Mila...
Pogrzeb Howarda odbył się bardzo uroczyście.Przyszli wszyscy jego przyjaciele i rodzina.Nie chciałam iść na to jakże ważne spotkanie.Na pogrzeb mojej matki nikt z nich nie ruszył dupy ale już na kochanego ojca to przyszli.
Sam <KLIK> płakała całymi dniami i nocami.Nie mogła sobie wybaczyć,że ojciec zginął chroniąc ją i chłopaków.I dobrze.To jej wina.Gdyby nie to,że jest taką ciamajdą i nie umie posługiwać się bronią spotkała ją kara.
Stypę urządziła w <KLIK>.Jadąc autem z babcią Trish,ciotką Daphne i Sam nerwowo pukałam w kierownice.Nie odzywałam się aż do czasu gdy Daphne zaczynała mnie wkurwiać.
-Jak ty jeździsz?Jeszcze kogoś zabijesz!-marudziła a babcia tylko jej przytakiwała.
-Mila nie.-powiedziała Sam widząc jak powoli tracę cierpliwość.
-Trish ona jeździ jak jej matka.Nieodpowiedzialnie.-kontynuowała.
Uśmiechnęłam się pod nosem i przycisnęłam pedał gazu do końca.Obie zaczęły się drzeć gdy robiłam drifty na zakrętach.O mały włos nie wjechała bym w jakiś samochód.
-Teraz dopiero możecie powiedzieć,że jeżdżę jak moja matka grube dupy.-warknęłam.
Podjechaliśmy pod dworek od razu wysiadłam z auta szczęśliwa pod nosem.Z drugiej strony myślałam o tym żeby uciec w środku obiadku rodzinnego i przespać kolejne dwa dni.
Zajęliśmy swoje miejsca a plotka o tym co zrobiłam rozeszła się szybciej niż myślałam.
-Słyszałam,że wyprowadzacie się z domu.-powiedział wujek Eryk raczej do Sam niż do naszej dwójki.
-Tak.Nie mogę mieszkać już w tym domu.Nie po tym co tam się sało.
-Siedziałaś tylko w piwnicy ale powiedzmy,że wszystko wiesz.-prychnęłam.
Ona nic nie widziała!Nic nie wiedziała!To co tam się stało to jeden wielki koszmar.Niech lepiej nic nie mówi.
-Ale słyszałam.Wiesz jak się bałam?-zapytała a kilka osób podeszło do niej i zaczęło przytulać.
Przewróciłam oczami widząc tą jakże wzruszającą scenę.
-Tylko to nie ty odebrałaś ludziom życie.-wstałam od stołu i po prostu wyszłam.Nie miałam ochoty siedzieć w tym towarzystwie ani minuty dłużej.Wsiadłam do auta i myślałam gdzie by tu pojechać.
Pojechałam tam gdzie to wszystko się zaczęło.
W restauracji nic się nie zmieniło.Usiadłam przy stoliku i poprosiłam o Awokado nadziewane owocami <KLIK>.Gdy na chwile zamknęłam oczy miałam obraz umierającego człowieka na moich rękach mającego w piersi nóż.NIE!
Musimy ich chronić ale do cholery jak?Wszystko się pokomplikowało.Howards miał żyć a nie pójść do trumny.Cholera nic nie miało pójść tak jak do tej pory.
Wróciłam do domu i ciągle nie wiedziałam co ze sobą zrobić.
Poszłam di gabinetu ojca gdzie wszystko wyglądało tak jak gdyby był na delegacji czy coś.
Usiadłam w jego fotelu przyglądając się papierom na biurku.
Pod nimi leżały listy.W jednym z nich pisało:
"Zrobimy tak jak Pan kazał.Wszyscy zginął za równe półtora miesiąca.Proszę się nie martwić.Wszystko pójdzie jak po maśle.
J."
Zrobiło mi się słabo ale czytałam kolejne.
"Jedyną osobą która nam przeszkadza jest Mila.Musi Pan coś z nią zrobić inaczej zadanie będzie o wiele trudniejsze.
J."
"Zraniliśmy ją w klubie.Znowu nie wiadomo jak się tam znalazła.Mamy nadzieję,że zgłosi się do jakiegoś szpitala.Mamy w każdym swoich ludzi.Zniszczą ją jak i jej siostrę.
J."
Cholera!On o wszystkim wiedział!On maczał w tym palce!
Włączyłam jego laptopa.który był dziwnym trafem odblokowany.Sprawdziłam jego skrzynkę.Masa wiadomości od jednego adresu.
"Zabijemy ich.Pieniądze później."
Wszystkie o podobnej treści.Widać Howard nie był taki nieskazitelny jak jego córeczka.Ciekawe co jeszcze miał na sumieniu.
Nagle usłyszałam jak ktoś wchodzi do domu.Po butach na obcasie poznałam Sam.
-Przesadziłaś dzisiaj.-powiedziała a echo odbijało się od ścian.
-Tak jak one.-odparłam przeszukując jego szafki.
-Co ty robisz?!-krzyknęła Sam wpadając do gabinetu.Jednym ruchem wstałam i uderzyłam ją tak,że aż się przewróciła.Popatrzyła na mnie ze łzami w oczach.
Znów to zrobiłam.Co się ze mną ostatnio działo?Nigdy nie działałam tak impulsywnie.
-Masz.-rzuciłam jej kartki.-Czytaj.
Wróciłam do przeszukiwania szuflad.Znalazłam kilka pistoletów.Jak na Howarda to trochę dużo.Poza tym miał moją teczkę,Wszystko o mnie.
-To nie może być prawda!-krzyknęła Sam kuląc się pod ścianą.-On by nie mógł...
-Zamknij się.-warknęłam zaczytana.Tu było wszystko.Ostatnie zatrzymanie.Choroby.Życiorys.Wszystko.
-Zbieramy się.-powiedziałam.-Tylko się przebierz.Tak z tobą nie pojadę.
-Gdzie jedziemy?
-Myślę,że w policji jest jeszcze parę osób,które go kryły.Musimy załatwić to same.
Po 20 minutach każda z nas była gotowa.JA <KLIK > SAM <KLIK>.Zabrałam laptop Howarda i wszystkie te kartki.Pojechałam do domu chłopaków.
Gdy wpadłam do salonu przyprawiło mnie o dreszcze.
Na kanapie w salonie kochali się Louis z Juliet krzycząc "Mocniej".
-Dlaczego to ja do cholery zawsze muszę to widzieć?-spojrzałam na Sam,która zarumieniła się wiedząc o co mi chodzi.
Gołąbeczki podskoczyły z zaskoczenia.
-Jezus co wy tu robicie?-spytał Louis.
-Przyszliśmy na darmowego pornola.-uśmiechnęłam się złośliwie.-Chłopaki na górze zgaduje.
-Tak.Śpią.-odparła Juliet.
-To lepiej szybko się ubierajcie.Sam obudź Nialla.Ja się zajmę resztą.
Weszłam do pokoju Harrego.Smacznie spał w swoim łóżku w samych bokserkach.Uśmiechnęłam się na ten widok.Wyglądał nawet rozkosznie.
Usiadłam na niego okrakiem a ten drgnął.
-Wstawaj Romeo.-powiedziałam trzymając ręce na jego klatce piersiowej.
-Co tu robisz?-spytał zachrypnięty a jednocześnie zaspany.
-Siedzę.
-Czuje to.-przyznał.
-Żebyś mi tu zaraz nie doszedł.
-Jeśli nie zejdziesz to to zrobię.
-Poczekam do wieczora.-pocałowałam go w usta.
Jezu!! Super to jest. Kocham tak mega <3
OdpowiedzUsuń