jest śmieszne.-schował twarz w dłonie Harry.
Dziewczyna usiadła pomiędzy Louisem a Harrym i przytuliła ich do swoich piersi.Lou cicho jęknął a Hazz...Nawet nie drgnął.
Odchrząknęłam głośno.
-Mila ty też zauważyłaś,że za nim było lustro.-zapytałam doznając olśnienia.
-Takie jak u...O kurwa!-powiedziała łamiącym się głosem i nie wiedziałam dlaczego.
-Christian miał takie w pokoju.To był on!Od początku!-ucieszyłam się jak głupia.Jednak moja siostra nie podzielała mojego szczęścia.-Jedźmy do niego!
-Tak i co mu powiesz do cholery?!Zabiłeś mojego ojca,teraz ja zabije ciebie?!Sam!Mieszkałam z nim dość długo i mogę powiedzieć jedno.Nie przeżyjesz nawet minuty.
-Nie rozumiesz, że on zabił mojego ojca?! - krzyknęłam.
-Nie rozumiesz, że ciebie też zabije?-spytała Mila
-To serio niebezpieczne. - mruknął Niall.
-Tu wszystko jest niebezpieczne! - warknęłam i wyszłam z pokoju.
-Gdzie idziesz?! - spytał Liam
-Na kanapę. - warknęłam cicho, a Liam usiadł obok mnie.
-Oni się tu pierdolili. - rzuciła Mila, a każdy posłał jej zabójcze spojrzenie.
-Nie sądzisz, że to nie pora na myślenie o tym co robią Sam i Niall?
-Zawsze jest pora na smiech. - rzuciła.
-Będzie dobrze. Zobaczysz. - rzekł Zayn siadając u mojego drugiego boku.
-Mam nadzieję. - odrzekłam.
-Wzruszające. - zażartowała Mila.Wyciągnęłam kartkę i spytała.-Co macie 30 września?
-Koncert.-odparł Niall.
-No to mam jeszcze dwa tygodnie.-mruknęła zamyślona.
-Czy ty...-zaczęłam.
-Nie wiem Sam ale nie puszcze mu tego płazem.Pieprzony sukinsyn.Tak jak ojciec.
-Oj chyba jednak nie wszystko.-wtrąciła Mila.-Zaplanowałeś też śmierć Howarda?Czy nie powiedziałeś swoim ludziom,że mają go tylko lekko poturbować.
-To dobry argument.Musze przyznać.Ale chyba nie o to tu chodzi.Jestem wszędzie pamiętajcie o tym.Dotrzymam terminu choć bym miał sam zginąć.
-I tak się stanie sukinsynu.-dodałam gdy się wyłączył.
-Jeśli chciał nas przestraszyć to coś mu się nie udało.-zaśmiała się Mila ale nikt z nią.Popatrzyła na nas dziwnym wzrokiem.-Nie mówcie,że się na to nabraliście.
-Mila. to już nie jest śmieszne.-schował twarz w dłonie Harry.
Dziewczyna usiadła pomiędzy Louisem a Harrym i przytuliła ich do swoich piersi.Lou cicho jęknął a Hazz...Nawet nie drgnął.
Odchrząknęłam głośno.
-Mila ty też zauważyłaś,że za nim było lustro.-zapytałam doznając olśnienia.
-Takie jak u...O kurwa!-powiedziała łamiącym się głosem i nie wiedziałam dlaczego.
-Christian miał takie w pokoju.To był on!Od początku!-ucieszyłam się jak głupia.Jednak moja siostra nie podzielała mojego szczęścia.-Jedźmy do niego!
-Tak i co mu powiesz do cholery?!Zabiłeś mojego ojca,teraz ja zabije ciebie?!Sam!Mieszkałam z nim dość długo i mogę powiedzieć jedno.Nie przeżyjesz nawet minuty.
-Nie rozumiesz, że on zabił mojego ojca?! - krzyknęłam.
-Nie rozumiesz, że ciebie też zabije?-spytała Mila
-To serio niebezpieczne. - mruknął Niall.
-Tu wszystko jest niebezpieczne! - warknęłam i wyszłam z pokoju.
-Gdzie idziesz?! - spytał Liam
-Na kanapę. - warknęłam cicho, a Liam usiadł obok mnie.
-Oni się tu pierdolili. - rzuciła Mila, a każdy posłał jej zabójcze spojrzenie.
-Nie sądzisz, że to nie pora na myślenie o tym co robią Sam i Niall?
-Zawsze jest pora na smiech. - rzuciła.
-Będzie dobrze. Zobaczysz. - rzekł Zayn siadając u mojego drugiego boku.
-Mam nadzieję. - odrzekłam.
-Wzruszające. - zażartowała Mila.Wyciągnęłam kartkę i spytała.-Co macie 30 września?
-Koncert.-odparł Niall.
-No to mam jeszcze dwa tygodnie.-mruknęła zamyślona.
-Czy ty...-zaczęłam.
-Nie wiem Sam ale nie puszcze mu tego płazem.Pieprzony sukinsyn.Tak jak ojciec.
poniedziałek, 3 marca 2014
19.A good friend is cheaper than therapy.
Mila...
Pogrzeb Howarda odbył się bardzo uroczyście.Przyszli wszyscy jego przyjaciele i rodzina.Nie chciałam iść na to jakże ważne spotkanie.Na pogrzeb mojej matki nikt z nich nie ruszył dupy ale już na kochanego ojca to przyszli.
Sam <KLIK> płakała całymi dniami i nocami.Nie mogła sobie wybaczyć,że ojciec zginął chroniąc ją i chłopaków.I dobrze.To jej wina.Gdyby nie to,że jest taką ciamajdą i nie umie posługiwać się bronią spotkała ją kara.
Stypę urządziła w <KLIK>.Jadąc autem z babcią Trish,ciotką Daphne i Sam nerwowo pukałam w kierownice.Nie odzywałam się aż do czasu gdy Daphne zaczynała mnie wkurwiać.
-Jak ty jeździsz?Jeszcze kogoś zabijesz!-marudziła a babcia tylko jej przytakiwała.
-Mila nie.-powiedziała Sam widząc jak powoli tracę cierpliwość.
-Trish ona jeździ jak jej matka.Nieodpowiedzialnie.-kontynuowała.
Uśmiechnęłam się pod nosem i przycisnęłam pedał gazu do końca.Obie zaczęły się drzeć gdy robiłam drifty na zakrętach.O mały włos nie wjechała bym w jakiś samochód.
-Teraz dopiero możecie powiedzieć,że jeżdżę jak moja matka grube dupy.-warknęłam.
Podjechaliśmy pod dworek od razu wysiadłam z auta szczęśliwa pod nosem.Z drugiej strony myślałam o tym żeby uciec w środku obiadku rodzinnego i przespać kolejne dwa dni.
Zajęliśmy swoje miejsca a plotka o tym co zrobiłam rozeszła się szybciej niż myślałam.
-Słyszałam,że wyprowadzacie się z domu.-powiedział wujek Eryk raczej do Sam niż do naszej dwójki.
-Tak.Nie mogę mieszkać już w tym domu.Nie po tym co tam się sało.
-Siedziałaś tylko w piwnicy ale powiedzmy,że wszystko wiesz.-prychnęłam.
Ona nic nie widziała!Nic nie wiedziała!To co tam się stało to jeden wielki koszmar.Niech lepiej nic nie mówi.
-Ale słyszałam.Wiesz jak się bałam?-zapytała a kilka osób podeszło do niej i zaczęło przytulać.
Przewróciłam oczami widząc tą jakże wzruszającą scenę.
-Tylko to nie ty odebrałaś ludziom życie.-wstałam od stołu i po prostu wyszłam.Nie miałam ochoty siedzieć w tym towarzystwie ani minuty dłużej.Wsiadłam do auta i myślałam gdzie by tu pojechać.
Pojechałam tam gdzie to wszystko się zaczęło.
W restauracji nic się nie zmieniło.Usiadłam przy stoliku i poprosiłam o Awokado nadziewane owocami <KLIK>.Gdy na chwile zamknęłam oczy miałam obraz umierającego człowieka na moich rękach mającego w piersi nóż.NIE!
Musimy ich chronić ale do cholery jak?Wszystko się pokomplikowało.Howards miał żyć a nie pójść do trumny.Cholera nic nie miało pójść tak jak do tej pory.
Wróciłam do domu i ciągle nie wiedziałam co ze sobą zrobić.
Poszłam di gabinetu ojca gdzie wszystko wyglądało tak jak gdyby był na delegacji czy coś.
Usiadłam w jego fotelu przyglądając się papierom na biurku.
Pod nimi leżały listy.W jednym z nich pisało:
"Zrobimy tak jak Pan kazał.Wszyscy zginął za równe półtora miesiąca.Proszę się nie martwić.Wszystko pójdzie jak po maśle.
J."
Zrobiło mi się słabo ale czytałam kolejne.
"Jedyną osobą która nam przeszkadza jest Mila.Musi Pan coś z nią zrobić inaczej zadanie będzie o wiele trudniejsze.
J."
"Zraniliśmy ją w klubie.Znowu nie wiadomo jak się tam znalazła.Mamy nadzieję,że zgłosi się do jakiegoś szpitala.Mamy w każdym swoich ludzi.Zniszczą ją jak i jej siostrę.
J."
Cholera!On o wszystkim wiedział!On maczał w tym palce!
Włączyłam jego laptopa.który był dziwnym trafem odblokowany.Sprawdziłam jego skrzynkę.Masa wiadomości od jednego adresu.
"Zabijemy ich.Pieniądze później."
Wszystkie o podobnej treści.Widać Howard nie był taki nieskazitelny jak jego córeczka.Ciekawe co jeszcze miał na sumieniu.
Nagle usłyszałam jak ktoś wchodzi do domu.Po butach na obcasie poznałam Sam.
-Przesadziłaś dzisiaj.-powiedziała a echo odbijało się od ścian.
-Tak jak one.-odparłam przeszukując jego szafki.
-Co ty robisz?!-krzyknęła Sam wpadając do gabinetu.Jednym ruchem wstałam i uderzyłam ją tak,że aż się przewróciła.Popatrzyła na mnie ze łzami w oczach.
Znów to zrobiłam.Co się ze mną ostatnio działo?Nigdy nie działałam tak impulsywnie.
-Masz.-rzuciłam jej kartki.-Czytaj.
Wróciłam do przeszukiwania szuflad.Znalazłam kilka pistoletów.Jak na Howarda to trochę dużo.Poza tym miał moją teczkę,Wszystko o mnie.
-To nie może być prawda!-krzyknęła Sam kuląc się pod ścianą.-On by nie mógł...
-Zamknij się.-warknęłam zaczytana.Tu było wszystko.Ostatnie zatrzymanie.Choroby.Życiorys.Wszystko.
-Zbieramy się.-powiedziałam.-Tylko się przebierz.Tak z tobą nie pojadę.
-Gdzie jedziemy?
-Myślę,że w policji jest jeszcze parę osób,które go kryły.Musimy załatwić to same.
Po 20 minutach każda z nas była gotowa.JA <KLIK > SAM <KLIK>.Zabrałam laptop Howarda i wszystkie te kartki.Pojechałam do domu chłopaków.
Gdy wpadłam do salonu przyprawiło mnie o dreszcze.
Na kanapie w salonie kochali się Louis z Juliet krzycząc "Mocniej".
-Dlaczego to ja do cholery zawsze muszę to widzieć?-spojrzałam na Sam,która zarumieniła się wiedząc o co mi chodzi.
Gołąbeczki podskoczyły z zaskoczenia.
-Jezus co wy tu robicie?-spytał Louis.
-Przyszliśmy na darmowego pornola.-uśmiechnęłam się złośliwie.-Chłopaki na górze zgaduje.
-Tak.Śpią.-odparła Juliet.
-To lepiej szybko się ubierajcie.Sam obudź Nialla.Ja się zajmę resztą.
Weszłam do pokoju Harrego.Smacznie spał w swoim łóżku w samych bokserkach.Uśmiechnęłam się na ten widok.Wyglądał nawet rozkosznie.
Usiadłam na niego okrakiem a ten drgnął.
-Wstawaj Romeo.-powiedziałam trzymając ręce na jego klatce piersiowej.
-Co tu robisz?-spytał zachrypnięty a jednocześnie zaspany.
-Siedzę.
-Czuje to.-przyznał.
-Żebyś mi tu zaraz nie doszedł.
-Jeśli nie zejdziesz to to zrobię.
-Poczekam do wieczora.-pocałowałam go w usta.
Pogrzeb Howarda odbył się bardzo uroczyście.Przyszli wszyscy jego przyjaciele i rodzina.Nie chciałam iść na to jakże ważne spotkanie.Na pogrzeb mojej matki nikt z nich nie ruszył dupy ale już na kochanego ojca to przyszli.
Sam <KLIK> płakała całymi dniami i nocami.Nie mogła sobie wybaczyć,że ojciec zginął chroniąc ją i chłopaków.I dobrze.To jej wina.Gdyby nie to,że jest taką ciamajdą i nie umie posługiwać się bronią spotkała ją kara.
Stypę urządziła w <KLIK>.Jadąc autem z babcią Trish,ciotką Daphne i Sam nerwowo pukałam w kierownice.Nie odzywałam się aż do czasu gdy Daphne zaczynała mnie wkurwiać.
-Jak ty jeździsz?Jeszcze kogoś zabijesz!-marudziła a babcia tylko jej przytakiwała.
-Mila nie.-powiedziała Sam widząc jak powoli tracę cierpliwość.
-Trish ona jeździ jak jej matka.Nieodpowiedzialnie.-kontynuowała.
Uśmiechnęłam się pod nosem i przycisnęłam pedał gazu do końca.Obie zaczęły się drzeć gdy robiłam drifty na zakrętach.O mały włos nie wjechała bym w jakiś samochód.
-Teraz dopiero możecie powiedzieć,że jeżdżę jak moja matka grube dupy.-warknęłam.
Podjechaliśmy pod dworek od razu wysiadłam z auta szczęśliwa pod nosem.Z drugiej strony myślałam o tym żeby uciec w środku obiadku rodzinnego i przespać kolejne dwa dni.
Zajęliśmy swoje miejsca a plotka o tym co zrobiłam rozeszła się szybciej niż myślałam.
-Słyszałam,że wyprowadzacie się z domu.-powiedział wujek Eryk raczej do Sam niż do naszej dwójki.
-Tak.Nie mogę mieszkać już w tym domu.Nie po tym co tam się sało.
-Siedziałaś tylko w piwnicy ale powiedzmy,że wszystko wiesz.-prychnęłam.
Ona nic nie widziała!Nic nie wiedziała!To co tam się stało to jeden wielki koszmar.Niech lepiej nic nie mówi.
-Ale słyszałam.Wiesz jak się bałam?-zapytała a kilka osób podeszło do niej i zaczęło przytulać.
Przewróciłam oczami widząc tą jakże wzruszającą scenę.
-Tylko to nie ty odebrałaś ludziom życie.-wstałam od stołu i po prostu wyszłam.Nie miałam ochoty siedzieć w tym towarzystwie ani minuty dłużej.Wsiadłam do auta i myślałam gdzie by tu pojechać.
Pojechałam tam gdzie to wszystko się zaczęło.
W restauracji nic się nie zmieniło.Usiadłam przy stoliku i poprosiłam o Awokado nadziewane owocami <KLIK>.Gdy na chwile zamknęłam oczy miałam obraz umierającego człowieka na moich rękach mającego w piersi nóż.NIE!
Musimy ich chronić ale do cholery jak?Wszystko się pokomplikowało.Howards miał żyć a nie pójść do trumny.Cholera nic nie miało pójść tak jak do tej pory.
Wróciłam do domu i ciągle nie wiedziałam co ze sobą zrobić.
Poszłam di gabinetu ojca gdzie wszystko wyglądało tak jak gdyby był na delegacji czy coś.
Usiadłam w jego fotelu przyglądając się papierom na biurku.
Pod nimi leżały listy.W jednym z nich pisało:
"Zrobimy tak jak Pan kazał.Wszyscy zginął za równe półtora miesiąca.Proszę się nie martwić.Wszystko pójdzie jak po maśle.
J."
Zrobiło mi się słabo ale czytałam kolejne.
"Jedyną osobą która nam przeszkadza jest Mila.Musi Pan coś z nią zrobić inaczej zadanie będzie o wiele trudniejsze.
J."
"Zraniliśmy ją w klubie.Znowu nie wiadomo jak się tam znalazła.Mamy nadzieję,że zgłosi się do jakiegoś szpitala.Mamy w każdym swoich ludzi.Zniszczą ją jak i jej siostrę.
J."
Cholera!On o wszystkim wiedział!On maczał w tym palce!
Włączyłam jego laptopa.który był dziwnym trafem odblokowany.Sprawdziłam jego skrzynkę.Masa wiadomości od jednego adresu.
"Zabijemy ich.Pieniądze później."
Wszystkie o podobnej treści.Widać Howard nie był taki nieskazitelny jak jego córeczka.Ciekawe co jeszcze miał na sumieniu.
Nagle usłyszałam jak ktoś wchodzi do domu.Po butach na obcasie poznałam Sam.
-Przesadziłaś dzisiaj.-powiedziała a echo odbijało się od ścian.
-Tak jak one.-odparłam przeszukując jego szafki.
-Co ty robisz?!-krzyknęła Sam wpadając do gabinetu.Jednym ruchem wstałam i uderzyłam ją tak,że aż się przewróciła.Popatrzyła na mnie ze łzami w oczach.
Znów to zrobiłam.Co się ze mną ostatnio działo?Nigdy nie działałam tak impulsywnie.
-Masz.-rzuciłam jej kartki.-Czytaj.
Wróciłam do przeszukiwania szuflad.Znalazłam kilka pistoletów.Jak na Howarda to trochę dużo.Poza tym miał moją teczkę,Wszystko o mnie.
-To nie może być prawda!-krzyknęła Sam kuląc się pod ścianą.-On by nie mógł...
-Zamknij się.-warknęłam zaczytana.Tu było wszystko.Ostatnie zatrzymanie.Choroby.Życiorys.Wszystko.
-Zbieramy się.-powiedziałam.-Tylko się przebierz.Tak z tobą nie pojadę.
-Gdzie jedziemy?
-Myślę,że w policji jest jeszcze parę osób,które go kryły.Musimy załatwić to same.
Po 20 minutach każda z nas była gotowa.JA <KLIK > SAM <KLIK>.Zabrałam laptop Howarda i wszystkie te kartki.Pojechałam do domu chłopaków.
Gdy wpadłam do salonu przyprawiło mnie o dreszcze.
Na kanapie w salonie kochali się Louis z Juliet krzycząc "Mocniej".
-Dlaczego to ja do cholery zawsze muszę to widzieć?-spojrzałam na Sam,która zarumieniła się wiedząc o co mi chodzi.
Gołąbeczki podskoczyły z zaskoczenia.
-Jezus co wy tu robicie?-spytał Louis.
-Przyszliśmy na darmowego pornola.-uśmiechnęłam się złośliwie.-Chłopaki na górze zgaduje.
-Tak.Śpią.-odparła Juliet.
-To lepiej szybko się ubierajcie.Sam obudź Nialla.Ja się zajmę resztą.
Weszłam do pokoju Harrego.Smacznie spał w swoim łóżku w samych bokserkach.Uśmiechnęłam się na ten widok.Wyglądał nawet rozkosznie.
Usiadłam na niego okrakiem a ten drgnął.
-Wstawaj Romeo.-powiedziałam trzymając ręce na jego klatce piersiowej.
-Co tu robisz?-spytał zachrypnięty a jednocześnie zaspany.
-Siedzę.
-Czuje to.-przyznał.
-Żebyś mi tu zaraz nie doszedł.
-Jeśli nie zejdziesz to to zrobię.
-Poczekam do wieczora.-pocałowałam go w usta.
niedziela, 2 marca 2014
18.I będę szczęśliwa choćbym kurwa miała to szczęście sobie narysować!
Sam...
Mila nie chciała rozmawiać o tym co się stało na Britach.Nie wiem dlaczego.W sobotę gdy nie było mojego ojca zaprosiłam One Direction na obiad.Oczywiście musiałam gotować.Jezu jak ja tego nie lubiłam.
Spróbowałam zrobić Lasagne.Szło mi to kiepsko a wiedziałam,że na siostrę nie mam co liczyć.
Zaczęłam smażyć cebulę później dodałam mielone.Robiłam wszystko z przepisu.<KLIK>
-Za mało gałki muszkatołowej.-usłyszałam głos Mili.
-Miałaś leżeć w łóżku.Mogłaś zawołać.-zauważyłam.
-Nie lubię leżeć i nic nie robić.-popatrzyłam na nią błagalnie.
-Ty nigdy nic nie robisz.-zauważyłam.
-Żyje.
Kulejąc podeszła do lodówki i wyciągnęła z niej mleko.Usiadła na krześle i uważnie mi się przyglądała.Nastała niezręczna cisza.Postanowiłam podjąć temat.
-Może powinnyśmy im powiedzieć?-gdy tylko to powiedziałam Mila zakrztusiła się mlekiem.O mało co nie wybuchnęła bym śmiechem.Wyglądało to wprost komicznie.
-Na głowę ci już serio padło?Twój ojciec jeszcze nie rozwiązał sprawy ja dałam się pociąć a ty chcesz wszystko spieprzyć?
-Nawet nie chcesz powiedzieć jak wyglądał!
-Nie zaczynaj!-warknęła.
-A wiec o to ci chodzi.-klasnęłam w dłonie.-Kochasz Harrego i nie chcesz pomóc rozwiązać tej sprawy!Będziesz z nim tak długo aż tej sprawy nie wyjaśnią!Później musisz odejść a tego nie chcesz!
-Nie prawda!-zaprzeczyła niemal od razu.
-Prawda przyznaj to lepiej przed samą sobą.Ale nie musisz odchodzić.Skoro Harry cię kocha to wybaczy tak samo jak Niall.
-Jesteś aż taka naiwna kretynko?On cię znienawidzi i nie będzie nawet mowy na to byś z nim była.-wstała z miejsca.-Ale śmiało powiedz mu.Zobaczymy która z nas ma racje.
-Nigdy nie doświadczyłaś prawdziwej miłości aż do teraz. Mila. Serio wierzyłaś, że nic nie będziemy do nich czuć? - spytałam
-Ja nic do niego nie czuje, okey? Nic, a nic. Teraz się zamknij i gotuj dla swojej prawdziwej miłości! - krzyknęła
-Nie masz serca. Wiem tylko to. Wiem też jednak, że go kochasz całymi swoimi resztkami serca. - powiedziałam
-Wiedziałam że jesteś słaba. A tak przy okazji to wygrałam zakład. Na początku zadania mówiłaś, że nie pójdziesz z nim do łóżka. Poszłaś. Wygrałam. - rzuciła i wyszła z kuchni zostawiając mnie w szoku.
Co za nieczuła...oh.Nie będę się nawet denerwowała.
Czas leciał niemiłosiernie.Nim się obejrzałam była już 16.Trzeba było by się ubiera
Wstawiłam Lasagne i poszłam wziąć prysznic.Ubrałam się <KLIK>.Przeczesałam swoje włosy szczotką i stwierdziłam po nałożeniu lekkiego makijażu,że jestem gotowa.Miałam zapukać do Mili żeby zaczęła się szykować ale stwierdziłam,że pewnie jest w łazience.
Poszłam przygotować stół a gdy stwierdziłam,że jest okey zadzwonił dzwonek do drzwi.Cała podekscytowana podeszłam do drzwi jednak to nie byli chłopcy.
-Jest Mila?-spytał jeden z nich <KLIK>.
-Tak.-jęknęłam.Ile ona znała seksownych chłopaków.Założę się,że i przed tym rozkładała nogi.
Weszli do domu.Usłyszałam jak Mila ciężko schodzi po schodach.Drugi <KLIK> pomógł jej zejść.Mila była ubrana w <KLIK>.
-Gdzie ty idziesz?-spytałam zaskoczona.
-Nie nie wiem kiedy wrócę.Tak nie wrócę na pewno na noc.Nie nie zadzwonię.-przewróciła oczami i od tak wyszła.
Super.Czyli jedna gęba mniej do nakarmienia.Nie wiem jak Harry z nią jeszcze wytrzymuje.
Po jakiś 20 minutach przyszli.
-Hej piękna.-powitał mnie Zayn a ja zaczęłam się śmiać widząc zazdrosnego Nialla.
-A gdzie...?-zaczął Harry.
-Nie wiem.Poszła sobie gdzieś.
-Oczywiście.-mruknął smutno.Widziałam,że był bardzo zawiedziony.Wszyscy usiedliśmy do stołu.
Kiedy podałam Lasage każdy się na nią rzucił.
-Spokój!-zarządziłam.-Zwierzęta z was.
-Dlatego nie zaprasza się nas na obiad.-uśmiechnął się Louis.
-Zapamiętam to sobie.
W połowie obiadu całkowicie nam odbiło.Śmialiśmy się jak nienormalni.Dowiedziałam się,że Louis zerwał z Eleanor a Zayn planuje już ślub z Perrie.
Dostałam nagle SMS'a ale zignorowałam go.Później parę telefonów ale to również mnie nie ruszyło.Było zbyt zabawne aby to przerywać.
Nagle do domu wpadł wkurzony ojciec.Stanęłam jak wryta.
-Zabierz ich do piwnicy,Sam.Macie się zamknąć i być cicho!-krzyknął.
-Ale co się dzieje?-spytałam słysząc burczenie silnika.
-Sam!
Szybko poszłam do piwnicy razem z chłopakami i zamknęłam drzwi.Po chwili usłyszałam strzały.Jezu...Nie.Chciałam się wyrwać ale Niall mnie trzymał.Nie wiem ile to trwało kilka minut może kilkanaście.Wszystko ucichło.Jednak chyba nie do końca.
Kroki były coraz wyraźniejsze.Cholera!
-Pewnie są tu!-krzyknął jakiś głos.
I znów stał a po chwili huk jak by ktoś wpadł na drzwi.
-Dobry strzał.-przyznał jaki głos.Od razu go poznałam.
-Gdzie mój ojciec?!-wrzasnęłam i pobiegłam do salonu.Leżał na podłodze w salonie a cała jego bluzka na brzuchu była we krwi.Nad nim kucała Mila.
-Wyjdziesz z tego.-mówiła wyjmując telefon.
-Dobrze wiesz,że nie.-odparł słabym głosem.-Przecież zawsze tego chciałaś.
-Przeżyj dla niej.Nie dla mnie.
-Naprawdę cię kochałem.Każdego dnia z którym ty nienawidziłaś mnie jeszcze bardziej.
-Nie obchodzi mnie to.
Popatrzyłam na nią morderczym wzrokiem.
-Moja Sam.-jęknął.-Moja.Opiekuj się nią.I dokończ to co zaczęłaś...
Po moich oczach spływały łzy.Nie to nie mogła być prawda!
-Czemu kurwa nie odbierałaś!Dzwoniłam do ciebie z cztery razy!-wybuchła.-Czy aż tak zajęta byłaś?!
-Ja...-mruknęłam roztrzęsiona.-Mogłaś zostać w domu...-to była najgłupsza odpowiedz na jaką przyszło mi odpowiedzieć.
-Myślisz,że to ja zawsze będę ratowała ci dupę?!No chyba cię już do reszty pojebało!
-Mila spokojnie.-powiedział Niall podchodząc do mnie.
-Ty się lepiej nie odzywaj!-spiorunowała go wzrokiem.-A ty nawet nie waż się ruszać tej broni!-strzeliła w rękę jednemu z leżących na ziemi.Ten zaczął jęczeć.
-Kto cię przysłał?-zapytała wściekła.
-Zabij mnie lepiej.
-Zrobię to tak jak obiecałam.-wyjęła nóż ze spodni.-A teraz mów bo lubię horrory.
-Mila nie!-zaprotestował Liam.
-Jace zabierz ich proszę.-poprosiła dziewczyna.
-Nie!-krzyknęłam.
-To siedźcie cicho.Tak więc.-usiadła obok niego opierając się o ścinę.-Na początek coś lekkiego.-Przecięła mu rękę.Zrobiło mi się niedobrze.Za dużo krwi jak na jeden dzień.
-Ty nie wiesz o mnie nic ja wiem o tobie wszystko.-powiedział.
-Doprawdy?-podniosła brew.
-Wasza matka nie żyje.Wychowywałaś się u Christiana do 16 roku życia.W wieku 14 lat złamałaś po raz pierwszy nogę a rok później drugą.Tristian torturował cię dopóki nie zgodziłaś się na jego warunki.
-Nogę złamałam w wieku 13 lat.Kim jesteś?
-On ich zabije jeśli w porę nie zrozumiesz o co mu chodzi.
-Nie zabije.-oburzyłam się.
-Ty nic na to nie poradzisz Howards.
-Po co to robi?-zapytałam.
-Dla strachu.
Mila nie chciała rozmawiać o tym co się stało na Britach.Nie wiem dlaczego.W sobotę gdy nie było mojego ojca zaprosiłam One Direction na obiad.Oczywiście musiałam gotować.Jezu jak ja tego nie lubiłam.
Spróbowałam zrobić Lasagne.Szło mi to kiepsko a wiedziałam,że na siostrę nie mam co liczyć.
Zaczęłam smażyć cebulę później dodałam mielone.Robiłam wszystko z przepisu.<KLIK>
-Za mało gałki muszkatołowej.-usłyszałam głos Mili.
-Miałaś leżeć w łóżku.Mogłaś zawołać.-zauważyłam.
-Nie lubię leżeć i nic nie robić.-popatrzyłam na nią błagalnie.
-Ty nigdy nic nie robisz.-zauważyłam.
-Żyje.
Kulejąc podeszła do lodówki i wyciągnęła z niej mleko.Usiadła na krześle i uważnie mi się przyglądała.Nastała niezręczna cisza.Postanowiłam podjąć temat.
-Może powinnyśmy im powiedzieć?-gdy tylko to powiedziałam Mila zakrztusiła się mlekiem.O mało co nie wybuchnęła bym śmiechem.Wyglądało to wprost komicznie.
-Na głowę ci już serio padło?Twój ojciec jeszcze nie rozwiązał sprawy ja dałam się pociąć a ty chcesz wszystko spieprzyć?
-Nawet nie chcesz powiedzieć jak wyglądał!
-Nie zaczynaj!-warknęła.
-A wiec o to ci chodzi.-klasnęłam w dłonie.-Kochasz Harrego i nie chcesz pomóc rozwiązać tej sprawy!Będziesz z nim tak długo aż tej sprawy nie wyjaśnią!Później musisz odejść a tego nie chcesz!
-Nie prawda!-zaprzeczyła niemal od razu.
-Prawda przyznaj to lepiej przed samą sobą.Ale nie musisz odchodzić.Skoro Harry cię kocha to wybaczy tak samo jak Niall.
-Jesteś aż taka naiwna kretynko?On cię znienawidzi i nie będzie nawet mowy na to byś z nim była.-wstała z miejsca.-Ale śmiało powiedz mu.Zobaczymy która z nas ma racje.
-Nigdy nie doświadczyłaś prawdziwej miłości aż do teraz. Mila. Serio wierzyłaś, że nic nie będziemy do nich czuć? - spytałam
-Ja nic do niego nie czuje, okey? Nic, a nic. Teraz się zamknij i gotuj dla swojej prawdziwej miłości! - krzyknęła
-Nie masz serca. Wiem tylko to. Wiem też jednak, że go kochasz całymi swoimi resztkami serca. - powiedziałam
-Wiedziałam że jesteś słaba. A tak przy okazji to wygrałam zakład. Na początku zadania mówiłaś, że nie pójdziesz z nim do łóżka. Poszłaś. Wygrałam. - rzuciła i wyszła z kuchni zostawiając mnie w szoku.
Co za nieczuła...oh.Nie będę się nawet denerwowała.
Czas leciał niemiłosiernie.Nim się obejrzałam była już 16.Trzeba było by się ubiera
Wstawiłam Lasagne i poszłam wziąć prysznic.Ubrałam się <KLIK>.Przeczesałam swoje włosy szczotką i stwierdziłam po nałożeniu lekkiego makijażu,że jestem gotowa.Miałam zapukać do Mili żeby zaczęła się szykować ale stwierdziłam,że pewnie jest w łazience.
Poszłam przygotować stół a gdy stwierdziłam,że jest okey zadzwonił dzwonek do drzwi.Cała podekscytowana podeszłam do drzwi jednak to nie byli chłopcy.
-Jest Mila?-spytał jeden z nich <KLIK>.
-Tak.-jęknęłam.Ile ona znała seksownych chłopaków.Założę się,że i przed tym rozkładała nogi.
Weszli do domu.Usłyszałam jak Mila ciężko schodzi po schodach.Drugi <KLIK> pomógł jej zejść.Mila była ubrana w <KLIK>.
-Gdzie ty idziesz?-spytałam zaskoczona.
-Nie nie wiem kiedy wrócę.Tak nie wrócę na pewno na noc.Nie nie zadzwonię.-przewróciła oczami i od tak wyszła.
Super.Czyli jedna gęba mniej do nakarmienia.Nie wiem jak Harry z nią jeszcze wytrzymuje.
Po jakiś 20 minutach przyszli.
-Hej piękna.-powitał mnie Zayn a ja zaczęłam się śmiać widząc zazdrosnego Nialla.
-A gdzie...?-zaczął Harry.
-Nie wiem.Poszła sobie gdzieś.
-Oczywiście.-mruknął smutno.Widziałam,że był bardzo zawiedziony.Wszyscy usiedliśmy do stołu.
Kiedy podałam Lasage każdy się na nią rzucił.
-Spokój!-zarządziłam.-Zwierzęta z was.
-Dlatego nie zaprasza się nas na obiad.-uśmiechnął się Louis.
-Zapamiętam to sobie.
W połowie obiadu całkowicie nam odbiło.Śmialiśmy się jak nienormalni.Dowiedziałam się,że Louis zerwał z Eleanor a Zayn planuje już ślub z Perrie.
Dostałam nagle SMS'a ale zignorowałam go.Później parę telefonów ale to również mnie nie ruszyło.Było zbyt zabawne aby to przerywać.
Nagle do domu wpadł wkurzony ojciec.Stanęłam jak wryta.
-Zabierz ich do piwnicy,Sam.Macie się zamknąć i być cicho!-krzyknął.
-Ale co się dzieje?-spytałam słysząc burczenie silnika.
-Sam!
Szybko poszłam do piwnicy razem z chłopakami i zamknęłam drzwi.Po chwili usłyszałam strzały.Jezu...Nie.Chciałam się wyrwać ale Niall mnie trzymał.Nie wiem ile to trwało kilka minut może kilkanaście.Wszystko ucichło.Jednak chyba nie do końca.
Kroki były coraz wyraźniejsze.Cholera!
-Pewnie są tu!-krzyknął jakiś głos.
I znów stał a po chwili huk jak by ktoś wpadł na drzwi.
-Dobry strzał.-przyznał jaki głos.Od razu go poznałam.
-Gdzie mój ojciec?!-wrzasnęłam i pobiegłam do salonu.Leżał na podłodze w salonie a cała jego bluzka na brzuchu była we krwi.Nad nim kucała Mila.
-Wyjdziesz z tego.-mówiła wyjmując telefon.
-Dobrze wiesz,że nie.-odparł słabym głosem.-Przecież zawsze tego chciałaś.
-Przeżyj dla niej.Nie dla mnie.
-Naprawdę cię kochałem.Każdego dnia z którym ty nienawidziłaś mnie jeszcze bardziej.
-Nie obchodzi mnie to.
Popatrzyłam na nią morderczym wzrokiem.
-Moja Sam.-jęknął.-Moja.Opiekuj się nią.I dokończ to co zaczęłaś...
Po moich oczach spływały łzy.Nie to nie mogła być prawda!
-Czemu kurwa nie odbierałaś!Dzwoniłam do ciebie z cztery razy!-wybuchła.-Czy aż tak zajęta byłaś?!
-Ja...-mruknęłam roztrzęsiona.-Mogłaś zostać w domu...-to była najgłupsza odpowiedz na jaką przyszło mi odpowiedzieć.
-Myślisz,że to ja zawsze będę ratowała ci dupę?!No chyba cię już do reszty pojebało!
-Mila spokojnie.-powiedział Niall podchodząc do mnie.
-Ty się lepiej nie odzywaj!-spiorunowała go wzrokiem.-A ty nawet nie waż się ruszać tej broni!-strzeliła w rękę jednemu z leżących na ziemi.Ten zaczął jęczeć.
-Kto cię przysłał?-zapytała wściekła.
-Zabij mnie lepiej.
-Zrobię to tak jak obiecałam.-wyjęła nóż ze spodni.-A teraz mów bo lubię horrory.
-Mila nie!-zaprotestował Liam.
-Jace zabierz ich proszę.-poprosiła dziewczyna.
-Nie!-krzyknęłam.
-To siedźcie cicho.Tak więc.-usiadła obok niego opierając się o ścinę.-Na początek coś lekkiego.-Przecięła mu rękę.Zrobiło mi się niedobrze.Za dużo krwi jak na jeden dzień.
-Ty nie wiesz o mnie nic ja wiem o tobie wszystko.-powiedział.
-Doprawdy?-podniosła brew.
-Wasza matka nie żyje.Wychowywałaś się u Christiana do 16 roku życia.W wieku 14 lat złamałaś po raz pierwszy nogę a rok później drugą.Tristian torturował cię dopóki nie zgodziłaś się na jego warunki.
-Nogę złamałam w wieku 13 lat.Kim jesteś?
-On ich zabije jeśli w porę nie zrozumiesz o co mu chodzi.
-Nie zabije.-oburzyłam się.
-Ty nic na to nie poradzisz Howards.
-Po co to robi?-zapytałam.
-Dla strachu.
17.Śmiejecie się ze mnie, bo jestem inny. Ja się śmieję z was, bo wszyscy jesteście tacy sami.
Harry...

Schowałam twarz w dłonie.Co za idiota?!Przegapił by rozdanie nagród bo był w łazience?!Jezu...
Gdy wrócili do stołu nie mogli przestać się śmiać.
Nagle dostałam SMS'a.

Rozejrzałam się.Dostałam kolejnego.

Cholera...Co to?

-Zaraz przyjdę.-wstałam od stołu i poszłam przed sale.W korytarzu nie było nikogo.Ciemność a muzyka na sali zagłuszała każdy dźwięk.
Nagle usłyszałam kogoś za mną.Przytrzymałam mu rękę z nożem.Pchnął mnie i runęłam na ziemię.W tej cholernej sukience nic nie zdziałam.
Przeturlałam się na bok unikając noża.Jeszcze centymetr i miała bym go w głowie.
-Kim jesteś?-warknęłam.
Nic nie odpowiedział tylko ruszył do ataku.Pobiegłam w stronę toalet jednak na moje zajebiste szczęście była ona zamknięta.Słyszałam jego śmiech.Mogła bym krzyczeć ale po co i tak nikt mnie by nie usłyszał.
Rzucił się na mnie tak,że rozciął bok mojej sukienki.W tej chwili mogłam powiedzieć mu tylko jedno.
-Lepiej kop sobie grób sukinsynu.-uderzyłam go w nos tak,że krew pobrudziła mi sukienkę.Złapał mnie za za nadgarstki i unieruchomił.Nie ze mną takie numeru.Kopnęłam go w krocze i odrzuciłam na bok.Poczułam ból w okolicach uda.Cholera nabiłam się na nóż.
Mężczyzna spojrzał na mnie i szeroko się uśmiechnął po czy pobiegł w stronę wyjścia.
Z mojej nogi sączyła się krew.Czy tylko ja muszę zawsze obrywać?
Ale gdyby zrobił to Sam.Ta zginęła by po minutach...Cholera dlaczego ja się p nią martwię?!
Czekaliśmy już z chłopakami w salonie na dziewczyny,które poszły się ubierać.Pierwsza nasza gala od dawna a my zaraz będziemy spóźnieni.Super...
Co chwila było słychać wrzaski Sam i Mili.Nie wiedzieliśmy co się dzieje ale z pokoju pozbyłem się wszystkiego czym da się w ogóle zabić.
W końcu usłyszeliśmy jak wychodzą.
-Rusz się Mila!-krzyczała Sam.
-Nie wyjdę tak!Nie ma mowy!
-Rusz się!
Po chwili zobaczyłem Sam.Miała na sobie śliczną czarną suknie KLIK i idealnie dobrany lekki makijaż.Zaraz za nią ciągnęła się Mila.Gdy ją zobaczyłem ledwo co powstrzymałem śmiech.Chyba jak wszyscy moi przyjaciele.
Moja dziewczyna miała na sobie czerwoną kieckę <KLIK>.
-A tylko ważcie się śmiać.-zagroziła widząc nasze rozbawione miny.
-Teraz nic byś mi nie zrobiła.-puknął ją w ramię Louis na co dziewczyna lekko się zachwiała.Louis wybuchł.
Widziałem,że Mila zajmie się nim później.Wyszliśmy z domu.Przez cały czas musiałem trzymać Mile by się nie wywróciła.Zapowiadał się ciekawy wieczór.
-Zabije się.-mruknęła dziewczyna kiedy wsiadaliśmy do limuzyny.
-To było by straszne.-powiedziała cięcie Sam.
-Straszniejsze niż widok twoich cycków?Nie wydaje mi się.-uśmiechnęła się triumfalnie.Zayn odchrząknął głośno.
-Nie był zły. - mruknął Niall, a Sam rzuciła mu mordercze spojrzenie. Wybuchłem śmiechem i każdy spojrzał się, na mnie zażenowanym wzrokiem.
-Może zmieńmy temat? - zaproponowałem.
-Chętnie. - chrząsnęła Sam.
-W takim razie co u was? - zaczął Zayn.
-Nie można gorzej zacząć rozmowy. - warknęła Mila.
-Czy ty chociaż przez chwilkę możesz być miła?! - krzyknęłam.
-Nie. - burknęła.-Szczególnie po tym jak ktoś wpakował mnie w kieckę i kazał nosić te pieprzone obcasy.Ale skoro chcesz wiedzieć moja koleżanka jest już trochę zmęczona i chce odpoczynku więc od jutra Harry ruchasz poduszkę.
-Tylko nie tą z salonu.Jest jeszcze nowa.-wtrącił Louis.
-Chyba ktoś tu sugeruje Larrego.-powiedziała Mila sięgając po kieliszek z szampanem.
-Może i tak. - rzucił Louis krzyżując ręce na piersi.
-No więc tego... - zaczęła Sam widząc, że nasza rozmowa kieruje się w niebezpieczną stronę. -Harry podasz mi szampana? - rzuciła zrezygnowana.
-Jasne. - odrzekłem.
-Tylko nie przesadź. Masz słabą główkę. - mruknęła Mila złośliwie się uśmiechając.
-Może i mam, ale nie rozkładam nóg przed każdym jak się upije. - warknęła brunetka.
-No więc tego... - zaczęła Sam widząc, że nasza rozmowa kieruje się w niebezpieczną stronę. -Harry podasz mi szampana? - rzuciła zrezygnowana.
-Jasne. - odrzekłem.
-Tylko nie przesadź. Masz słabą główkę. - mruknęła Mila złośliwie się uśmiechając.
-Może i mam, ale nie rozkładam nóg przed każdym jak się upije. - warknęła brunetka.
-Przynajmniej ja miałam i mam przed kim je rozkładać.Nie tak jak ty.Wiecznie nieskazitelna Samantha Howards.
-Dziewczyny przes...-Niall chciała to przerwać jednak nie miały zamiaru go posłuchać.
-Wole być nieskazitelna i miła niż być postrzegana za dziwkę.-robiło się niebezpiecznie.Modliłem się w duchu żebyśmy już byli pod 02 Areną.
-Zostań najlepiej zakonnicą.Może tam jakiś dupek zerżnie cię tak,że poznasz co to jest dobre pieprzenie.
-To ty idź lepiej do tego alfonsa i pieprz się z każdym jak popadnie.Zostań puszczalską...a nie przepraszam ty już nią jesteś...
-Zamknijcie się do cholery! - krzyknęliśmy jednocześnie z Niallem.
-Jesteście całkiem inne i musicie się z tym pogodzić. Lepsze to niż skakanie sobie do gardeł co drugie słowo. - warknął Louis.
-Jesteście całkiem inne i musicie się z tym pogodzić. Lepsze to niż skakanie sobie do gardeł co drugie słowo. - warknął Louis.
-Ja tam mogę sobie poskakać.-mruknęła Mila.
Nikt nie odezwał się już do końca drogi. Gdy dojechaliśmy na miejsce natychmiastowo oślepił mnie błysk fleszy. Powinienem się już do tego przyzwyczaić jednak to zawsze było dla mnie szokiem. W momencie gdy opuściliśmy limuzynę reporterzy się na nas rzucili. Zwłaszcza, że towarzyszyły nam dziewczyny. To był temat numer jeden. Widać było, że Mila jest oszołomiona, podobnie jak Sam, która momentalnie zbladła i gdyby nie Niall, ciągnący ją za rękę po prostu stałaby w miejscu.
-Oto jest.Najsławniejszy boysband na Ziemi.-rozległ się głos.-Razem z dwoma ślicznotkami.
Po chwili słyszałem tylko swoje imię.Zrobiliśmy parę fotek jako One Direction gdy poproszono nas abyśmy odpowiedzieli razem z Milą na kilka pytań.
-Kim jest twoja wybranka?
-Mila Howards.-powiedziała tonem jakiego nigdy u niej nie słyszałem.Był taki dźwięczny i rozkoszny.
-Od kiedy jesteście razem?-spytano.
-Od mniej więcej dwóch miesięcy.-odparłem.
-Czy to coś poważnego?
-Czy jej się oświadczysz?
-Dlaczego razem z zespołem tak nagle zniknęliście?
-Od kiedy jesteście razem?-spytano.
-Od mniej więcej dwóch miesięcy.-odparłem.
-Czy to coś poważnego?
-Czy jej się oświadczysz?
-Dlaczego razem z zespołem tak nagle zniknęliście?
-Mieliśmy tylko małą przerwę,Teraz wracamy i chcielibyśmy przerosić za to fanów. -powiedziałem zgodnie z prawdą.
Weszliśmy do sali i zajęliśmy swoje miejsca przy stoliku.Mila od razu wyjęła telefon i zaczęła pisać SMS'y.Sam uważne słuchała powitania.Czasami chciałem mieć właśnie taką dziewczynę i w takich momentach zazdrościłem Niallowi.
Po dwudziestu minutach nie mogłem już wytrzymać.
-Odłóż ten telefon.-warknąłem jej do ucha.Ta jednak machnęła tylko ręką i pisała dalej.
-Ooo w domu będziesz miała przerąbane.
-Wiem o tym.-uśmiechnęła się.
-Chcecie może szampana?-zapytał Liam.
Całe One Diection przytaknęło a gdy Sam powiedziała,że też się napije.Wszyscy zwrócili się na Mile morderczym wzrokiem.Ta tylko uśmiechnęła się.
-A już miałam w przygotowaniu taką cięta ripostę.
Pierwsze kategorie nie dotyczyły nas.Wygrała Ellle Goulding,Bruno Mars i paru innych.
-Przepraszam na chwile.-wstałem od stołu.
Mila...

Chyba naprawdę wolał myśleć,że jego córeczka roi to zadanie tak jak trzeba i do cholery gdzie jest Harry?!
-A nagrodę za Globalny Sukces otrzymują...ONE DIRECTION!-w sali zaczęła lecieć "Story od my life".Chłopaki niepewnie weszli na scenę.
-Bardzo dziękujemy wszystkim fanom.-zaczął Liam.-Nie wiem gdzie jesteś Harry...O już biegnie.-na scenę wpadł Harry.

Weszliśmy do sali i zajęliśmy swoje miejsca przy stoliku.Mila od razu wyjęła telefon i zaczęła pisać SMS'y.Sam uważne słuchała powitania.Czasami chciałem mieć właśnie taką dziewczynę i w takich momentach zazdrościłem Niallowi.
Po dwudziestu minutach nie mogłem już wytrzymać.
-Odłóż ten telefon.-warknąłem jej do ucha.Ta jednak machnęła tylko ręką i pisała dalej.
-Ooo w domu będziesz miała przerąbane.
-Wiem o tym.-uśmiechnęła się.
-Chcecie może szampana?-zapytał Liam.
Całe One Diection przytaknęło a gdy Sam powiedziała,że też się napije.Wszyscy zwrócili się na Mile morderczym wzrokiem.Ta tylko uśmiechnęła się.
-A już miałam w przygotowaniu taką cięta ripostę.
Pierwsze kategorie nie dotyczyły nas.Wygrała Ellle Goulding,Bruno Mars i paru innych.
-Przepraszam na chwile.-wstałem od stołu.
Mila...
Chyba naprawdę wolał myśleć,że jego córeczka roi to zadanie tak jak trzeba i do cholery gdzie jest Harry?!
-A nagrodę za Globalny Sukces otrzymują...ONE DIRECTION!-w sali zaczęła lecieć "Story od my life".Chłopaki niepewnie weszli na scenę.
-Bardzo dziękujemy wszystkim fanom.-zaczął Liam.-Nie wiem gdzie jesteś Harry...O już biegnie.-na scenę wpadł Harry.
Schowałam twarz w dłonie.Co za idiota?!Przegapił by rozdanie nagród bo był w łazience?!Jezu...
Gdy wrócili do stołu nie mogli przestać się śmiać.
Nagle dostałam SMS'a.
Rozejrzałam się.Dostałam kolejnego.
Cholera...Co to?
-Zaraz przyjdę.-wstałam od stołu i poszłam przed sale.W korytarzu nie było nikogo.Ciemność a muzyka na sali zagłuszała każdy dźwięk.
Nagle usłyszałam kogoś za mną.Przytrzymałam mu rękę z nożem.Pchnął mnie i runęłam na ziemię.W tej cholernej sukience nic nie zdziałam.
Przeturlałam się na bok unikając noża.Jeszcze centymetr i miała bym go w głowie.
-Kim jesteś?-warknęłam.
Nic nie odpowiedział tylko ruszył do ataku.Pobiegłam w stronę toalet jednak na moje zajebiste szczęście była ona zamknięta.Słyszałam jego śmiech.Mogła bym krzyczeć ale po co i tak nikt mnie by nie usłyszał.
Rzucił się na mnie tak,że rozciął bok mojej sukienki.W tej chwili mogłam powiedzieć mu tylko jedno.
-Lepiej kop sobie grób sukinsynu.-uderzyłam go w nos tak,że krew pobrudziła mi sukienkę.Złapał mnie za za nadgarstki i unieruchomił.Nie ze mną takie numeru.Kopnęłam go w krocze i odrzuciłam na bok.Poczułam ból w okolicach uda.Cholera nabiłam się na nóż.
Mężczyzna spojrzał na mnie i szeroko się uśmiechnął po czy pobiegł w stronę wyjścia.
Z mojej nogi sączyła się krew.Czy tylko ja muszę zawsze obrywać?
Ale gdyby zrobił to Sam.Ta zginęła by po minutach...Cholera dlaczego ja się p nią martwię?!
Subskrybuj:
Posty (Atom)