piątek, 10 stycznia 2014

6.Tylko życie poświęcone innym warte jest przeżycia.

Niall...

Siedziałem obok płaczącej Sam.Zanosiła się od płaczu,tak bardzo że bałem się ją puścić do łazienki.Obawiałem się,że coś sobie zrobi.
 -Niall.Serio muszę iść do łazienki.-szepnęła cicho szlochając.
 -To pójdę z tobą.-odrzekłem.
 -Nie ma mowy.Proszę.-błagała.-Oddam tobie wszystkie żyletki.
 -Nie musisz.-mruknąłem.-Ufam tobie.
 Wpadła do łazienki jak torpeda,a ja położyłem się na łóżku.Myślałem nad tym co mówiła Mila.Czy Sam mogła się we mnie zakochać?Cieszyłbym się,bo ja też coś do niej czuje.Jest piękna i taka uroczo,bezbronna.Poza tym w końcu znalazłem kogoś,kto z nikim nie spał,jak ja.Jest idealna.Z rozmyśleń wyrwała mnie Sam,wracając z łazienki.
 -Ręce.-powiedziałem.
 -Co?-spytała zmieszana.
 -Pokaż ręce.-odrzekłem po czym odwinąłem bandaż.Nic się nie pojawiło.Na drugim nadgarstku,też nie.
 -Zadowolony?-spytała.
 -A nogi?
 -Nie ma mowy!-krzyknęła odsuwając się.-Nie cięłam się okej?Przysięgam.
 Nagle ktoś zapukał do drzwi.
 -Proszę.-powiedziała Sam.Do pokoju wszedł Harry.Był ubrany w <KLIK>.
 -Hej.Nic wam nie jest?-spytał z troską w głosie,kładąc dłoń na moim ramieniu.-Zayn do mnie zadzwonił i powiedział co się stało.
 -Nieważne.-powiedziała,zabierając jego rękę z ramienia.
 -O co ci chodzi?-spytał powtórnie ją kładąc.
 -Spytaj Nialla.-odparła i poszła do kuchni.
 -Co zrobiłeś?-zapytał Harry.
 -Sprawdzałem czy się nie pocięła i...chyba poszedłem za daleko.-westchnąłem.
 -Jak?
 -Chciałem żeby pokazała mi nogi.-odrzekłem.Po czym Harry wybuchł śmiechem.
 -Ty to umiesz podrywać,Horan.-przyznał łapiąc oddech.
 -Ty też.Nie ma to jak poderwać sukę.-fuknąłem zły.
 Ucichł od razu.
 -Widziałem krew w przedpokoju...Czy ktoś...?-spytał niepewnie.
 -Nie.Rozcięła sobie rękę i tyle...-wzruszyłem ramionami.
 -Dobra nie rozmawiajmy o tym.Mam propozycje.Zebrałem zespół.Idziemy na imprezę?l
 -Nie wiem czy Sam będzie miała ochotę...-mruknąłem.
 -Na co?-dobiegł mnie jej głos.
 -Na imprezę.-powiedział Lokers.
 -Wchodzę w to.Musze się odstresować.-westchnęła.-Dajcie mi pół godziny.
 Wyrzuciła nas z pokoju.Zeszliśmy na dół ,gdzie Zayn,Liam i Louis oglądali kreskówkę.
 -Nie przyzwyczajajcie się zbytnio.-zaśmiałem się.
 -Pan Howard mówił że możemy tu zostać jak długo chcemy.-odparł Louis wpatrzony w ekran.
  Po 30 minutach ze schodów zeszła MOJA Sam.Wyglądała pięknie <KLIK>.
 -Idziemy?-spytała.
 -Pewnie.-uśmiechnąłem się.
 Brunetka krzyknęła tylko że wróci późno i wyszliśmy z domu.
 Ja,Sam i Harry pojechaliśmy jego Autem,a Liam,Zayn i Louis drugim.
  Droga nie była długa.Podjechaliśmy pod klub.W środku czuć było zapach papierosów i alkoholu.Każdy z kimś się lizał,a niektórzy nawet wciągali narkotyki,
 Sam poszła tańczyć,tak jak ja i Harry.Widziałem że patrzy na dziewczyny i zaczyna je podrywać.
 Wypiliśmy jednego,drugiego,trzeciego...drinka i odpłynęliśmy na całego.Sam kręciła biodrami i śmiała się od ucha do ucha.
 -Idziemy do baru?-spytał Zayn.
 -Tak,napije się czegoś.-odparła Sam.
 Wszyscy usiedli na stołkach barowych i zamówili alkohol.
 -No to zdrowie.-podnieśliśmy szklanki do góry.
 Zaczęliśmy śmiać się jak jacyś idioci.Nie byliśmy pijani,po prostu wszystko nas śmieszyło.
 Nagle podszedł do nas jakiś chłopak <KLIK>.
 -Wyglądacie na nowych.-powiedział opierając się o blat.
 -Bo jesteśmy.-mruknęła brunetka upijając łyk napoju.
 -To miejsce dla takich jak wy.-popatrzył na tłum.
 -Słucham?-spytałem zdziwiony.
 Spojrzał na piętro po czym uśmiechnął się i odszedł.Powędrowałem wzrokiem na górę,ale oprócz paru osób nie widziałem nikogo.
 Nagle usłyszeliśmy strzał.Od razu zamarłem.Szklanki w barku zaczęły się tłuc.
 Wszyscy zaczęli krzyczeć.Drugi,trzeci.
 -Niall!-wrzasnęła Sam,gdy pociągnęła mnie za ladę.Reszta zrobiła to samo.
 -Cholera.-mruknął Zayn.-Co teraz?
 Ktoś cały czas strzelał.Bałem się jak nigdy dotąd.Ten szaleniec znowu nas znalazł.
 Brunetka wyciągnęła telefon i wybrała numer ojca.
 -W tej ruderze nie ma zasięgu.-krzyknęła zrozpaczona.
 -No to już po nas.-załamał się Liam.
 Nieoczekiwanie Harry przeklął.Zwróciliśmy wzrok na niego.Za nim klęczała Mila! 
 -Czy wy jesteście poważni?!-warknęła.-Jaki obłęd was tu zagnał?!
 -Pomóż nam.-poprosiła Sam roztrzęsiona.-Nie mogę zadzwonić do taty nie ma...
 -Zasięgu.Wiem.To miejsce w którym nie da się nikogo namierzyć.-wyjaśniła.-I z jednej strony dobrze.-wciągnęła broń.
 -Co ty robisz?-zdziwiłem się.
 -Chcesz żyć?-pokiwałem głową.-Więc nie kwestionuj moich działań.Dobra uciekajcie tylnym wyjściem.Jest tam czerwone Ferrari.-podała nam kluczyki.-Nie jedzcie do domu.Znajdą was.W schowku macie adres.Jedzcie tam.
 -A ty?-spytał Harry.
 -Zabawie się trochę.-mruknęła wstając.
 Dała nam znak po czym zaczęła strzelać.Pędem znaleźliśmy się na zapleczu.Słyszeliśmy tylko strzały.Tak jak mówiła Mila.Wsiedliśmy do auta,ledwo się mieszcząc.
 -Nie możemy jej zostawić.-powiedział Harry.
 -Ona na pewno wie co robi.-odparła Sam,gdy Liam zaczął jechać....

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz