Sam...
Od kilku dni leżałam w łóżku i płakałam.Nic nie jadłam.Nie miałam na nic ochoty.Chciałam zniknąć na zawsze.Moje życie bez Nialla nie miało sensu.
Nie mogłam liczyć na nikogo.Mila całymi dniami i nocami imprezowała.Nic już już nie ruszało.Stała się jeszcze większą suką niż była,o ile to w ogóle możliwe.Miałam nadzieje,że wszystko się ułoży,chłopaki nam wybaczą lecz z każdym kolejnym dniem traciłam na to nadzieje.
Sobotniego poranka kiedy na zegarku dochodziła godzina 10 usłyszałam jak ktoś krzyczy.Po chwili rozpoznałam Nialla.
-Nie będę gadał z tą dziwką!-wrzeszczał.
-Będziesz zamknij się i na górę!
Mila wiedziała jak budzić strach,Moje serce zabiło mocnej.
-Właź.-wepchnęła go do pokoju..
-Ale..
-Nie wyjdziesz stąd dopóki się nie dogadacie! - warknęła do chłopaka.
-Wyjdę teraz! - krzyknął, ale Mila już zdążyła zamknąć drzwi. Stanął jak wryty i skierował się w stronę fotela, tego samego, na którym powiedział mi kiedyś, że kocha mnie najbardziej na świecie. Teraz to nie miało znaczenia. Usiadł na nim ciężko i westchnął wpatrując się we mnie.
-Naprawdę ośmielasz się do mnie odzywać po tym wszystkim?-warknął.
-To Mila, nie ja.-mruknęłam ściskając ręce.
-Mam to w dupie. Nienawidzę cię.-odparł nad wyraz spokojnie.
-Niall, przepraszam. Błagam, wybacz mi. To co między nami było nie było udawane. Ja cię naprawdę kocham!-krzyczałam przez łzy.
-Nie wierzę Ci!-krzyknął.
-Nigdy nie poszłabym do łóżka z kimś kogo naprawdę nie kocham najbardziej na świecie.-mruknęłam, poddając się. -Jednak jeśli ty masz mnie za dziwkę, rozumiem. Masz prawo.
-Tak uważam Cię za nią, ale wiesz co?! Kochałem Cię i Cię kurwa kocham, ale nie chce mieć już z tobą nic wspólnego! Nic! Zostaw mnie w spokoju suko!-krzyczał, a ja zobaczyłam na jego twarzy łzy. Również się rozpłakałam.
-Niall...-zaczęłam.
-Nie będę Cię słuchał!-wrzasnął i podszedł do drzwi.
-Niall błagam wybacz mi.
-KURWA WYPUŚĆ MNIE STĄD!-krzyczał, a ja usłyszałam głos Mili:
-Nie.
-Ja pierdole.-szepnął.-Czego ty ode mnie oczekujesz?! Że przyjdę tu cały w skowronkach i jak tylko poprosisz mnie, żebym ci wybaczył ja powiem: "Tak, kochanie. Oczywiście. Kocham Cię najmocniej na świecie słoneczko. To nic, że okłamywałaś mnie i zniszczyłaś mi życie. Spokojnie. Już ci wybaczyłem."-wyrecytował z zażenowaniem.
-Niall, błagam.-mruknęłam i usiadłam obok niego.-Kocham Cię najbardziej na świecie.
-Ja ciebie też.-powiedział łamiącym się głosem, a ja przypomiałam sobie cały nasz związek.-Ale nie możemy być razem, Sam. Ja ci już nie zaufam, a na tym opiera się związek.
-Umrę bez Ciebie. Proszę. Spróbujmy. Możemy spróbuwać. Jeśli mi wybaczysz objecuje Ci, że już nigdy cię nie zranię. Będę cię kochać właściwie i lepiej, jeśli to w ogóle możliwe.
-Sam, ja cię kocham. Nigdy nie kochałem nikogo tak mocno. Jesteś dla mnie wszystkim, rozumiesz? Wszystkim. Nigdy nie przestanę Cię kochać. Chciałbym być z tobą, ale nie potrafię.-mówił przez łzy.
-Spróbuj. Możemy próbwać. Nikt nas nie ukaże za próbowanie.
-Nikt nas nie może ukarać za miłość.-uśmiechnął się
-No właśnie. Nie rób nic... Tylko mnie kochaj.-mruknęłam, usiadłam na nim okrakiem i pocałowałam.
Harry....
Nie wiedziałem co już ze sobą zrobić.Przeklęta suka!Ona nigdy się nie zmieni!Przeklinam dzień w którym ją poznałem!Nigdy jej nie wybaczę!Nigdy!
Usiadłem na kanapie i zacząłem oglądać jakiś głupi serial.Dopiero po paru chwilach zorientowałem się,że Mila lubiła ten serial.
Chciałem go już przełączyć lecz nieoczekiwanie główna bohaterka powiedziała.
-Nigdy nie okaże słabości a już tym bardziej miłości.Chyba,że spotkam osobę,której zaufam.
-Cholera!-rzuciłem pilotem o ścianę.
Z góry zbiegł Louis,przestraszony.
-Co się stało?-spytał.
-Gówno,kurwa!-wrzasnąłem.
-Właśnie widzę.-przewrócił oczami.-Mila?
-Tak ona!
-Nie krzycz,uspokój się.Będzie dobrze.
-Nie nie będzie!Ja ją kocham!
-Uuuu.Harry Styles kogoś kocha.-prychnął.
-Zabawne...-mruknąłem chowając twarz w dłonie.
-Harry,wiem,że ją kochasz.Widać...
-Ona mnie nie.
-Może warto było by się przekonać kim tak naprawdę jest Mila Tenye?
-Jest suką...
Mila...
-Myślałam,że nie zobaczę Cię tu nie skutą kajdankami?-zaśmiała się Katniss.<KLIK> Była jedną osobą,która na pewno nie miała związku z Christianem.
-Przychodzę pokojowo.-mruknęłam wpraszając się do niej.-Nieźle się urządziłaś <KLIK>.Mąż polityk przypuszczam?
-Dobrze przypuszczasz.Po co przyszłaś?
-Co tak mało przyjaźnie się do mnie odzywasz?-zaśmiałam się.-Ja na razie jestem miła.
-Na razie...-prychnęła.-Po co przyjechałaś?
-Chodzi o plan Howarda...Wiesz o nim.
-Wiem.-usiadła w fotelu.-Spieprzyłyście go.
Zacisnęłam ręce.
-Howard wszystko sobie zaplanował.Mamy zginąć razem z chłopakami.
-To jakiś absurd!-poderwała się z miejsca.-On nigdy...!
Rzuciłam jej teczkę w której wszystko miałam.
-Przeczytaj sobie.Zobaczymy czy po tym będziesz uważała tak samo.
Katniss wzięła do ręki kartki i zaczęła czytać.
Nagle z góry zeszła mała dziewczynka <KLIK>.
-Mamusiu...-powiedziała słodkim głosikiem.-Pobawisz się ze mną?
-Kochanie nie teraz.-machnęła ręką.Mała zrobiłam smutną minkę i wróciła na górę.
-Nie wiedziałam,że masz córeczkę.-popatrzyłam na nią.
-Tobie ta informacja nic do życia by nie dała.-mruknęła zamyślona.-Cholera...co chcesz z tym zrobić?
-Ochronić.
-Nie rozumiem.
-Przesunęli termin koncertu.Myślę,że własnie wtedy Christian chce to wszystko zakończyć...Harry,Niall,Louis...Mają przeżyć.Sam też...
-A co z tobą?-Spuściłam wzrok.Nie mogłam powiedzieć co planowałam.-Czy ty chcesz...?
-Nie umiem przewidzieć przyszłości ale chce żebyście w razie czego ratowali ich nie mnie....Oni są dla mnie...ważni.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz